Trudny podział banków

Erkki Liikanen, prezes Banku Finlandii, szef grupy wysokiego szczebla, która od lutego przygotowywała projekt reformy rynku bankowego w UE, apeluje o zmianę struktury banków. Nie proponuje demontażu modelu bankowości uniwersalnej, ale propozycje i tak nie bardzo spodobały się komisarzowi rynku wewnętrznego i instytucji finansowych.
Trudny podział banków

Erkki Liikanen (CC BY Teemu Rajala)

Do serii antykryzysowych rekomendacji, propozycji i regulacji doszli autorzy raportu „Reformy struktury sektora bankowego w UE”. Przedstawił go 2 października Erkki Liikanen, prezes Banku Finlandii, szef grupy wysokiego szczebla, która od lutego zajmowała się tym problemem.

Dokument dostał Michel Barnier, unijny komisarz rynku wewnętrznego i instytucji finansowych. To od niego zależy jaką część wniosków ekspertów przekuje na konkretne propozycje legislacyjne. Na razie jego ludzie będą dokładnie analizować wnioski niezależnych ekspertów, KE otwiera też trwające sześć tygodni konsultacje publiczne. Nieoficjalnie mówi się, że francuski komisarz nie jest zachwycony wnioskami z pracy Liikanena.

Michel Barnier zdecydował o powołaniu grupy w listopadzie 2011 roku. Zadanie powierzył Erkki Liikanenowi, którego znał dobrze, bo w latach 1999-2004 obaj byli unijnymi komisarzami, gdy szefem KE był Romano Prodi.

Liikanen w lutym 2012 dobrał sobie 10 ekspertów. W skład grupy weszli:

– Hugu Baenziger, Szwajcar, specjalista od zarządzania ryzykiem w Deutsche Banku,
– Jose Manuel Campa, profesor finansów z Hiszpanii,
– Louis Gallois, z Francji, obecnie w EADS, wcześniej menedżer szef wielu korporacji,
– Monique Goyens (Belgia) kierująca europejską federacją konsumencką BEUC,
– Jan Pieter Krahnen (Niemcy), niezależny ekspert,
– Marco Mazzucchelli (Włochy) menedżer bankowości inwestycyjnej,
– Carol Sergeant (Wielka Brytania), zajmowała się ryzykiem w Lloyds Banku,
– Zdenek Tuma (Czechy), były szef czeskiego banku centralnego,
– Jan Vanhevel (Belgia) były szef KBC,
– Herman Wijffels (Holandia), były szef Rabobanku.

Jak mówił szef grupy – nikt nie jest do końca zadowolony z ostatecznych wniosków. Po raz pierwszy proponuje się ingerencję w strukturę działania banków. Przyjęto, że to ryzykowne instrumenty finansowe przyczyniły się do kryzysu bankowego. Podstawowe pytanie brzmiało więc, czy banki mogą takie operacje prowadzić i czy podatnik powinien ponosić koszty ryzykownych działań. Odpowiedź na pierwsze pytanie brzmi: w zasadzie tak. Na drugie – nie.

Nieoficjalnie wiadomo, ze rozpatrywane były dwie równorzędne opcje. Pierwsza to pozostawienie bardziej ryzykownej działalności, takiej jak transakcje na własny rachunek, czy instrumenty pochodne, w bankach. Ale zobowiązanie ich do opracowania specjalnych planów pokazujących, jak będą reagować w czasie kryzysu. Oraz nałożenie większych obowiązków kapitałowych.

Alternatywą było rozdzielenie dwóch rodzajów działalności, czyli klasycznego banku, finansującego gospodarstwa domowego, małe firmy, a nawet wielkie korporacje, od podmiotu, który zajmuje się działalnością ryzykowną. Druga opcja uzyskała większość. Ale nie zdecydowano się na wariant skrajny, czyli konieczność bezwzględnego rozdzielenia banków i sprzedania aktywów ryzykownych. Będą musiały powstać osobne spółki, z osobnymi kapitałami, w ramach tego samego holdingu. Chodzi o to, żeby bank nie ryzykował pieniędzmi deponentów i podatników. Czyli w spółce ryzykownej nie będzie możliwości wykorzystywania środków z depozytów objętych gwarancjami.

Problemem banków w kryzysie były niewystarczające środki własne. Wiadomo, że trzeba to zmienić i dostosować ich poziom do ponoszonego ryzyka. Tutaj Liikanen nie proponuje konkretnych wskaźników, bo prace na ten temat trwają w Komitecie Bazylejskim. Zwraca jednak uwagę na problem kredytów hipotecznych oraz działalności na własny rachunek. Tutaj zdecydowanie trzeba lepiej dopasować kapitał do ponoszonego ryzyka.

Kolejna propozycja Liikanena dotyczy zwiększenia odpowiedzialności pożyczkodawców. O ile w obecnym kryzysie za ratowanie banków płacą najczęściej deponenci, a w konsekwencji podatnicy, bo depozyty są gwarantowane przez państwa, to w nowej rzeczywistości ciężar ponosiliby też posiadacze bankowych papierów dłużnych. Tu nie ma konkretnych propozycji, raport zachęca tylko Komisję Europejską do uwzględnienia tego aspektu w swoich projektach legislacyjnych. Chodzi o to, żeby w razie potrzeby część długu była automatycznie zamieniania na jego kapitał.

Wreszcie eksperci chcą zmniejszyć zamiłowanie menedżerów bankowych do ryzykownych zachowań. Chcą aby bonusy były częściowo wypłacane w papierach dłużnych, a nie akcjach. W ten sposób szefowie banków byliby mniej skłonni do działań, które w krótkim terminie podnoszą wartość giełdową banku, jak również – poprzez mechanizm wspomniany wcześniej – uczestniczyliby w kosztach ratowania banku. Akurat ten punkt może zostać przyjęty pozytywnie przez sektor finansowy. Akcje spółek raczej zniżkują, więc premie w postaci pewnych papierów dłużnych są dziś bardziej stabilnym źródłem dochodów.

Model wybrany przez grupę Liikanena jest więc inny od tego opracowanego w USA przez Paula Volkera. Volker zdecydował się bowiem na całkowite na wypchnięcie działalności ryzykownej poza obręb banku. Liikanen argumentował, że europejskie podejście jest lepsze: ryzyko pozostaje w bankowych holdingach, będzie podlegało bankowym regulacjom i nadzorowi.

> Rogoff: Czas zakończyć finansowy wyścig zbrojeń

Jednak  ryzyka pozostaną. Raport proponuje np., żeby bank właściwy, ten depozytowo-kredytowy miał prawo wykonywać niektóre bardziej zaawansowane transakcje finansowe, jak choćby oferować instrumenty pochodne na kurs walutowy, czy stopy procentowe dla swoich klientów korporacyjnych.  Eksperci zwracają uwagę, że tę szarą strefę banki mogą wykorzystywać do zachowania w tradycyjnym banku bardziej ryzykownych transakcji i finansowania ich tanimi depozytami.

W Europie banki są dużo silniejsze niż w USA – ich aktywa stanowią 350 proc. PKB, podczas gdy w USA tylko 80 proc. Liikanen nie zdecydował się więc na starcie z tak potężną grupą interesów. Zresztą nawet w tej zaprezentowanej, łagodniejszej formie, jego propozycja już spotyka się z protestami w Berlinie i Paryżu. Oba rządy twierdzą, że to nie model uniwersalny jest przyczyną kryzysu.

Według szacunków ekspertów to Deutsche Bank może stracić najwięcej, rozdzielić działalność będą tez musiały francuskie BNP Paribas i Societe Generale. W sumie prawdopodobnie około 20 europejskich banków. Bo Liikanen proponuje, żeby zasada wydzielenia ryzykownych aktywów dotyczyło tych banków, gdzie przekraczają one 15-25 proc. aktywów ogółem lub 100 mld euro.

Autorka jest korespondentką „Rzeczpospolitej” w Brukseli.

Erkki Liikanen (CC BY Teemu Rajala)

Tagi


Artykuły powiązane

Do unii bankowej prędko nie dojdzie

Kategoria: Analizy
Czy ogłoszony ostatnio w Brukseli projekt unii bankowej ma szansę stać się ciałem na początku przyszłego roku? Patrząc na katalog zgłaszanych przez poszczególne państwa wątpliwości, żali i zastrzeżeń - trudno w to uwierzyć. Nawet jeśli projekt zostanie jakimś cudem przepchnięty, to raczej nie w tym roku i zapewne tylko w wersji kadłubowej.
Do unii bankowej prędko nie dojdzie

Banki będą potrzebowały coraz lepszych aktywów

Kategoria: Analizy
Kryzys pokazał, że bank bardzo szybko może stracić płynność. Rok po tym jak Bazylejski Komitet Nadzoru Bankowego ustalił normy płynności krótkoterminowej LCR i pół roku po usankcjonowaniu ich w unijnym prawie, europejski nadzorca wytypował klasy aktywów, które banki muszą mieć w swoich portfelach. Nie są to postanowienia jednoznaczne. Komisja Europejska będzie mieć z tym kłopoty.
Banki będą potrzebowały coraz lepszych aktywów

Banki zbyt wielkie, by im nie pomóc

Kategoria: Analizy
Pomimo uspokojenia sytuacji na rynkach finansowych w świecie nie skończył się cykl tworzenia nowych regulacji sektora bankowego. Są one bardziej restrykcyjne w USA niż w Europie, gdzie przy całym nacisku na restrykcje jest zdecydowanie więcej wyrozumiałości.  Banki europejskie są pod naciskiem nowych wskaźników, ale nie zginą. Polskie banki mogą raczej spać spokojnie.
Banki zbyt wielkie, by im nie pomóc