Autor: Piotr Rosik

Dziennikarz analizujący rynki finansowe, zwłaszcza rynek kapitałowy.

Jak migranci przekształcają gospodarki

Asymilacja jest mitem, a imigranci przekształcają w długim terminie gospodarki i społeczności, do których przybywają w poszukiwaniu pracy i chleba, co może szkodzić innowacyjności – twierdzi profesor ekonomii Garett Jones z George Mason University w swym niepoprawnym politycznie dziele „The Culture Transplant”.
Jak migranci przekształcają gospodarki

Cechy kulturowe mogą utrzymywać się przez całe pokolenia po przybyciu migrantów do „nowej ojczyzny”. Nowi przybysze nie asymilują się w łatwy i szybki sposób, a co ciekawe, sprawiają, że gospodarki do których przybyli stają się podobne do tych, które opuścili – przekonuje w książce “The Culture Transplant: How Migrants Make the Economies They Move To a Lot Like the Ones They Left” (Stanford Business Books, 2022) Garett Jones.

Garett Jones jest profesorem ekonomii na George Mason University. Jest autorem kilku znanych książek, które znalazły szerokie uznanie, m.in. „10% Less Democracy: Why You Should Trust Elites a Little More and the Masses a Little Less” (Stanford, 2020) czy też “Hive Mind: How Your Nation’s IQ Matters So Much More Than Your Own” (Stanford, 2015).

Kultura przenosi się z ludźmi

Główna teza książki Jonesa jest bardzo prowokacyjna. Kultury nie znikają, gdy ludzie przenoszą się z miejsca na miejsce, tylko wędrują razem z nimi, a to ma swoje doniosłe konsekwencje, bo zmienia gospodarki, do których migranci przybywają. To oznacza, idąc tym tokiem myślenia, że napływ migrantów z krajów biednych i mało innowacyjnych może zaszkodzić w długim terminie innowacyjnej gospodarce.

W jakim stopniu kultury przenoszą się? By odpowiedzieć na to pytanie, Jones postanowił przebadać kilka atrybutów, na których opiera się działanie gospodarki i współpraca gospodarczo-biznesowa. Jednym z nich jest zaufanie, którego stopień różni się znacznie, w zależności od kultury. Wynik badania Jonesa wskazuje, że nawet po czterech pokoleniach pobytu w Stanach Zjednoczonych imigranci nadal utrzymują postawy wobec zaufania, na które znaczący wpływ mają ich kraje pochodzenia. W wielu innych kwestiach – takich jak rodzina, aborcja i rola rządu – imigranci w czwartym pokoleniu średnio zbliżają się tylko w około 60 proc. do normy krajowej (amerykańskiej). „Ogólnie rzecz biorąc, ten niski poziom zgodności migrantów w czwartym pokoleniu z kulturą amerykańską jest złym znakiem, chyba że uważamy, że większość imigrantów pochodzi z krajów o lepszych postawach i wartościach polityczno-kulturowych, niż te, które obecnie mają Amerykanie” – alarmuje Jones.

Zobacz również: Krótkoterminowe trudności, długoterminowe szanse

Nie sposób odebrać książki „The Culture Transplant” Garetta Jonesa inaczej, niż jako obrony co najmniej utrzymania istniejących w USA ograniczeń imigracyjnych. Wielu zapewne dopatrzy się tam nawet głosu namawiającego do zaostrzenia przepisów. Każdy rozdział omawianej książki zdecydowanie sugeruje, że ultra-liberalna polityka imigracyjna jest naiwna i krótkowzroczna.

Jones w podsumowaniu ostrzega, że przyjmowanie milionów imigrantów z najbiedniejszych krajów doprowadzi do zubożenia nie tylko krajów przyjmujących, ale i całej ludzkości, gdyż innowacyjność ogólnie będzie spadać. Jones nie udziela bezwarunkowego poparcia nawet wysoko wykwalifikowanej imigracji, choć opowiada się za „natychmiastowym obywatelstwem” dla „umysłów jeden na tysiąc”, takich jak laureaci Nagrody Nobla, wielcy pisarze i innowacyjni naukowcy.

Głębokie korzenie wzrostu

Ciekawe jest jednak to, że najważniejsze badanie, na którym Jones opiera swoje śmiałe tezy, wcale nie daje jednoznacznych wskazań co do tego, jak się powinno podchodzić do imigracji. Nosi ono nazwę „Deep Roots of Growth” („Głębokie korzenie wzrostu”) i najważniejszy wniosek z niego brzmi: kraje obecnie zamieszkane przez ludzi, których przodkowie byli stosunkowo mocno zaawansowani gospodarczo w odległej przeszłości, mają silną tendencję do bycia zaawansowanymi dzisiaj. A zaawansowanie gospodarcze brało się z relatywnie szybkiego przejścia ze zbieractwa na rolnictwo, a następnie szybkie wejście na ścieżkę sformalizowanej państwowości.

Zgodnie z tym badaniem, głównym powodem, dla którego Stany Zjednoczone są dziś bogate, jest to, że współcześni Amerykanie są w większości potomkami migrantów, którzy byli bogaci według standardów swoich czasów. Z ekonomicznego punktu widzenia nie ma znaczenia, że w 1 500 r. n.e. obecny obszar Stanów Zjednoczonych był w dużej mierze zamieszkany przez łowców-zbieraczy, ponieważ ich potomkowie stanowią obecnie niewielką część populacji.

Zobacz również: Czy uchodźcy poprawią kondycję polskiej gospodarki?

Jones już we wcześniejszej książce „Hive Mind” fascynował się Singapurem i w „The Culture Transplant” do tego tematu wraca. „Singapur to naród, który, co nie jest zaskoczeniem, łączy w sobie wysokie wyniki testów, wysokie średnie dochody i wysokiej jakości zarządzanie. W Singapurze demokracja kuleje. Ale Singapur zamieszkują w dużej mierze potomkowie emigrantów z południowych Chin, i tenże kraj doskonale ilustruje teorię przeszczepu kulturowego” – przekonuje Jones.

Jednakże, używając wybranej przez Jonesa miary jakości kulturowej, imigracja z większości europejskich i południowoamerykańskich krajów do Stanów Zjednoczonych byłaby, zgodnie z jego argumentacją, wyraźną „poprawą” kulturową sfery gospodarczej. Poluzowanie nieco miar jakości powoduje, że na długą listę łapią się także Indie i Pakistan. Nagle okazuje się, że tak naprawdę dla grubo ponad połowy populacji świata drzwi do USA powinny stać otworem.

Jakość kulturowa a innowacje

Jones poświęca cały rozdział światowym liderom innowacji: Chinom, Francji, Niemcom, Japonii, Korei Południowej, Wielkiej Brytanii i USA. Nazywa tę grupę krajów grupą I-7. Argumentuje on, że dzięki znakomitemu pochodzeniu i wysokiej liczebności populacji, te siedem krajów dostarcza prawie wszystkie innowacje, które napędzają postęp ludzkości. Jeśli pozwolą one migracji na obniżenie swojej „jakości kulturowej”, szkody mające miejsce w ich wnętrzu rozleją się na cały świat – ostrzega naukowiec z George Mason University.

“Masowa imigracja z najbiedniejszych krajów świata do I-7, najbardziej innowacyjnych krajów świata, w końcu będzie miała następujące skutki: spadnie jakość rządów, wzrośnie korupcja, mocy nabiorą konflikty społeczne, w górę pójdzie ryzyko wybuchu wojny domowej, spadnie zaufanie społeczne, wzrośnie poparcie dla wyższej płacy minimalnej i przepisów utrudniających zwalnianie pracowników” – pisze Jones.

Jones podaje Argentynę jako przykład szkodliwości zbytnio rozbuchanej, niekontrolowanej imigracji: „W 1913 roku, w dużej mierze dzięki prężnemu przemysłowi hodowli bydła, Argentyna była bogatym krajem jak na ówczesne standardy. Średni dochód na osobę w Argentynie był o 15 proc. wyższy niż we Francji i tylko o 10 proc. niższy niż w Niemczech. W 2016 r., według tej samej miary, Francja była o 100 proc. bogatsza niż Argentyna, a Niemcy o 140 proc. bogatsze. Argentyna jest nieudanym cudem: wielkie obietnice, niewielkie osiągnięcia.”

Jones przypisuje porażkę Argentyny radykalnym ruchom, które pojawiły się wśród dużej populacji włoskich i hiszpańskich imigrantów. Jednakże wskaźnik „Deep Roots” mówi o tym, że pod koniec XIX wieku – gdy Włosi i Hiszpanie napływali do kraju ze stolicą w Buenos Aires – Włochy i Hiszpania to były jedne z najlepszych krajów – źródeł migracji. To pokazuje, że interpretacje Jonesa nie są jednak tak jednoznaczne, jak się może wydawać.

Jones przyznaje, że w krótkiej perspektywie – powiedzmy kilku dekad – przyjęcie dodatkowych dziesięciu milionów ludzi rocznie z najbiedniejszych krajów świata do wysoce innowacyjnych krajów I-7 z pewnością poprawiłoby jakość życia prawie każdego imigranta, a niekoniecznie zmieniłoby od razu gospodarkę. No i skoro takie wyznania padają z kart książki, to należy mieć na uwadze, że pojawia się rozdźwięk między naukami społecznymi Jonesa a zalecaną przez niego polityką imigracyjną. Bo przecież najbardziej restrykcyjna polityka imigracyjna wspierana przez wyniki badania „Deep Roots” powinna tak naprawdę zezwalać na przyjmowanie każdego migranta, który poprawia tzw. głębokie korzenie kraju przyjmującego. Napływ do gospodarki ludzi o dużym potencjale oznacza napędzanie wzrostu gospodarczego nie tylko kraju przyjmującego, ale i globalnego wzrostu.

Zobacz również: Zastosowanie eksperymentów laboratoryjnych w badaniu migracji

Jeden z naukowców krytykujących „The Culture Transplant” zwrócił uwagę, że jeśli ściśle trzymać się matematyki zawartej w dziele Jonesa, to gdyby cała populacja Ziemi przeniosła się do Stanów Zjednoczonych, to globalny produkt światowy brutto wzrósłby ponad czterokrotnie. Podkreślił również, że jeśli dokona się statystycznego ważenia krajów według ich populacji i powtórzy całą analizę, na której opiera się badanie „Deep Roots”, to kluczowe wnioski… znikną.

Różnorodność bije w zaufanie

„The Culture Transplant” zwraca uwagę nie tylko na kwestię wpływu migracji na gospodarkę, ale również na kilka innych powiązanych tematów, w szczególności szybkość asymilacji kulturowej i niebezpieczeństwa związanego z różnorodnością etniczną. Jones omawia słynny artykuł Roberta D. Putnama (politolog z Uniwersytetu Harvarda) na temat wpływu różnorodności etnicznej na zaufanie społeczne, wskazując, że im więcej różnorodności, tym mniejsze zaufanie społeczne. To oczywiście przekłada się na gospodarowanie.

Jones napisał dość zgrabną krytykę libertariańskiego podejścia otwartych granic. Co ciekawe, w 2006 roku podpisał list popierający imigrację, a 10 lat później w swojej książce „Hive Mind” przypominał, że  „imigracja jest nadal najbardziej niezawodnym sposobem na podniesienie poziomu życia ludzi w krajach o niskiej produktywności”. Garetta Jonesa „przygody” z imigracją i jej wpływem na gospodarki pokazują z pewnością, jak skomplikowane jest to zjawisko, ale na pewno niczego definitywnie nie rozstrzygają.


Tagi