Autor: Jacek Ramotowski

Dziennikarz zajmujący się rynkami finansowymi, zwłaszcza systemem bankowym.

więcej publikacji autora Jacek Ramotowski

Głód konsumentów pomaga bankom

Delikatne jeszcze sygnały ożywienia w gospodarce, głód konsumpcji i rosnący popyt na zakup nieruchomości mogą pomóc bankom w zneutralizowaniu niesprzyjających w tym roku warunków i wpłynąć dodatnio na ich wyniki w drugim półroczu. Ale tylko tym, które wcześniej nie zaprzepaściły szansy na zwiększanie sprzedaży w różnych segmentach rynku kredytowego.
Głód konsumentów pomaga bankom

Gospodarstwa domowe niespodziewanie przyszły na pomoc bankom i po raz pierwszy od półtora roku zaczęły w II kwartale zgłaszać popyt na kredyt. Banki bardzo wyraźnie złagodziły politykę kredytową w stosunku do kredytów konsumpcyjnych i oczekują wciąż rosnącego popytu. Są też pierwsze nieśmiałe oznaki, że akcja kredytowa dla firm ma szansę, choć nie szybko, odbić od dna. Część banków leczy natomiast portfele wypełnione kredytami hipotecznymi i wzbrania się przed udzielaniem nowych.

Takie są wnioski z ankiety Narodowego Banku Polskiego, który jak co kwartał zapytał na przełomie czerwca i lipca przewodniczących komitetów kredytowych 27 banków mających łącznie 81-proc. udział w rynku o bieżącą politykę kredytową, plany dotyczące jej zaostrzenia lub łagodzenia oraz oczekiwania co do popytu na kredyt.

Ważny sygnał dla gospodarki

– Z ostatniej edycji ankiety płynie ważna informacja dla gospodarki: banki zaczęły dostosowywać swoją politykę kredytową dotyczącą kredytów konsumpcyjnych do zmian Rekomendacji T Komisji Nadzoru Finansowego. Prawie połowa banków złagodziła kryteria udzielania kredytów, ponadto banki zwiększyły maksymalną kwotę kredytów, wydłużyły okres kredytowania i zmniejszyły marże kredytowe – powiedział Obserwatorowi Finansowemu Przemysław Wejner, współautor ankiety, starszy ekonomista w NBP.

Zgodnie z oczekiwaniami kilku banków wyrażanymi już na początku roku, rynek kredytów konsumpcyjnych stał się najbardziej atrakcyjny. Kwoty są zazwyczaj niewielkie, a ryzyko rozproszone. Przy niskich stopach procentowych promocja kredytów konsumpcyjnych daje szansę na zwiększanie wolumenów, czyli łącznej ich wielkości, a to pozwala nie pogarszać wyniku odsetkowego. Barierami dla wzrostu rynku będą wciąż duża niepewność co do sytuacji gospodarczej i wysoki odsetek zagrożonych kredytów, sięgający po I kwartale 17,3 proc. Od 2011 r., a więc wprowadzenia zaostrzonej Rekomendacji T przez Komisję Nadzoru Finansowego (KNF), jakość kredytów konsumpcyjnych wyraźnie się jednak poprawiła.

I tak po zapaści w końcu zeszłego roku już drugi kwartał z rzędu banki łagodzą kryteria i warunki udzielania kredytów konsumpcyjnych. W II kwartale robiła to już niemal połowa instytucji. Dlaczego? Banki odpowiedziały niemal jednogłośnie: stało się tak, gdyż KNF złagodziła Rekomendację T.

Rekomendacja T w wersji złagodzonej została ogłoszona w końcu lutego. Dała ona bankom możliwość stosowania uproszczonej oceny zdolności kredytowej klientów i udzielania wyższych niż wcześniej kredytów, zwłaszcza tym klientom, którzy dłużej niż rok z nimi współpracują. Nowa rekomendacja pozwala także bankom samodzielnie ustalać wskaźnik DTI, czyli wysokości zadłużenia do dochodu kredytobiorcy, co było regulowane odgórnie przez poprzednią wersję Rekomendacji T.

Ta poprzednia, zaostrzona wersja, weszła w życie w końcu 2010 roku. Banki twierdziły, że postanowienia regulatora były powodem spadku wielkości kredytów konsumpcyjnych. W 2011 r. zmniejszyła się ona o niemal 4 mld zł i o kolejne blisko 7 mld zł w 2012 r. (według danych KNF). Komisja natomiast w „Raporcie o sytuacji sektora bankowego w 2012 roku” napisała, że rola rekomendacji „w wyhamowaniu tempa wzrostu akcji kredytowej była ograniczona”, choć przyznała, że „o negatywnym wpływie Rekomendacji T można mówić dopiero w 2012 r., kiedy część sprzedaży kredytów ratalnych udzielanych na niskie kwoty została przeniesiona przez niektóre banki do innych spółek w celu ominięcia regulacji”.

Windykacja zaburza statystykę

Czy rzeczywiste dane potwierdzają optymizm banków? W statystyce dotyczącej rynku kredytowego, a zwłaszcza kredytów konsumpcyjnych, jest niestety pewna „ciemna liczba”. Wymyka się jej sprzedaż złych kredytów do firm windykacyjnych. Banki nie muszą raportować takich transakcji. Informują o nich jedynie spółki windykacyjne notowane na rynku publicznym, ale tylko wtedy, gdy ich wielkość ma charakter „znaczącej umowy”.

Nie mamy natomiast żadnej wiedzy o transakcjach zawieranych np. z funduszami zagranicznymi czy też firmami spoza rynku publicznego, a wśród nich jest jeden z większych graczy w tej branży, In­trum Ju­sti­tia. To – oprócz migracji kredytów na niskie kwoty (tzw. chwilówek) do parabanków, a kredytów ratalnych do spółek bankowych – powoduje, że trendy rynkowe pokazywane w statystykach są mniej czytelne. Co więcej, banki sprzedają windykatorom także kredyty dla firm, a ci ostatni ostrzą sobie apetyt na portfele hipoteczne, przed czym jednak nadzór przestrzega.

Statystyki NBP dotyczące wartości kredytów konsumpcyjnych pokazują, że w II kwartale nastąpił wzrost o 484,2 mln zł. Choć nieprzerwany trend spadkowy trwający od półtora roku został przełamany, kwota nie wydaje się szczególnie wysoka. Jeśli jednak wziąć pod uwagę, że w czerwcu BZ WBK sprzedał funduszowi zależnemu od firmy Kruk złe kredyty o wartości 422,1 mln zł, z czego 354,7 mln zł stanowiły należności detaliczne, wzrost wartości kredytów udzielonych w II kwartale sięgnął 840 mln zł. Byłby to największy kwartalny wzrost w tym segmencie od trzech lat.

Na pełny optymizm jest jednak zdecydowanie za wcześnie, bo po wzroście w kwietniu i w maju kolejny miesiąc przyniósł spadek – według danych NBP – o 715,7 mln zł. Nawet jeśli odjąć od tego „czyszczenie portfela” przez BZ WBK, to i tak spadek ten prowokuje do pytania, czy faktycznie nastąpiła już zmiana trendu na wzrostowy i czy była to tylko korekta w trendzie, po dwóch tłustych miesiącach. Patrząc na kolejne miesiące i III kwartał, trzeba pamiętać o sprzedaży funduszowi zależnemu od spółki Kredyt Inkaso wierzytelności wartych 295,4 mln zł przez ING BŚK. Nie wiemy, z jakiego segmentu to kredyty.

Jak podaje KNF w „Informacji o sytuacji banków w I kwartale 2013 roku”, banki planują w tym roku dokonać sprzedaży lub przeniesienia do ewidencji pozabilansowej kredytów o łącznej wartości 5,1 mld zł.

Wyraźna poprawa konsumpcji

Odczucia banków co do wzrostu popytu na kredyt konsumpcyjny potwierdza główny ekonomista BRE Banku. Jego zdaniem zmianę nastawienia gospodarstw domowych widać nie tylko po popycie na kredyt, ale także po dokonywanej przez nie rotacji aktywów z lokat długoterminowych na rachunki bieżące.

– To przepustka do konsumpcji – mówi Ernest Pytlarczyk.

Mimo, że banki deklarują obniżki marż przy kredytach konsumpcyjnych, tendencja ta ma swoje silne ograniczenia. Ich powodem jest konieczność utrzymywania relatywnie wysokiego oprocentowania depozytów. Gdy cykl obniżek stóp się pogłębiał, banki musiały utrzymywać oprocentowanie depozytów tam, gdzie umowy gwarantowały to klientom. Gdy dochodziło do ich rolowania, mogły tłumaczyć konieczność obniżki oprocentowania spadkiem stóp, ale raczej starały się klientów zatrzymać.

Dlatego na większe obniżki marż kredytów będą mogły sobie pozwolić dopiero wtedy, gdy oprocentowanie depozytów ustabilizuje się na adekwatnym poziomie do wysokości stóp. Tymczasem kurczenie się marż depozytowych będą sobie odbijać wyższymi marżami na kredytach.

–  Konsekwentnie podwyższamy marże kredytowe na wszystkich portfelach – mówi prezes BZ WBK Mateusz Morawiecki.

Ożywienie jest, ale pewności wciąż brak

Według danych KNF za I półrocze, wartość kredytów ogółem dla sektora niefinansowego wzrosła do 834,3 mld zł, czyli o 2,9 proc., z czego czerwiec przyniósł wzrost aż o 8,7 mld zł, to jest o blisko 1,1 proc. To może być kolejny sygnał ożywienia, o którym coraz głośniej mówią ekonomiści.

– W II kwartale widzieliśmy wiele danych, które wskazywały na większe odbicie – mówi Ernest Pytlarczyk.

– Ożywienie w Polsce ma naprawdę solidne podstawy i jak niewiele krajów jesteśmy w stanie z tego skorzystać – dodaje Pytlarczyk.

Nadzieje banków na to, że gospodarka wnet odbije potwierdzają pierwsze przejawy łagodzenia polityki kredytowej wobec przedsiębiorstw, co pokazuje ankieta NBP.

– Ciekawe są pozytywne sygnały płynące z faktu, że zmniejszył się w porównaniu z poprzednimi kwartałami odsetek banków, które zaostrzały warunki kredytów dla przedsiębiorstw. Pierwszy raz od roku banki wskazały na złagodzenie niektórych warunków, a mianowicie maksymalnego okresu kredytowania i pozaodsetkowych kosztów kredytu. Odsetek banków udzielających takiej odpowiedzi nie był wysoki, jednak wcześniej banki deklarowały zaostrzenie wszystkich warunków – mówi Przemysław Wejner.

Gwarancje unijne nadeszły w porę z pomocą

Generalnie głównym deklarowanym powodem zaostrzania polityki kredytowej wobec firm jest wciąż ryzyko związane z sytuacja gospodarczą, Mimo to, w ostatniej ankiecie odsetek banków wskazujących taką odpowiedź obniżył się już drugi kwartał z rzędu. Natomiast łagodzenie polityki w segmencie kredytów obrotowych banki uzasadniały gwarancjami udzielanymi przez Bank Gospodarstwa Krajowego z funduszy unijnych.

– Banki, które łagodziły politykę kredytową, powoływały się na wprowadzenie Portfelowej Linii Gwarancyjnej de minimis, w ramach której mogą udzielać kredytów obrotowych dla mikro- oraz małych i średnich przedsiębiorstw. To zupełnie nowy czynnik wpływający na politykę kredytową w tym segmencie – mówi Przemysław Wejner.

Do końca lipca BGK udzielił ponad 2,7 mld zł gwarancji, co przekłada się na ok. 4,5 mld zł kredytów.

Inwestycje ruszą w 2014?

Wciąż nie wiadomo, kiedy firmy zaczną zgłaszać popyt na kredyt inwestycyjny. Najpierw w odpowiedzi na rosnące zamówienia będą zwiększać moce produkcyjne. Ich wykorzystanie spadło jeszcze w lipcu do 75 proc. z 76 proc. rok wcześniej. Dopiero potem zaczną myśleć o inwestycjach. Niektóre banki odczuwają, że ten czas się zbliża.

– Dopływ transakcji, które trafiają na komitet kredytowy jest bardzo interesujący – mówi prezes BRE Banku Cezary Stypułkowski.

Pomimo lekkiego tylko złagodzenia niektórych warunków po I półroczu wolumen kredytów dla dużych firm wzrósł o 7,9 mld zł, czyli o 7,4 proc.  Głównie były to jednak kredyty operacyjne, które wzrosły o 12,1 proc.

– Pierwsza faza wzrostu będzie zapewne bezkredytowa, bo mamy pokłady płynności w przedsiębiorstwach. Na początku przyszłego roku mogą zacząć się inwestycje – mówi Ernest Pytlarczyk.

– Cały czas banki wskazują na to, że popyt na kredyty długoterminowe dla przedsiębiorstw jest niski ze względu na stosunkowo niewielkie zapotrzebowanie na finansowanie środków trwałych i inwestycji. Uważają, że oczekiwania przedsiębiorstw co do przyszłej koniunktury nie są na tyle dobre, żeby wpływały na zaciąganie kredytów inwestycyjnych – komentuje  Przemysław Wejner.

Wytłumaczeniem wzrostu popytu na kredyt obrotowy są natomiast narastające zatory płatnicze.

– Zatory płatnicze i wydłużanie terminów zapłaty powodują, że firma, która nie odzyskuje pieniędzy, musi wspierać się krótkoterminowym kredytem, aby zachować płynność finansową – mówi  Przemysław Wejner.

Nie każdy pożyczy na hipotekę

Ostatnia ankieta pokazuje zaskakujący podział banków, jeśli chodzi o stosunek do kredytów hipotecznych.

– W przypadku kredytów mieszkaniowych padły odpowiedzi, które wskazują na niewielkie złagodzenie polityki kredytowej. Odpowiedzi były jednak zróżnicowane. Podobnie jak w poprzednich kwartałach banki podwyższały marżę kredytową, choć jednocześnie pewna grupa banków deklarowała złagodzenie polityki w tym zakresie. W II kwartale banki odczuły wzrost popytu na kredyty mieszkaniowe, czego nie spodziewały się jeszcze kwartał wcześniej – mówi Przemysław Wejner.

Wynika to z tego, że część banków ma wypchane portfele kredytami hipotecznymi, zwłaszcza walutowymi, a równocześnie notuje wzrost kosztów finansowania. W ten sposób straciły szansę na ekspansję na tym rynku przynajmniej przez najbliższe kwartały.

– Nie chcemy rosnąć (w kredytach hipotecznych) szybciej niż rynek. Mamy ich wystarczająco dużo, 26-26,5 mld zł, z tego dwie trzecie we frankach odziedziczone po Kredyt Banku – mówi Mateusz Morawiecki.

– Nie bierzemy udziału w kredytowaniu hipotecznym. Czekamy na restrukturyzację naszego banku hipotecznego – dodaje Cezary Stypułkowski.

– Tezę, że część banków nie zamierza powiększać portfela kredytów mieszkaniowych,  potwierdzałyby odpowiedzi na pytanie o czynniki, które spowodowały wzrost popytu na kredyt. Ankietowane banki odpowiadały, że wynikało to m.in. z ograniczenia oferty kredytów mieszkaniowych przez niektóre banki konkurencyjne. Banki przestały więc jednorodnie kształtować politykę wobec kredytów mieszkaniowych – komentuje wyniki ankiety NBP Przemysław Wejner.

Według danych KNF w I półroczu wartość kredytów mieszkaniowych wzrosła o 12,4 mld zł, czyli o 3,9 proc. Pokazuje to, że banki o bardziej zrównoważonych portfelach wykorzystują swoją szansę na tym rynku.

OF

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Dzięki 500+ banki zauważą biedniejsze rodziny

Kategoria: Analizy
Dzięki 500+ banki zauważą biedniejsze rodziny

Jak rozwijał się kryzys 2007-2009 - infografika, kalendarium

Kategoria: Polityka pieniężna
Jak rozwijał się kryzys 2007-2009 - infografika, kalendarium

Boom kredytów konsumpcyjnych nadchodzi, rośnie ryzyko i ich koszty

Kategoria: Analizy
Boom kredytów konsumpcyjnych nadchodzi, rośnie ryzyko i ich koszty

Popularne artykuły

Gdzie będzie polska gospodarka za lat 5, 10

Kategoria:
Gdzie będzie polska gospodarka za lat 5, 10

Finanse publiczne: Brak długofalowego myślenia

Kategoria: Rynki kapitałowe
Finanse publiczne: Brak długofalowego myślenia

Bankowość pod okiem Allaha

Kategoria: Rynek bankowy
Bankowość pod okiem Allaha

Jak rozwijał się kryzys 2007-2009 - infografika, kalendarium

Kategoria: Polityka pieniężna
Jak rozwijał się kryzys 2007-2009 - infografika, kalendarium

Łosoś nie zastąpi ropy. Norwegia w kryzysie

Kategoria: Wskaźniki ekonomiczne
Łosoś nie zastąpi ropy. Norwegia w kryzysie

Pracownicy widmo, czyli jak komputery wynajmują ludzi do prostych prac

Kategoria: Trendy gospodarcze
Pracownicy widmo, czyli jak komputery wynajmują ludzi do prostych prac