Autor: Michael Pettis

O prawdopodobieństwie bankructwa państwa

Jest co najmniej pięć ważnych czynników, które określają prawdopodobieństwa ogłoszenia bankructwa kraju. Jeśli inwestorzy chcą wiedzieć, które państwa są najbardziej narażone na niewypłacalność, powinni się przyjrzeć wszystkim sprzężeniom, by ustalić, jakie jest ryzyko, że jeśli jedna rzecz trzaśnie, to wszystko inne też trzaśnie - pisze ekspert Carnegie Endowment i wykładowca ekonomii Uniwersytetu Pekińskiego.

Być może dlatego, że zacząłem swoją karierę w 1987 roku, kiedy handlowałem niespłaconymi i zrestrukturyzowanymi kredytami podczas kryzysu zadłużenia krajów słabo rozwiniętych, od ponad 30 lat jestem zagorzałym miłośnikiem historii finansów. Czytam wszystko, co tylko się da, na temat rynków finansowych, kryzysów bankowych, problemów z długiem publicznym i międzynarodowych przepływów kapitałowych.

W opublikowanej w 2002 roku książce „The Volatility Machine” analizuję 200 lat historii międzynarodowych kryzysów finansowych i proponuję teorię kryzysu zadłużenia, posługując się pracami Hymana Minsky`ego i Charlesa Kindlebergera.

Z moich obserwacji wynika, że żaden aspekt historii nie powtarza się tak regularnie jak historia finansowa. Udokumentowane dzieje kryzysów finansowych sięgają co najmniej czasów cesarza Tyberiusza – dysponujemy wieloma relacjami o kryzysie na rynku nieruchomości, do którego doszło w 33 roku n.e. w Rzymie. Wszystko wydaje się tam znajome – na przykład nieoprocentowana pożyczka w wysokości 100 mln sestercji, której udzielił cesarz, aby zgasić panikę.

Nie jestem aż taki genialny, żeby wam powiedzieć, kto zbankrutuje, a kto nie (chociaż mam swoje przewidywania), ale sądzę, że w oparciu o historyczne lektury i doświadczenie zawodowe mogę z dużą dozą pewności postawić dwie tezy.

Po pierwsze, kryzys zadłużenia państw dopiero się zaczął. Na razie nie było żadnych poważniejszych globalnych dostosowań i zanim to nastąpi, nie zobaczymy pełnych konsekwencji światowego kryzysu. Tymczasem już w poniedziałkowym „New York Times” ukazał się materiał, w którym część komentatorów ogłosiła zakończenie kryzysu w Europie. Zaledwie dwa miesiące temu europejskie problemy z długiem publicznym wydawały się na tyle poważne, aby zagrozić światowemu ożywieniu. Teraz przynajmniej część inwestorów zachowuje się tak, jakby kryzysu w ogóle nie było.

We wspomnianym materiale przytaczane są słowa Jeana-Claude’a Tricheta, który wyczuwa „skłonność niektórych inwestorów i uczestników rynku do niedoceniania Europy, jeśli chodzi umiejętność podejmowania śmiałych decyzji”. Komentarz Tricheta zrobiłby na mnie większe wrażenie, gdyby tego samego nie mówiono wcześniej przed prawie każdym kryzysem. Jestem przekonany, że przed upływem dekady niemała grupa krajów, w tym europejskich, będzie się zmagała z restrukturyzacją długu, przy czym niektóre ofiary będą dla nas zaskoczeniem.

Teza druga: nie ma progowego poziomu zadłużenia, które wskazuje, że dany kraj jest w tarapatach. Przy ocenie zdolności kredytowej kraju znaczenie ma wiele czynników.

Generalnie zdolność tę obniża wszystko, co zwiększa prawdopodobieństwo trwałego rozdźwięku między dochodami i obsługą długu. Najważniejszy jest jednak nie spodziewany scenariusz, lecz prawdopodobieństwo skrajnego scenariusza. Innymi słowy, oczekiwana wariancja jest ważniejsza niż średnie oczekiwania, czyli kraj z mniejszym długiem i większą wariancją może być obarczony znacznie większym ryzykiem kredytowym od kraju z większym długiem i mniejszą wariancją.

Jakie są czynniki ryzyka?

Moim zdaniem jest co najmniej pięć ważnych czynników, które określają prawdopodobieństwo, że dany kraj zawiesi płatność lub renegocjuje część długu:

Poziom zadłużenia – na przykład dług łączny w stosunku do PKB albo zadłużenie zagraniczne w stosunku do eksportu. Generalnie im wyższy dług, tym większe kłopoty z jego obsługą. Nie powinniśmy jednak przywiązywać nadmiernej wagi do nominalnego poziomu długu.

W tym kontekście duże znaczenie ma również poziom stóp procentowych. W niektórych krajach, przede wszystkim w Japonii i Chinach, są one znacznie niższe, niż wyznaczyłby je rynek. Tamtejsze banki centralne sztucznie je zaniżają, dlatego że systemy finansowe w tych krajach w bardzo dużym stopniu opierają się na bankowości. Oszczędzanie i finansowanie w większości odbywa się za pośrednictwem banków. Niewiele jest innych opcji inwestycyjnych, a stopy depozytowe i pożyczkowe określają władze finansowe. Niskie stopy procentowe oznaczają obniżenie kosztów obsługi długu, więc kiedy patrzymy na japoński i chiński wskaźnik zadłużenia do PKB, to przy obliczaniu ryzyka niewypłacalności musimy wirtualnie obniżyć wskaźnik nominalnego zadłużenia – być może nawet o 30-50 proc.

Z tego powodu Japonia mogła sobie pozwolić na podniesienie zadłużenia do poziomu, który wydawał się niewyobrażalnie wysoki (i jeśli zostanie zmuszona do urealnienia stóp procentowych, będzie miała poważne kłopoty). Z tego samego powodu nie sądzę, żeby to się przełożyło na kryzys bankowy lub kryzys długu publicznego w Chinach, mimo że przekonanie o problemie zadłużenia w tym kraju jest powszechne.

Struktura zadłużenia może być znacznie ważniejsza od jego nominalnego poziomu. W mojej książce wprowadziłem rozróżnienie na dług „odwrócony” i „zabezpieczony”. W przypadku długu odwróconego wartość obciążeń jest pozytywnie skorelowana z wartością aktywów, toteż ciężar długu i koszty jego obsługi maleją w dobrych czasach (kiedy ceny aktywów i dochody idą do góry) i rosną w złych czasach. W przypadku długu zabezpieczonego zachodzi odwrotna korelacja.

Zagraniczne waluty i pożyczki krótkookresowe to przykłady odwróconego długu, ponieważ koszty obsługi spadają, kiedy rośnie zaufanie i ceny aktywów i vice versa. Kreuje to mechanizm dodatniego sprzężenia zwrotnego: dobre czasy są jeszcze lepsze, a złe czasy jeszcze gorsze. Przykładem długu zabezpieczonego są długookresowe pożyczki po stałej stopie w walucie krajowej.

Duży udział długu odwróconego powoduje, że dany kraj jest bardzo podatny na kryzysy zadłużenia, a duży udział długu zabezpieczonego pozwala tłumić zewnętrzne szoki. Bardzo wysoki udział długu odwróconego jest niezwykle niebezpieczny, ponieważ wzmacnia negatywne szoki i może sprawić, że wydarzenia wymkną się spod kontroli. Niestety, taka struktura zadłużenia jest bardzo popularna, ponieważ w dobrych czasach, kiedy poziom długu z reguły rośnie, wzmacnia ona pozytywne szoki.

Ważny jest poziom zmienności w gospodarce. Bardziej stabilne gospodarki mogą sobie pozwolić na większe zadłużenie, ponieważ ich dochody są mniej podatne na gwałtowne fluktuacje. Szczególnie zagrożone są natomiast kraje zależne od eksportu surowców, których ceny są niestabilne, a na dodatek ich spadkowi prawie zawsze towarzyszy redukcja globalnej płynności. Jest to zabójcze połączenie dla wysoko zadłużonych gospodarek z dużymi sektorami surowcowymi. Korzystają natomiast importerzy surowców, ponieważ zmienność cen jest negatywnie skorelowana z warunkami rynkowymi (chyba że kraje te gromadziły zapasy surowców, chcąc się w ten sposób „zabezpieczyć”, podczas gdy w istocie zwiększyły udział długu „odwróconego” w strukturze zadłużenia).

Możliwe jest stworzenie miernika, który przy ocenie poziomu zadłużenia uwzględnia poziom zmienności gospodarki. W pierwszym opublikowanym przeze mnie tekście naukowym – bodajże z 1993 roku – przeanalizowałem stosunek długu zewnętrznego do eksportu dla kilku krajów rozwijających się w okresie 1975-80 i stwierdziłem, że wskaźnik ten nie ma wartości predyktywnej. Innymi słowy, gdyby na podstawie tego wskaźnika ktoś próbował przewidzieć, które kraje nie spłacą części lub całości długu zewnętrznego w latach osiemdziesiątych, to rezultat byłby nie lepszy niż przy zastosowaniu prostszej metody rzutu monetą. Ale kiedy uwzględniłem w tym wskaźniku zmienność dochodów eksportowych, wartość predyktywna stała się bardzo wysoka. Innymi słowy, im większa zmienność przychodów eksportowych, tym większe prawdopodobieństwo niespłacenia długu zewnętrznego.

Ważna jest struktura bazy inwestorów. Moim zdaniem, wbrew rozpowszechnionemu przekonaniu, epidemię wywołuje nie „strach”, lecz duża liczba lewarowanych pozycji, które zmuszają inwestorów do stosowania różnych form „hedgingu delta” – tj. kupowania przy wzroście cen i sprzedawania przy spadku. Tego rodzaju strategia automatycznie wzmacnia ruchy cenowe i rozszerza je na różne kategorie walorów. Na zjawisko epidemii wyprzedaży podatne są rynki z wysokim stopniem lewarowania, a na rynkach ze znikomym lewarowaniem zjawisko to prawie nie występuje.

Bankructwo państwa zawsze jest decyzją polityczną, którą łatwiej podjąć, jeśli wierzyciele dysponują niewielką władzą i wpływami politycznymi w danym kraju. Rządy nie podlegają przepisom upadłościowym. Poza tym często się słyszy głosy optymistów, że mimo gigantycznego długu dany kraj nigdy nie zbankrutuje, ponieważ wartość majątku państwa przekracza wartość zadłużenia.

Argument ten należy zignorować. Można wysunąć wiele konkretnych zastrzeżeń (na przykład czy podczas kryzysu płynności łatwo sprzedaje się majątek?), ale zamiast wdawać się w szczegóły, powiem tylko, że we wszystkich znanych mi przypadkach ogłoszenia niewypłacalności przez państwo jego majątek był większy od zadłużenia. Sprzedaż tego majątku zwykle wiąże się jednak z dużymi kosztami politycznymi (na ogół właśnie dlatego jest on własnością państwa) i jeśli koszty te zostaną ocenione jako wyższe od kosztów bankructwa, to rząd wybierze bankructwo.

Strzeżmy się korzystnych dodatnich sprzężeń zwrotnych

Co nam to wszystko mówi o prawdopodobieństwie ogłoszenia bankructwa jakiegoś kraju albo zmuszenia go do restrukturyzacji długu? Być może niewiele, poza tym, że tabele podające stosunek zadłużenia do PKB są pod tym względem prawie bezwartościowe. I takie by pozostały, nawet gdyby były rzetelne, a większość krajów ukrywa swoje rzeczywiste zobowiązania, według zasady, że im większe ryzyko niewypłacalności, tym większa nierzetelność.

Z analiz tych wynika również, że trzeba uważnie się przyglądać poziomowi zmienności gospodarczej w danym kraju, a przede wszystkim strukturze zadłużenia, ponieważ wysoki poziom długu krótkoterminowego, zewnętrznego i hipotecznego jest bardzo ryzykowny, jako że obciążenie kredytowe prawdopodobnie poszybuje do góry w najgorszym momencie – kiedy pod każdym innym względem będzie się źle działo. Ważnym sygnałem alarmowym jest również wysoki odsetek długu ukrytego i pozabilansowego, także bardzo podatny na pogorszenie koniunktury.

Niewykluczone, że wśród najbardziej zagrożonych państw mogą być niektóre z osiągających najlepsze wyniki, ponieważ wyniki te mogą być efektem silnie odwróconej struktury zadłużenia, która, jak się rzekło, wzmacnia zarówno pozytywne, jak i negatywne szoki.

Pamiętajmy o tym, kiedy ktoś powie, że kraj X świetnie się rozwija i można tam mówić o korzystnym dodatnim sprzężeniu zwrotnym – dobre zjawiska nawzajem się wzmacniają. Niewiele jest groźniejszych rzeczy od korzystnych dodatnich sprzężeń zwrotnych – prawie zawsze spowodowanych przez odwróconą strukturę długu – które mogą się bardzo szybko zamienić w niekorzystne dodatnie sprzężenia zwrotne.

Odwrócone struktury są toksyczne

Posłużmy się przykładem Brazylii. Do 1997 roku największym problemem tego kraju był ogromny deficyt fiskalny, który w ogromnej mierze brał się z odsetek od krótkoterminowego długu przy wysokich stopach procentowych. W połowie dekady poprawiły się warunki zewnętrzne, co spowodowało spadek stóp procentowych (z 30-40 do 20-25 proc. w ciągu trzech lat), co znacznie zmniejszyło prognozowany deficyt fiskalny, co z kolei przyczyniło się do poprawy nastrojów i dalszego spadku stóp procentowych.

W 1998 roku wybuchł jednak kryzys, który odwrócił wektor tego procesu. Globalna ucieczka kapitału do bezpiecznych krajów spowodowała wzrost brazylijskich stóp procentowych, co wywołało wzrost deficytu, pogorszenie się nastrojów, wzrost stóp procentowych i tak dalej. W styczniu 1999 roku wybuchł kryzys walutowy.

Podobne procesy występowały w krajach, które w 1997 roku przeżyły tak zwany kryzys azjatycki. W pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych dobrym pomysłem wydawało się pożyczanie dolarów na finansowanie lokalnych gospodarek, ponieważ stopy procentowe w USA były znacznie niższe niż w tych krajach. Im więcej pożyczano, tam większa była hossa na tamtejszych rynkach kapitałowych, która jeszcze bardziej obniżała realne koszty finansowania.

Wydawało się, że jest to znakomity sposób na zarabianie pieniędzy, dopóki wszystko nie trzasnęło. W pewnym momencie kapitał uznał, że ryzyko jest zbyt duże i przeniósł się gdzie indziej, co doprowadziło do krachu na azjatyckich rynkach kapitałowych i załamania kursu walut. To drugie spowodowało, że niegdyś tani dług dolarowy poszybował do góry i kolejne firmy stanęły przed obliczem bankructwa. Próbując się przed nim obronić, pogarszały sytuację – kupowały dolary i jeszcze bardziej spychały w dół kurs lokalnej waluty, zwiększając koszty dolarowego długu.

Kryzys azjatycki pogłębiła inna odwrócona struktura zadłużenia: zabezpieczone hipotecznie kredyty bankowe. Przy dobrej koniunkturze gospodarczej wartość zabezpieczeń hipotecznych rośnie, przez co obecne kredyty wydają się mniej ryzykowne, co z kolei zachęca do udzielania jeszcze bardziej ryzykownych pożyczek, ponieważ zdolność kredytowa stale się podnosi.

Ale kiedy dojdzie do załamania koniunktury, wartość zabezpieczeń hipotecznych i zdolność kredytowa nawzajem spychają się w dół. Fakt, że tak się zdarzyło już milion razy, w sposób najbardziej spektakularny w latach osiemdziesiątych w Japonii, jakoś nie wpłynął na ocenę ryzyka.
Wszyscy byli zaszokowani skalą azjatyckiej rzezi, a przecież zbyt mocno odwrócona struktura zadłużenia pozwalała przewidzieć, że spadek koniunktury przyniesie właśnie takie konsekwencje.

Kto jest zatem zagrożony?

Jeśli inwestorzy chcą wiedzieć, które kraje są najbardziej narażone na bankructwo, powinni się przyjrzeć wszystkim opisanym sprzężeniom, czyli ustalić, jakie jest ryzyko, że jeśli jedna rzecz trzaśnie, to wszystko inne też trzaśnie.

Nie powinni zapominać o kwestii, jak rozłożą się szkody polityczne. Jeśli ktoś jest na przykład decydentem w kraju południowo- lub wschodnioeuropejskim, to co będzie mu bardziej leżało na sercu: perspektywa wieloletniego wysokiego bezrobocia w kraju czy ryzyko wielkich strat poniesionych przez niemieckie i francuskie banki?

W poniedziałkowym „Financial Times” ukazał się materiał z doniesieniami, iż wysocy urzędnicy bardzo dużych europejskich banków strasznie się martwią, że „stress testy, którym poddano 91 banków, doprowadzą do powstania zafałszowanej tabeli ligowej instytucji finansowych opartej na niemiarodajnych porównaniach ich siły finansowej”. Urzędnicy ci pracują w bankach, które, jak się oczekuje, pomyślnie przejdą testy wytrzymałościowe. – Nie chodzi o to, czy zdamy test – powiedział pewien dyrektor finansowy. – Chodzi o to, że rynek porówna nasze wskaźniki kapitałowe ze wskaźnikami innych banków, które zostały wyliczone zupełnie inną, a na dodatek nietransparentną metodą.

Szczerze współczuję – kiedy ktoś mnie nie lubi, też sobie tłumaczę, że został źle poinformowany. Wydaje się jednak, że problem z testami wytrzymałościowymi jest inny – hipotetyczne „stresy”, które banki mają przetrzymać, są zdecydowanie za mało stresujące i prawdopodobnie nie pozwalają ocenić, które instytucje mają za dużo ryzykownego zadłużenia publicznego, a które nie. Jak czytamy we wspomnianym artykule, „nawet niektórzy regulatorzy prywatnie przyznają, że testy są robione chaotycznie i mogą przynieść skutki odwrotne od zamierzonych”.

Takie hasła na pewno nie poprawią humorów inwestorom.

Michael Pettis pracuje dla Carnegie Endowment for International Peace, wykłada też finanse w Szkole Zarządzania Guanghua Uniwersytetu Pekińskiego, gdzie specjalizuje się w chińskich rynkach finansowych. Jest też głównym ekonomistą Shenyin Wanguo Securities z Hongkongu. Wcześniej przez wiele lat związany z Wall Street, wykładał też biznes na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku, a także ekonomię i zarządzanie na uniwersytecie Tsinghua w Pekinie.

English version

Perhaps because I started my career in 1987 trading defaulted and
restructured bank loans during the LDC Crisis, I have spent the last
30 years as a finance history junky, obsessively reading everything I
can about the history of financial markets, banking and sovereign debt
crises, and international capital flows. My book, The Volatility
Machine, published in 2002, examines the past 200 years of
international financial crises in order to derive a theory of debt
crisis using the work of Hyman Minsky and Charles Kindleberger.

No aspect of history seems to repeat itself quite as regularly as
financial history.  The written history of financial crises dates back
at least as far back as the reign of Tiberius, when we have very good
accounts of Rome’s 33 AD real estate crisis.  No one reading about
that particular crisis will find any of it strange or unfamiliar –
least of all the 100-million-sesterces interest-free loan the emperor
had to provide (without even having read Bagehot) in order to end the
panic.

So although I am not smart enough to tell you who will or won’t
default (I have my suspicions however), based on my historical reading
and experiences, I think there are two statements that I can make with
confidence.  First, we have only begun the period of sovereign
default.

The major global adjustments haven’t yet taken place and until they
do, we won’t have seen the full consequences of the global crisis,
although already Monday’s New York Times had an article in which some
commentators all but declared the European crisis yesterday’s news.

Just two months ago, Europe’s sovereign debt problems seemed grave
enough to imperil the global economic recovery. Now, at least some
investors are treating it as the crisis that wasn’t.

The article goes on to quote Jean-Claude Trichet sniffing over the
“tendency among some investors and market participants to
underestimate Europe’s ability to take bold decisions.”  Of course I’d
be more impressed with Trichet’s comments if pretty much the same
thing hadn’t been said before nearly every previous crisis.  Before
the decade ends, I am pretty convinced, there will be several
countries, including European, struggling with the process of debt
restructuring, and some of the victims will surprise us.

The second statement I think I can make with some confidence is that
there is no threshold debt level that indicates a country is in
trouble.  Many things matter when evaluating a country’s
creditworthiness.

As a rule anything that increases the chance of a sustained mismatch
between earnings and debt servicing undermines the creditworthiness of
the borrower.  But what really matters is not the expected outcome so
much as the probability of an extreme outcome.  The expected variance,
in other words, is more important than the mean expectation, which is
another way of saying that a country with less debt and more variance
can be a lot riskier than a country with more debt and less variance.

What are the risk factors?

I would argue that there are at least five important factors in
determining the likelihood that a country will be suspend or
renegotiate certain types of debt:

1. Of course debt levels – perhaps measured as total debt to GDP or
external debt to exports – matter.  As a general rule, the more debt
you have, the more difficulty you are going to have servicing it.

But we shouldn’t get too caught up in nominal debt levels.  Coupons
matter too.  So, for example, as part of the Brady restructuring of
the 1990s, most loans were exchanged either for “discount bonds”,
which included an explicit amount of debt forgiveness via a reduction
in principle, or “par bonds” which included no explicit reduction in
principle, but the coupon was reduced.

In fact par bonds and discount bonds implied the same real amount of
debt forgiveness, but this debt forgiveness did not show up as a lower
nominal debt level in the case of the par bonds.  It showed up as a
lower nominal coupon.

This Brady-bond talk may seem largely academic, but it has a very
important modern-day implication.  It means that financial repression
also matters a lot – even though it gets little attention in
discussions about sovereign credit risk.  In some countries, most
notably Japan and China, interest rates are set artificially low –
much lower than they would be by the market.  Local central banks can
do this because the financial systems in these countries are heavily
banked (i.e. most savings and financing occur through the banking
system), there are few investment alternatives, and the financial
authorities determine deposit and lending rates.

Forcing down interest rates in this way has exactly the same effect as
the lowered coupons on the “par bonds” described above.  It implies
significant (and hidden) debt forgiveness, so when we look at Japanese
and Chinese debt-to-GDP ratios we must remember that we should
conceptually reduce the nominal debt levels to reflect the fact that
the interest coupon is artificially low – perhaps reducing nominal
debt by as much as 30-50%.

This is why Japan was able to raise its nominal debt level to what
seemed unimaginably high (and why if it is ever forced to raise
interest rates to a more reasonable level, it will face real
difficulty), and why although I believe China has a debt problem, I do
not believe this problem will show up in the form of a banking or
sovereign debt crisis (instead it will show up as lower consumption,
as I explain in my July 4 post).

2. The structure of the balance sheet matters, and this may be much
more important than the actual level of debt. In my book I
distinguished between “inverted” debt and hedged debt.  With inverted
debt, the value of liabilities is positively correlated with the value
of assets, so that the debt burden and servicing costs decline in good
times (when asset prices and earnings rise) and rise in bad times.
With hedged debt, they are negatively correlated.

Foreign currency and short-term borrowings are examples of inverted
debt, because the servicing costs decline when confidence and asset
prices rise, and rise when confidence and asset prices decline.  This
makes the good times better, and the bad times worse.  Long-term
fixed-rate local-currency borrowing is an example of hedged debt.
During an inflation or currency crisis, the cost of servicing the debt
actually declines in real terms, providing the borrower with some
automatic relief, and this relief increases the worse conditions
become.

Inverted debt structures leave a country extremely vulnerable to debt
crises, while hedged debt helps dissipate external shocks.  Highly
inverted debt structures are very dangerous because they reinforce
negative shocks and can cause events to spiral out of control, but
unfortunately they are very popular because in good times, when debt
levels typically rise, they magnify positive shocks.  I discuss this a
little more below when I talk about virtuous and vicious cycles.

3. The economy’s underlying volatility matters. Less volatile
economies can safely bear more debt because their earnings are less
subject to violent fluctuations, especially if the performance of the
economy is correlated with financing ability.  This is especially a
problem for countries whose economies are highly dependent on
commodities.  Not only are commodity prices volatile, there is a long
history suggesting that global liquidity dries up at the same time
that commodity prices collapse.

This is a deadly combination for highly indebted economies with big
commodity sectors.  Commodity importers, however, benefit because
their volatility is negatively correlated to market conditions (unless
of course they have stockpiled commodity prices in a misguided
decision to “hedge” themselves – effectively reinforcing inversion in
their balance sheet).

It is possible to create a measure that adjusts debt levels according
to underlying economic volatility.  The first academic piece I ever
published, in 1993 I think, looked at 1975-80 external-debt-to-export
ratios for a number of developing countries and found no predictive
ability.  In other words if you had used these ratios back then to
predict which countries would have defaulted on their external debt in
the 1980s and which didn’t, you would have done no better than if you
simply tossed a coin.

But when I used an option formula to adjust the ratios to incorporate
the volatility of their export earnings, suddenly the predictive
ability of the adjusted ratios became extremely good.  The more
volatile the country’s export earnings, in other words, the more
likely it was to default for any given amount of external debt.

4. The structure of the investor base matters. In my opinion contagion
is caused not so much by “fear”, as most people assume, but by large
amounts of highly leveraged positions (including leverage through
forwards, options, and leveraged notes), which force investors into
various forms of “delta hedging” – i.e. buy when prices rise, and sell
when they drop.

This kind of trading strategy automatically reinforces price movements
both up and down and spreads them across asset classes.  Highly
leveraged markets are highly susceptible to contagion, whereas markets
with little imbedded leverage almost never are.

5. The composition of the investor base also matters. A sovereign
default is always a political decision, and it is easier to default if
the creditors have little domestic political power or influence.
Unless foreign investors have old-fashioned gunboats, or a monopoly of
new financing, for example, it is generally safer to default on
foreigners than on locals.  It is also easier to “default” on
households via financial repression than it is to default on wealthy
and powerful locals.

One corollary, by the way, is that the total value of assets owned by
a government does not matter in determining likelihood of sovereign
default as much as many might assume.  Governments are not subject to
corporate or bankruptcy law.  In any individual country you will often
hear optimists say that in spite of high debt levels the country will
not default because the government owns more assets than it has
liabilities.

You should ignore this argument.  This is muddled thinking on many
counts (for example how easily can you sell assets in a liquidity
crisis?), but rather than go into detail, let me just point out that
throughout history defaulting governments have almost always had
significantly more assets than the value of their liabilities (in fact
I cannot think of any exception).

There is usually, however, a significant political cost to
relinquishing those assets – that is usually why the government owns
them in the first place.  If that cost is greater than the cost of
default, the government will default.

Beware virtuous cycles

What does all this tell us about the probability of a country’s being
forced into default or restructuring?  Perhaps not much except that
tables that rank countries according to their debt ratios are almost
useless in measuring the likelihood of default.  This would be true
even if those rankings were accurate, but not surprisingly countries
hide a lot of their real obligations, and the riskier they are the
more likely they are to hide them, so the inaccuracy is always biased
in the wrong direction.

It also suggests that investors really need to look very carefully
into each country’s underlying economic volatility and, most
importantly, the country’s debt structure, since the structure of the
balance sheet, and the correlation between asset values and liability
values, may actually be more important than the outstanding amount of
debt.  Countries with a lot of short-term debt, external debt, and
asset-lending-based banks, especially large amounts of real estate
lending, are far more vulnerable than they might at first seem because
the debt burden is likely to soar at the worst time possible – just
when everything else is going wrong.

Lots of hidden and off-balance sheet debt is also a very bright red
flag, because these structures nearly always implode just when
economic conditions sour.  One of the main points of the IADB’s Living
with Debt (2006) is that nominal debt levels just before a crisis
often seem reasonable, but suddenly surge because of an unexpected
(but easily predictable in retrospect) explosion in contingent
liabilities.

In fact some of the recent “star” sovereign performers may very well
be the biggest risks, since their great performance may have been
caused in part by highly inverted balance sheets.  These kinds of debt
structures ensure that good times are magnified, but they also ensure
that bad times are exacerbated.

Remember this when someone argues that Country X is doing very well
and has even locked itself into a virtuous cycle, in which a good
event causes other good events that are self-reinforcing.  There are
few things as risky as highly virtuous cycles, which are almost always
caused by inverted balance sheets.  Many of my Brazilian friends, for
example, wince whenever they hear about virtuous cycles, because they
know first hand how virtuous cycles can quickly collapse into vicious
cycles.

Until 1997, for example, Brazil’s biggest credit problem was its huge
fiscal deficit, more than 100% of which was explained by interest
payments on short-term debt.  As global conditions improved during the
middle of the decade, Brazil was caught up in a powerful virtuous
cycle.  The improving external position caused local interest rates to
decline, which dramatically reduced the projected fiscal deficit, and
so boosted confidence, causing interest rates to decline even more.

Inverted structures are toxic

It was wonderful – and happening very quickly – with real interest
rates dropping from the 30-40% range to the 20-25% range in a matter
of two or three years.  But the 1998 crisis set off a devastating
reversal of that process.

A global flight to quality caused Brazilian interest rates to rise.
Rising rates dramatically pushed up the government deficit (the
financial authorities had not bothered to lock in the low rates,
believing that the game would go on until domestic interest rates were
at an “acceptable” rate), which caused confidence to drop.  Declining
confidence forced interest rates higher, and so on with the result
that interest rates spiraled out of control as each event reinforced
the other.  Brazil was forced into a currency crisis in January 1999.

It was a similar process for the countries participating in the Asian
crisis of 1997.  During the early and mid 1990s it seemed obviously
clever to borrow in dollars to fund local operations since dollar
interest rates were much lower than local currency rates, and moreover
the dollar was depreciating in real terms.  The more locals borrowed
dollars and converted into local currency, the more local asset
markets boomed and the lower the real cost of the financing (compared
to borrowing in local currency).

It seemed like such an easy way to make money, until it stopped.  At
some point the risk caused by the massive currency mismatch (a highly
inverted structure) became unbearable and the market went into
reverse.  Suddenly, and just as local asset markets were collapsing
because of capital flight, so did the value of the local currency.

With the collapse of local currency values, all the once-cheap dollar
debt went toxic, soaring in relative terms until one company after
another faced bankruptcy.  Of course each company made overall
conditions worse by trying to hedge its dollar debt – buying dollars
simply pushed local currency even lower, and increased the cost of the
dollar debt.

The Asian wreck was magnified by another inverted debt structure:
asset-based loans in the banking sector.  When the economy is doing
well, rising asset prices make existing loans seem less risky and
encourage riskier debt structures (i.e. loans whose servicing cannot
be covered out of minimum expected cash flows) because
creditworthiness seems constantly to rise.

But once the crunch comes, asset values and creditworthiness chase
each other in a downward spiral.  The fact that this has happened a
million times before, most spectacularly in Japan in the 1980s, never
seemed to affect anyone’s evaluation of the risks.

The extent of the carnage in Asia shocked everyone, but it shouldn’t
have.  We were lulled into overconfidence precisely because balance
sheets were so inverted, and made good times so much better, but the
very fact of the inversion determined the speed and violence of the
balance sheet contraction.

So who is at risk?

If investors want to know, then, which countries are vulnerable, they
should look not just at overall debt levels, but also at the
relationship between liability and asset values and the ways in which
leverage among investors tie different markets together.  They must
determine, in other words, the extent to which when things go bad they
all go bad at once.

And they shouldn’t forget to consider how the political pain will be
distributed.  If you were a policymaker in some southern or eastern
European country, for example, would you be more worried about very
high levels of domestic unemployment persisting for several years, or
about the risk of causing deep damage to German or French banks?

No hate mail, please, I am just asking, but I did notice an article in
Monday’s Financial Times which reports that a number of senior
officials from very large European banks are terribly worried that
“the stress test exercise of 91 banks will produce a skewed league
table of institutions based on misinformed comparisons of financial
strength.”

The banks in question are generally recognised to be among those that
will pass the test.  “It is not a question of whether we will pass,”
said one finance director. “It is that the market will compare our
stressed capital ratio with others that have been calculated in an
entirely different but untransparent way.”

It’s not that I don’t sympathize – when people dislike me I, too,
worry that they’ve simply been misinformed.  My European friends in
the know, however, seem more worried that the “stress” conditions,
about which we are given next to no information, are not nearly
stressful enough, and may not sufficiently distinguish between good
sovereign holdings and bad ones.  I guess we’ll know Friday.  The FT
article reports however that “even some regulators admit in private
that the process has been chaotic and could backfire.”

Now there’s a confidence booster.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Notice: Undefined offset: 1 in /var/www/obserwatorfinansowy.pl/public/wp-content/themes/obserwator-plum-accessibility-20200316/partials/single/related.php on line 41 Notice: Trying to get property of non-object in /var/www/obserwatorfinansowy.pl/public/wp-content/themes/obserwator-plum-accessibility-20200316/partials/single/related.php on line 41

We already are in another Great Depression

Kategoria:
We already are in another Great Depression
Notice: Undefined offset: 0 in /var/www/obserwatorfinansowy.pl/public/wp-content/themes/obserwator-plum-accessibility-20200316/partials/single/related.php on line 36 Notice: Trying to get property of non-object in /var/www/obserwatorfinansowy.pl/public/wp-content/themes/obserwator-plum-accessibility-20200316/partials/single/related.php on line 36 Notice: Undefined offset: 0 in /var/www/obserwatorfinansowy.pl/public/wp-content/themes/obserwator-plum-accessibility-20200316/partials/single/related.php on line 37 Notice: Trying to get property of non-object in /var/www/obserwatorfinansowy.pl/public/wp-content/themes/obserwator-plum-accessibility-20200316/partials/single/related.php on line 37

The GFC: Declaring victory at half time

Kategoria:
The GFC: Declaring victory at half time
Notice: Undefined offset: 1 in /var/www/obserwatorfinansowy.pl/public/wp-content/themes/obserwator-plum-accessibility-20200316/partials/single/related.php on line 41 Notice: Trying to get property of non-object in /var/www/obserwatorfinansowy.pl/public/wp-content/themes/obserwator-plum-accessibility-20200316/partials/single/related.php on line 41

Popularne artykuły

Gdzie będzie polska gospodarka za lat 5, 10

Kategoria:
Gdzie będzie polska gospodarka za lat 5, 10

Finanse publiczne: Brak długofalowego myślenia

Kategoria: Rynki kapitałowe
Finanse publiczne: Brak długofalowego myślenia

Bankowość pod okiem Allaha

Kategoria: Rynek bankowy
Bankowość pod okiem Allaha

Jak rozwijał się kryzys 2007-2009 - infografika, kalendarium

Kategoria: Polityka pieniężna
Jak rozwijał się kryzys 2007-2009 - infografika, kalendarium

Łosoś nie zastąpi ropy. Norwegia w kryzysie

Kategoria: Wskaźniki ekonomiczne
Łosoś nie zastąpi ropy. Norwegia w kryzysie

Pracownicy widmo, czyli jak komputery wynajmują ludzi do prostych prac

Kategoria: Trendy gospodarcze
Pracownicy widmo, czyli jak komputery wynajmują ludzi do prostych prac