Autor: Marek Pielach

Dziennikarz Obserwatora Finansowego, specjalizuje się w makroekonomii i finansach publicznych

W Toruniu o euro i polskiej gospodarce

Jak rysuje się przyszłość strefy euro oraz jak szybko Polska może dogonić zachodnie gospodarki – to tylko dwa z wielu pytań zadanych podczas ekonomicznych debat Światowego Kongresu Kopernikańskiego.
W Toruniu o euro i polskiej gospodarce

Kongres, który rozpoczął się w Toruniu 19 lutego 2023 r. w 550. rocznicę urodzin Mikołaja Kopernika, zgromadził kilkuset naukowców z całego świata – reprezentujących różne dziedziny wiedzy. Nic w tym dziwnego – dorobek wielkiego astronoma, twórcy teorii heliocentrycznej, obejmuje także medycynę, ekonomię, matematykę i inne pola ludzkiej aktywności.

Narodowy Bank Polski był partnerem głównym Kongresu. Zainaugurowana została współpraca Akademii NBP z Akademią Kopernikańską; odbyły się także dwie debaty – szefów banków centralnych oraz poświęcona polskiej gospodarce.

„Banki centralne w czasach pandemii i wzrostu cen surowców energetycznych” – taki był tytuł wydarzenia z 20 lutego, które zgromadziło przedstawicieli siedmiu banków centralnych o różnych doświadczeniach. Uczestnicy reprezentowali trzy państwa, które są członkami Unii Europejskiej, ale nie należą do strefy euro (Polska, Bułgaria, Rumunia), dwa kraje które są członkami UE i niedawno dołączyły do strefy euro (Litwa w 2015 r., Chorwacja w 2023 r.) oraz dwa państwa, które znajdują się poza UE i unią walutową – Szwajcaria i Ukraina.

Robimy co możemy

Debata rozpoczęła się od przemówienia gospodarza – prezesa Narodowego Banku Polskiego prof. Adama Glapińskiego.

„Teraz przychodzi moment, kiedy polityka banków centralnych daje skutek. Inflacja będzie spadać. W Polsce będzie spadać już pod koniec tego kwartału, aby dojść do jednocyfrowego poziomu na koniec roku, a mamy w tej chwili ponad 17 proc.” – mówił prof. Adam Glapiński.

„Robimy co możemy, wszystkie banki centralne robią to co mogą. Agresja rosyjska (…) jest główną przyczyną inflacji na całym świecie (…) Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego światowa inflacja wynosiła w 2020 r. średnio 3 proc., a teraz w 2022 r. wynosi 9 proc.” – wyjaśniał.

Według MFW światowa inflacja wynosiła w 2020 r. średnio 3 proc., w 2022 r. już 9 proc.

Patrząc z tej perspektywy w dyskusji wzięli udział przedstawiciele banków centralnych, w których styczniowy odczyt inflacji CPI wahał się od 3,3 proc. do 26 proc. Mówili o niezależności swoich instytucji, metodach komunikacji, ale na pierwszy plan wybijały się jednak doświadczenia z przyjęciem (bądź nie) euro.

Jakie przesłanki stały za dołączeniem do unii walutowej od 1 stycznia 2023 r. Chorwacji wyjaśniała w Toruniu Sandra Švaljek – zastępca prezesa Narodowego Banku Chorwacji.

„Po pierwsze przeprowadziliśmy badania z wykorzystaniem ram optymalnego obszaru walutowego, które pokazały nam, że cykle koniunkturalne w Chorwacji są w dużej mierze zsynchronizowane z tymi w strefie euro (…) Po drugie Chorwacja jest małą gospodarką otwartą. Jest również bardzo silnie zeuroizowana i głęboko zintegrowana z przepływami finansowymi i handlowymi strefy euro i od lat ściśle zarządzała kursem walutowym” – wymieniała Sandra Švaljek.

Chorwacja w strefie euro

„Z takimi cechami Chorwacja nie mogła wykorzystać żadnych korzyści płynących z suwerennej i niezależnej polityki monetarnej” – konkludowała. Wystąpienie zaczęła jednak od uwagi, że „każdy kraj musi dokonać własnej oceny” ewentualnej akcesji.

Bułgaria za Chorwacją, Rumunia za Bułgarią

Podobnych argumentów można użyć w przypadku zmierzającej do euro Bułgarii – także tam wspólna waluta wydaje się naturalnym następstwem gospodarczych wyborów z przeszłości. W Bułgarii od 1997 roku obowiązuje reżim izby walutowej (currency board) i kurs sztywny lewa bułgarskiego najpierw do marki niemieckiej, a potem do euro.

„Dla waluty takiej jak nasza nie ma innej udanej strategii niż wejście do euro. Dlatego nasz proces decyzyjny jest pewnie inny niż gdzie indziej, szczególnie z naszym stałym kursem walutowym. Tak naprawdę byliśmy razem z Chorwacją w tej samej grupie, bo weszliśmy mniej więcej razem w mechanizm ERM II. Teraz jesteśmy tam, pozostawieni tylko z Danią, która tak naprawdę nie jest na drodze do przystąpienia do strefy euro” – wyjaśniał Ilia Lingorski, członek zarządu Narodowego Banku Bułgarii.

Drogą Bułgarii podąży prawdopodobnie Rumunia, która także wstąpiła do Unii Europejskiej w 2007 roku, także jest gospodarką dość zeuroizowaną, ale o ile w Bułgarii mówi się o przystąpieniu w 2025 roku, to w Rumunii pada data późniejsza – około 2029 roku.

„Opinia publiczna jest zdecydowanie za. Również bank centralny jest zdecydowanie za. Jesteśmy w pełni oddani euro, ale rozumiemy, że spełnienie warunków nie jest łatwe. Czym większy kraj, tym trudniej. Przyjrzeliśmy się innym krajom, które przystąpiły ostatnio do strefy euro. To nie są duże państwa. (…) Rumunia jest zróżnicowanym państwem. Jeśli wziąć pod uwagę tylko strefę metropolitalną Bukaresztu, która liczy 4 miliony osób, to jest ona gotowa do przystąpienia do euro. Ale co z resztą kraju? To jest też kwestia rozbieżności między regionami” – wyjaśniał w Toruniu Christian Popa, członek zarządu Narodowego Banku Rumunii.

Jeśli wziąć pod uwagę tylko strefę metropolitalną Bukaresztu, która liczy 4 miliony osób, to jest ona gotowa do przystąpienia do euro. Ale co z resztą kraju?

Euro daje przestrzeń

Uczestnikiem panelu, który jednoznacznie pozytywnie wypowiadał się o wspólnej walucie był przedstawiciel Litwy, liczącej mniej niż 3 mln mieszkańców.

„Nie byliśmy częścią strefy euro w 2008 roku, kiedy doszło do Wielkiego Kryzysu Finansowego, a PKB Litwy skurczyło się o 15 proc. Tym razem w czasie pandemii i brutalnej wojny rosyjskiej było inaczej. Byliśmy jednym z niewielu krajów, który uniknął recesji w 2020 roku, nasz PKB nawet nieznacznie wzrósł. Myślę, że przynależność do strefy euro była jednym z bardzo ważnych czynników tego sukcesu. (…) Nie mieliśmy już spreadów idących w górę, nasza gospodarka była znacznie bardziej odporna i mieliśmy znacznie więcej przestrzeni fiskalnej i monetarnej” – tłumaczył Simonas Krėpšta, członek zarządu Banku Litwy.

Złotego nie warto zastępować wspólną walutą euro

W części debaty poświęconej niezależności banków centralnych przypomniał zaś, że choć Litwa to tylko 0,6 proc. PKB Unii Europejskiej to dysponuje jednym głosem w Radzie Prezesów EBC, tak jak większe kraje.

Gospodarz panelu prof. Adam Glapiński zapytany przez prowadzącego – Davida Marsha – czy za pięć lat to Polska może ogłosić deklarację o przystąpieniu do strefy euro, usłyszał, że obecnie to pozbawione sensu fantazjowanie. „Kiedy będziemy tak bogaci jak Francja czy Niemcy zaczniemy dyskusję” – zadeklarował prezes NBP.

Podobnych argumentów używał Sergiy Nikolaychuk, zastępca prezesa Narodowego Banku Ukrainy, który powiedział: „chcielibyśmy być członkiem Unii Europejskiej tak szybko jak to możliwe. Czy chcemy być członkiem strefy euro? Mam co do tego wątpliwości”.

Walka z inflacją i walka z Rosją

Sama działalność Narodowego Banku Ukrainy podczas wojny zebrała wiele wyrazów uznania od innych przedstawicieli banków centralnych uczestniczących w panelu. Najbardziej imponujące jest przy tym tempo powrotu do czegoś w rodzaju normalności. Bo owszem inflacja nie jest teraz najważniejszym problemem nad Dnieprem, niemniej wciąż problemem jest. Wysoka inflacja zawsze zubaża społeczeństwo, a podczas wojny to szczególnie dotkliwe.

Ukraina derusyfikuje swoją gospodarkę

„Inflacja wynosi teraz 26 proc. W styczniu mieliśmy pierwszy miesiąc zwalniania inflacji z 26,6 proc. I nasza prognoza na ten rok zakłada, że inflacja zejdzie poniżej 20 proc., a w przyszłym roku do 10 proc. To wynik naszego programu stabilizacji makroekonomicznej” – mówił w Toruniu Sergiy Nikolaychuk.

„Musimy kontynuować naszą pracę w zakresie zachowania stabilności cenowej i finansowej na Ukrainie w tym nieprzyjaznym środowisku, a to z pewnością pomoże wzmocnić gospodarkę ukraińską, co z kolei pomoże osiągnąć ukraińskie zwycięstwo w tej wojnie. I przypuszczam, że takie zwycięstwo zdecydowanie złagodzi walkę banków centralnych na całym świecie, w tym Europejskiego Banku Centralnego, w tym polskiego banku centralnego i wszystkich innych banków centralnych. Ponieważ nasze zdecydowane zwycięstwo zapewni stabilne dostawy zbóż i oleju, nasion i innych rzeczy i przyczyni się do poprawy sytuacji na rynkach towarowych” – deklarował Sergiy Nikolaychuk.

Zachowanie stabilności cenowej i finansowej na Ukrainie pomoże wzmocnić gospodarkę, co z kolei pomoże osiągnąć ukraińskie zwycięstwo w wojnie

Szwajcarię ratuję energia i frank

Zupełnie inną sytuację ma Szwajcaria – zamożny kraj, który szczyt inflacji CPI zanotował w sierpniu 2022 r. na poziomie 3,5 proc.

„Oczywiście jest to niższy poziom niż za granicą, ale nadal to powyżej naszego celu, a nasz cel to pasmo od zera do 2 proc.” – wyjaśniał w Toruniu Martin Schlegel, zastępca prezesa Szwajcarskiego Banku Narodowego.

„Powody, dla których inflacja w Szwajcarii była niższa lub jest nadal niższa niż za granicą są różne, a najważniejszym z nich jest to, że miks energetyczny w Szwajcarii jest nieco inny niż za granicą. Mamy dużo energii wodnej, mamy energię jądrową, a to oznacza, że ceny energii elektrycznej są mniej bezpośrednio przekładane na ceny konsumpcyjne. Pewną rolę grał także mechanizm korekcji cen energii elektrycznej. Kolejną przyczyną była z pewnością aprecjacja franka szwajcarskiego, która stłumiła importowaną inflację” – wymieniał.

Boom edukacyjny, boom eksportowy

Dzień po międzynarodowej debacie przedstawicieli banków centralnych odbyła się w Toruniu debata zatytułowana „Źródła sukcesu gospodarczego Polski i wyzwania na przyszłość”.

Między pięciorgiem uczestników nie było sporu o to, czy po 1989 roku osiągnęliśmy sukces, niemniej wywiązała się ciekawa dyskusja dotycząca jego fundamentów.

Prof. Jakub Growiec, moderator dyskusji, przedstawił slajdy ukazujące szczegóły wzrostu polskiego PKB, z których wynikało, że statystycznie największą rolę we wzroście odegrały: kapitał, TFP (łączna produktywność czynników produkcji), oraz rosnąca jakość pracy.

To sprawiło, że o ile w 1990 roku Polska wytwarzała zaledwie 30 proc. produkcji niemieckiej (w cenach stałych i przy zachowaniu parytetu siły nabywczej), to obecnie wskaźnik ten osiągnął 60 proc. Grecję i Portugalię pod względem PKB liczonego w ten sposób Polska już wyprzedziła. To samo udało się większości krajów naszego regionu, ale już np. w wielu państwach bałkańskich nie.

Jeszcze bardziej szczegółową analizę zaprezentował prof. Jacek Kotłowski, zastępca dyrektora w Departamencie Analiz i Badań Ekonomicznych NBP. Przyznał, że źródeł sukcesu gospodarki Polski jest wiele, a skupił się tylko na dwóch: kapitale ludzkim i otwartości gospodarki.

„Polacy stali się narodem bardzo dobrze wykształconym, ale jednocześnie to wykształcenie dopasowane jest też do potrzeb rynkowych. (…) Dzisiaj 30 proc. Polaków ma wykształcenie wyższe i dogoniliśmy średnią unijną. (…) Polacy wykonują coraz lepsze zawody i wymagające coraz wyższych kompetencji – wymieniał.

„W połowie lat 90. udział eksportu do PKB to było jedynie 20 proc. Byliśmy stosunkowo zamkniętą gospodarką. To co się wydarzyło w ciągu tych 25 lat to jest niesamowity boom, jeśli chodzi o handel zagraniczny. Dzisiaj udział eksportu do PKB, zresztą podobnie jak importu wynosi ok. 60 proc.” – mówił prof. Kotłowski.

To co się wydarzyło w ciągu 25 lat w Polsce to niesamowity boom edukacyjny i rozkwit handlu zagranicznego.

Nie sukces Polski, klęska Portugalii

Prof. Leon Podkaminer wyraził pewien sceptycyzm, wspominając, że rozwojowi gospodarki towarzyszyły koszty społeczne, które z reguły są pomijane.

„Tu jest inna bardzo ciekawa sprawa – dlaczego kraje flanki południowej strefy euro wypadają tak mizernie, że dają się wyprzedzić Polsce. No i tutaj jest kwestia euro. Te kraje zostały wciągnięte we wspólną politykę pieniężną i to pozwoliło Polsce wysforować  się względem tych krajów. To trzeba podkreślić, to nie my wyprzedziliśmy Portugalię – bo Portugalia nie rosła, tylko malała. (…) To nie jest nasza zasługa żeśmy wyprzedzili Portugalię, ale zasługa tego, że Portugalczycy się degenerowali w tym czasie” – mówił.

Prof. Cezary Kochalski, członek Rady Polityki Pieniężnej, przypomniał z kolei, że sukces gospodarczy ostatnich trzech dekad miał jednak swoje precedensy, choć należy ich szukać właśnie w czasach kopernikańskich. Od 1473 roku (roku narodzin uczonego) do 1520 roku wielkość produkcji Rzeczpospolitej zwiększała się o równowartość 10 ton złota rocznie, a więc w dzisiejszych cenach równowartość 2,7 mld zł. Od 1520 roku do 1543 roku (rok śmierci Kopernika) było to nawet 15 ton złota rocznie czyli równowartość 4 mld dzisiejszych złotych.

„Kopernik powiedział 500 lat temu, że gospodarka przestaje odnosić sukces, czyli wpada w sytuację kryzysową jeżeli wystąpią cztery klęski. Pierwsza klęska to spodlenie monety. Wczorajszy panel szefów banków centralnych trochę dotykał tej kwestii w  kontekście zapewnienia stabilności cen. (…) Druga kwestia to śmiertelność. Na dzisiejsze czasy byśmy rozumieli to w kontekście demografii, pandemii, wojny w Ukrainie. Trzeci czynnik to niezgoda i czwarty czynnik, na który zwraca uwagę Kopernik to niepłodność ziem. Polska była wtedy bardzo dużym eksporterem zboża. Dzisiaj byśmy rozumieli to w kategoriach wydajności, produktywności, efektywności gospodarowania. Te myśli Kopernika są bardzo aktualne” – zauważył prof. Cezary Kochalski.

Dalej będzie trudniej

Końcówka panelu była poświęcona jednak nie odległej przeszłości, a przyszłości.

„Obawiam się, że w tych warunkach zewnętrznych, w których musimy działać będzie następowało zwolnienie wzrostu gospodarczego w Polsce. Te przewagi, które mieliśmy będą się wyczerpywały: i demograficzna, i ludzka, i przewagi kosztowe, i płacowe. One stopniowo będą miały coraz mniejsze znaczenie (…) Będziemy rosnąć w takim tempie jak Niemcy, może troszkę szybciej, ale to nie rokuje wybicia się, o którym powinniśmy myśleć” – przewidywał prof. Leon Podkaminer.

Polskie firmy mają dużą przestrzeń do zwiększenia marż

„Na pewno kolejne lata to będzie sprawdzian dla polskiej gospodarki” – częściowo zgodził się prof. Jacek Kotłowski.

„Tu jest pytanie, co zrobić, aby konwergencja gospodarek postępowała nadal. Na pewno musimy się przesuwać w tych globalnych sieciach podaży. One pod względem marży i zysków przybierają kształt litery U, tzn. najwięcej zarabiają ci którzy wymyślają produkt i ci którzy go sprzedają. Ci, którzy produkują, korzystają pewnie najmniej, bo muszą konkurować ceną. I chodzi o to, żeby stworzyć takie sieci podaży żebyśmy byli albo na początku albo na końcu tego procesu” – wyjaśniał prof. Jacek Kotłowski.

Dr Magda Ciżkowicz-Pękała, zastępca dyrektora Departamentu Analiz i Badań Ekonomicznych NBP, zauważyła, że „Demografia wisi nad nami (…) i to jest czynnik, który będzie nam utrudniał dalszy szybki wzrost. (…) Mamy nadal możliwość aktywizowania różnych grup: młodych kobiet, osób które studiują, a niekoniecznie łączą tę naukę z pracą i osób starszych. To z kolei wymagałoby uczenia się w całym naszym ciągu życia zawodowego, bo zmienia się gospodarka i zmieniają się potrzeby pracodawców”.

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Polityka pieniężna w nowej europejskiej rzeczywistości

Kategoria: Analizy
Banki centralne nie mogą pozostać bezczynne w oczekiwaniu na ustanie szoku podażowego, gdyż może to zdestabilizować oczekiwania inflacyjne i rozkręcić spiralę inflacyjną.
Polityka pieniężna w nowej europejskiej rzeczywistości

Dokąd zmierza polityka pieniężna

Kategoria: Trendy gospodarcze
W latach 90. XX w. wydawało się, że patent na prowadzenie polityki pieniężnej jest znany. Kraje małe, o otwartej gospodarce i swobodnych przepływach finansowych, powinny zrezygnować z prowadzenia własnej polityki monetarnej i przywiązać kurs swojego pieniądza do zagranicznej waluty dominującej w obrotach handlu zagranicznego. Oczywiście takie rozwiązanie wymagało prowadzenia odpowiedzialnej polityki budżetowej i zaufania rynków finansowych wykluczające raptowny odpływ zagranicznego finansowania.
Dokąd zmierza polityka pieniężna