Szkielety w węgierskiej szafie

Premier Węgier Viktor Orbán, zachowuje się jak nowy prezes zadłużonej spółki, który w bilansie tworzy nadmierne rezerwy na potencjalne ryzyka, by po jakimś czasie je rozwiązać i odtrąbić sukces. Zachodnioeuropejscy analitycy są zdumieni. - To śmieszne, nienormalne i bardzo niebezpieczne – komentują.
Szkielety w węgierskiej szafie

(c) PAP Viktor Orbán, premier Węgier

Każdy rząd stara się przedstawić sytuację gospodarczą swojego kraju w lepszym świetle niż jest ona w rzeczywistości. Podaje optymistyczne prognozy wzrostu, zapewnia, że dług publiczny jest pod kontrolą, a w średnim okresie uda się opanować nadmierny deficyt. Zwykle rynki finansowe i agencje ratingowe nie oceniają sytuacji bardziej pesymistycznie niż politycy w swych oficjalnych wypowiedziach. Ale węgierski rząd  Viktora Orbána, którego partia Fidesz przed ponad miesiącem wygrała wybory z ogromną przewagą, zachowuje się niekonwencjonalnie. Zapewnia, że sytuacja jest fatalna, a może być dramatyczna, a ocena rynków finansowych jest bardziej optymistyczna. Paradoks? Niekoniecznie.

Uwaga, toniemy!

Premier Węgier Viktor Orbán zachowuje się jak nowy prezes zadłużonej spółki, który w bilansie tworzy nadmierne rezerwy na potencjalne ryzyka, by po jakimś czasie je rozwiązać i odtrąbić sukces. Jego rzecznik Peter Szíjjártó oświadczył w piątek, 4 czerwca, niewątpliwie za zgodą premiera: „To jasne, że gospodarka jest w bardzo poważnej sytuacji. Nie jest przesadą mówienie o możliwej niewypłacalności”. Oskarżył poprzedni rząd o to, że fałszował statystyki i „kłamał” o stanie gospodarki. Peter Szíjjártó jest czymś więcej niż rzecznikiem rządu. Jest jednym z najbliższych i najbardziej zaufanych współpracowników premiera, wpływowym działaczem Fidesz i … zagorzałym przeciwnikiem poprzednich rządów. Nie raz sprawdzał się jako „harcownik”, który ostrymi wypowiedziami uderzał w poprzedniego premiera Gordona Bajnaia.

Wypowiedź Szíjjártó nie była przypadkowym lapsusem. Dzień wcześniej, 3 czerwca Lajos Kósa, zastępca przewodniczącego Fidesz, a obecnie faktyczny szef tej partii, oświadczył, że Węgry mają bardzo niewielką szansę, by uniknąć podobnego rozwoju sytuacji, jak w Grecji. „Statek tonie” – mówił. Kósa jest uważany przez wielu węgierskich komentatorów za gospodarczego ignoranta, przeciwnika polityki gospodarczej zalecanej przez MFW i Bank Światowy. Polityk zapowiedział, że w najbliższym tygodniu rząd ujawni danedotyczące rzeczywistej sytuacji i przedstawi środki zaradcze. Mimochodem dodał, że „z powodu kryzysu być może trzeba będzie zawiesić niektóre artykuły konstytucji, odnoszące się do gospodarki”.

Komentatorzy są oszołomieni

Oświadczenia Szíjjártó i Kósy zdumiały zachodnich analityków finansowych. Agencje prasowe cytują wypowiedź Tima Asha, szefa analityków emerging markets banku Royal Bank of Scotland: „Jestem oszołomiony. To śmieszne, nienormalne i bardzo niebezpieczne. Jaką wiadomość wysłał rząd węgierski posiadaczom obligacji? Bądźcie ostrożni, chrońcie wasze inwestycje. Nowy rząd węgierski powinien jaśniej komunikować sie z rynkami. Nie wolno mówić takich rzeczy”. Inny analityk, cytowany przez media Michael Ganske z londyńskiego oddziału Commerzbank, stwierdził: „To głupi sposób komunikowania się polityków. To jest nieodpowiedzialne mówić: patrzcie, jesteśmy jak Grecja. Nie wiem, co się za tym kryje, to nie ma sensu”.

Natychmiast kurs forinta obniżył się o 2,5 proc., indeks giełdowy BUX spadł o 4,4 proc., a akcje największego banku OTP straciły 11 proc. CDS-y, ubezpieczające od niewypłacalności węgierskich obligacji, skoczyły o 69 punktów bazowych.

Negatywnie zareagowały też rynki w innych krajach regionu. Złoty osłabił się w stosunku do euro prawie o 2 proc., a notowania akcji na WGP spadły o ponad 2 proc.

Polska gospodarka zawsze mocno odczuwa negatywne sygnały pochodzące z innych krajów regionu. I będzie tak dopóty, dopóki nie wejdziemy do strefy euro. O ile strefa przetrwa. Kolejna węgierska lekcja, jaką przechodzimy, powinna wszystkim w Polsce uświadomić, że kryzys jeszcze nie minął.

Mimo wszystko reakcja rynków była umiarkowana w porównaniu z dramatyzmem wypowiedzi węgierskich polityków. Gdyby podobne stwierdzenia padły z ust przywódców Grecji, wybuchłaby panika. Najwyraźniej rynki nie do końca wierzą politykom węgierskim. Uważają, że informacje o bliskim bankructwie są przesadzone.  Rzeczywista sytuacja węgierskich finansów publicznych, choć nie najlepsza, nie może być porównywana do sytuacji Grecji. Dług publiczny wynosi 79 proc. PKB, a grecki 118 proc.  Po serii niezwykłych wypowiedzi polityków Fidesz rentowność pięcioletnich obligacji węgierskich, nominowanych w forincie, wzrosła nieznacznie – do 7,01 proc. Rentowność polskich obligacji 5-letnich jest o blisko 2 punkty niższa (podczas majowej aukcji wyniosła 5,144 proc.). Polska jest oceniana wyraźnie lepiej, ale zachowanie rynku świadczy o tym, że Węgry nie są postrzegane jako kandydat na bankruta.  W ubiegłym roku rezerwy zagraniczne kraju wzrosły o kilka miliardów euro. W obrotach bieżących zanotowano nadwyżkę. Dane pokazują, że gospodarka jest na drodze do odzyskiwania równowagi.

MFW pomaga i wymaga

Komentatorzy węgierscy nie mają wątpliwości – wypowiedzi polityków Fidesz mają na celu poszerzenie pola manewru w negocjacjach z MFW i Unią Europejską, która domaga się jak najszybszego spełnienia przez Węgry kryteriów z Maastricht.

Rząd Orbána chce wykazać, że zobowiązania poprzednika Gordona Bajnaia obniżenia w tym roku deficytu budżetowego do poziomu 3,8 proc. były nierealne, gdyż – jak się wyraził inny działacz partii, Mihály Varga – „z szafy ministra finansów wypadają szkielety”.  Według rządu Orbána już w ubiegłym roku deficyt wyniósł nie 4 proc., lecz 7-8 proc. A zatem to nie obecny rząd łamie porozumienie z MFW, lecz rząd poprzedni. Premier nazwał tegoroczny budżet, przyjęty w grudniu, „blefem” opartym na fikcyjnych danych.

A trzeba pamiętać, że Węgry od roku realizowały twarde recepty MFW dlatego, że wcześniej prowadziły politykę nieodpowiedzialności budżetowej. Nieodpowiedzialne były zarówno rządy socjalistyczne („Kłamaliśmy przez ostatnie półtora roku. (…) Nie znajdziecie ani jednego znaczącego posunięcia rządu, z którego moglibyśmy być dumni” – mówił były socjalistyczny premier Ferenc Gyurcsány), jak i prawicowe. Rząd Viktora Orbána tuż przed wyborami, które odbyły się w kwietniu 2002 r., podniósł znacznie płace minimalne, co dało impuls do wzrostu płac w całej gospodarce aż o 18,3 proc. Mimo to Fidesz wówczas przegrał wybory. Rosnące zadłużenie (w dużej mierze zagraniczne) sprawiło, że Węgry były szczególnie podatne na globalny kryzys finansowy.

Jesienią 2008 roku rząd Gyurcsány’ego zmuszony był prosić MFW i Unię Europejską o ratunek przed bankructwem. Otrzymał 20 mld euro pomocy, ale musiał się zobowiązać do radykalnego ograniczenia deficytu. W kwietniu 2009 roku powstał gabinet, złożony z bezpartyjnych ekspertów (choć mających związki z lewicą), na którego czele stanął Gordon Bajnai, biznesmen, minister gospodarki w poprzednim rządzie i wieloletni przyjaciel  Gyurcsány’ego.

Miesiąc później węgierski parlament wprowadził zmiany w ustawach podatkowych, w wyniku których VAT wzrósł od 1 lipca z 20 do 25 proc. Rząd ograniczył dotacje do państwowych przedsiębiorstw, zapowiedział ograniczenie wydatków socjalnych, a w grudniu 2009 r. parlament przyjął restrykcyjny budżet na rok 2010. Fidesz za każdym razem głosował przeciwko, z góry zapowiadając, że po wygranych wyborach, na co wskazywały sondaże, znowelizuje budżet.

Niebezpieczna gra Orbána

Rząd Orbána wykluczył dalsze cięcia budżetowe, uważając, że dotychczasowe oszczędności były więcej niż wystarczające. W dodatku doprowadziły do recesji – w ubiegłym roku węgierska gospodarka skurczyła się o 6,2 proc., a tegoroczne prognozy Narodowego Banku Węgier zapowiadają wzrost zaledwie o 0,9 proc. Minister finansów i gospodarki w rządzie Orbána György Matolcsy zapowiada, że priorytetem będzie pobudzenie wzrostu, a nie ograniczanie deficytu.

Strategia Fideszu jest jasna. Chodzi o to, by nieco poluzować politykę budżetową i dzięki temu uzyskać dwa efekty: utrzymać wysokie poparcie społeczne i zdynamizować gospodarkę przy pomocy impulsu fiskalnego. Dla realizacji tej strategii potrzebna jest jednak akceptacja międzynarodowych instytucji (MFW i Unii Europejskiej), a także rynków finansowych.

Gra jest  bardzo niebezpieczna. Węgierscy politycy ryzykują co najmniej opinię nieodpowiedzialnych i nieprzewidywalnych, co utrudni, a nie ułatwi renegocjacje umów z MFW i Unią. Grecja uzyskała pomoc międzynarodową, ale jej rząd musiał zaakceptować program oszczędnościowy o wiele bardziej restrykcyjny niż realizowany na Węgrzech. Tymczasem politycy Fidesz najwyraźniej uważają, że ich kraj może uniknąć „końskiej kuracji”, jeżeli wystarczająco wystraszy świat swą złą sytuacją.

Bardzo trafnie sytuację opisał jeden z analityków, Gábor Ambrus: „Rząd węgierski nie bez racji czuje się silny, ale ta siła może być zarówno użyta dla przeprowadzenia reform finansów publicznych i samorządowych, jak i nadużyta w złych celach”.

Na razie wygląda na to, że druga ewentualność jest bardziej prawdopodobna. Propaganda rządowa atakuje porozumienie z MFW i działania Funduszu w różnych krajach. Rząd podjął działania przeciwko szefowi Narodowego Banku Węgier Andrásowi Simorowi i zapewne wkrótce doprowadzi do jego odwołania. Przyjęcie prawa nadającego obywatelstwo węgierskie wszystkim etnicznym Węgrom bardzo zaniepokoiło sąsiednie kraje, przede wszystkim Słowację. Niewątpliwie rząd gra na nacjonalistycznych i odwetowych sentymentach Węgrów, którzy od 90 lat czują się poszkodowani przez sąsiadów.

W tę serię działań wpisują się alarmistyczne wypowiedzi, dotyczące stanu budżetu odziedziczonego po poprzednikach. Fidesz chce upokorzyć opozycję i na nią zrzucić odpowiedzialność za kryzys.

„To prężenie muskułów ma na celu pokazanie wszystkim: mamy władzę i wszyscy powinni się z nami liczyć” – powiedział Ambrus.

W Europie Środkowej prężenie muskułów przez polityków kończyło się albo dramatem, albo komedią. To, czym się zakończy na Węgrzech, będzie zależało od postawy MFW, Unii Europejskiej i rynków. Te instytucje mają pieniądze, a Fidesz ma tylko muskuły.

Rezerwy zagraniczne Narodowego Banku Węgier (w mln euro)

IV 2010       III 2010      XII 2009      IV 2009

34220       33852         30676         26883

Rating węgierskiego długu

Fitch        Moody’s       S&P

(negative)   (negative)      (stable)

Short-term forint      N/A         N/A           A-3

Long-term forint       BBB+       Baa1           BBB-

Short-term foreign c.  F3          N/A           A-3

Long-term foreign c.   BBB        Baa1           BBB-

Rentowność rządowych obligacji podczas ostatnich aukcji ( w proc.). W nawiasach – rok wykupu

3-letnie (2013)     5-letnie (2015)     10-letnie (2019)        15-letnie (2023)

6,33                            6,87                          7,38                               7,10

Dynamika PKB (w proc.)

Q1 2010   Q4 2009  Rok 2009  Q1 2009

Rok do roku         -0,8            -4,6          -6,2            -6,1

Q do Q                   0,9             0,2          N/A       -2,9

Inflacja CPI (w proc.)

II 2009        III 2010           IV 2010

m-c/m-c        0,5             0,7                   0,8

rok/rok           5,7             5,9                   3,4

(c) PAP Viktor Orbán, premier Węgier

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Jak rozwijał się kryzys 2007-2009 - infografika, kalendarium

Kategoria: Polityka pieniężna
Jak rozwijał się kryzys 2007-2009 - infografika, kalendarium

MFW ocenia politykę Orbána

Kategoria: Analizy
MFW ocenia politykę Orbána

Węgrzy mówią dwoma językami

Kategoria: Makroekonomia
Węgrzy mówią dwoma językami

Popularne artykuły

Gdzie będzie polska gospodarka za lat 5, 10

Kategoria:
Gdzie będzie polska gospodarka za lat 5, 10

Finanse publiczne: Brak długofalowego myślenia

Kategoria: Rynki kapitałowe
Finanse publiczne: Brak długofalowego myślenia

Bankowość pod okiem Allaha

Kategoria: Rynek bankowy
Bankowość pod okiem Allaha

Jak rozwijał się kryzys 2007-2009 - infografika, kalendarium

Kategoria: Polityka pieniężna
Jak rozwijał się kryzys 2007-2009 - infografika, kalendarium

Łosoś nie zastąpi ropy. Norwegia w kryzysie

Kategoria: Wskaźniki ekonomiczne
Łosoś nie zastąpi ropy. Norwegia w kryzysie

Pracownicy widmo, czyli jak komputery wynajmują ludzi do prostych prac

Kategoria: Trendy gospodarcze
Pracownicy widmo, czyli jak komputery wynajmują ludzi do prostych prac