Autor: Grażyna Śleszyńska

Analizuje zjawiska makroekonomiczne i polityczne. Współtworzyła Forum Ekonomiczne w Krynicy

Czy sen o reindustrializacji przerodzi się w koszmar deindustrializacji?

UE powinna zrobić zdecydowany krok w kierunku unii energetycznej. W przeciwnym razie grozi jej częściowa deindustrializacja i porażka w globalnej rywalizacji z USA i Azją. Większe firmy po prostu przeniosą działalność poza Europę, a mniejsze mogą bezpowrotnie zwinąć żagle.
Czy sen o reindustrializacji przerodzi się w koszmar deindustrializacji?

(©Envato)

Przez trzy dekady, aż do szoku COVID-19, globalizacja szerzyła się w najlepsze. Wielonarodowe korporacje relokowały zakłady produkcyjne do krajów rozwijających się ze względu na dostępność taniej siły roboczej i przyjazne dla biznesu reżimy regulacyjne. W rezultacie powstały globalne łańcuchy wartości, łączące zaawansowane zachodnie technologie produkcji i know-how z tanią siłą roboczą w wybranych krajach rozwijających się. Globalizacja miała jednak ciemną stronę związaną z podupadaniem miast i regionów, takich jak Detroit, Sheffield czy Charleroi.

Od kilku lat coraz głośniej było, zarówno w USA, jak i w Europie, o reindustrializacji. Od czasu pandemii reindustrializacja stała się hasłem dnia w gabinetach polityków i biznesmenów. Przerwanie ciągłości dostaw leków, surowców energetycznych i materiałowych podczas pandemii zakwestionowało sens dotychczasowej strategii przemysłowej Zachodu. Unaoczniło także potrzebę reshoringu, czyli powrotu strategicznych ogniw łańcuchów dostaw bliżej odbiorców końcowych, niezależnie od utraty korzyści związanych z kosztami pracy. Tymczasem obecnie, ponad trzy lata od wybuchu pandemii, Europa mierzy się, jak na ironię, z groźbą deindustrializacji.

Huśtawka cen surowców energetycznych

Historyczny spadek światowego zużycia energii w pierwszych miesiącach pandemii sprawił, że ceny paliw spadły do najniższych poziomów od dziesięcioleci. Błyskawicznie się jednak odbiły w wyniku spektakularnego ożywienia gospodarczego na świecie, zasilanego dopływem dodrukowywanego pieniądza. Nie na długo. Rosyjska inwazja na Ukrainę wymierzyła kolejny cios rynkom energii, generując największy wzrost cen ropy naftowej od lat 70. XX wieku. Zablokowanie gazociągu Nord Stream wywołało szok gazowy, szczególnie dotkliwy dla Niemiec. Pomimo tych trudności unijnym krajom udało się odciąć od rosyjskiego gazu, dzięki przezornemu napełnieniu magazynów oraz dostawom skroplonego gazu ziemnego płynącego tankowcami z całego świata.

Przyszłość energetyki umiarkowanie optymistyczna

Choć ceny hurtowe spadły, energia jest nadal bardzo droga. Ceny gazu pozostają około dwukrotnie wyższe niż średnia cena z poprzednich 10 lat i ponad czterokrotnie wyższe niż 20 lat temu. Według Banku Światowego będzie to miało konsekwencje w postaci spadku światowej produkcji o prawie 1 proc. do końca 2023 r.

Na wysokość cen energii elektrycznej w Europie wpływają jej proekologiczne zasady gry. Państwa, które wprowadziły dopłaty do energii odnawialnej w celu wsparcia wykorzystania energii słonecznej i wiatrowej, mają najwyższe ceny energii elektrycznej. Koszt prądu podnoszą dodatkowo ceny uprawnień do emisji dwutlenku węgla w ramach systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2, które są zabójcze dla przemysłu.

Ceny pozostaną wysokie dopóty, dopóki Europa nie zbuduje większej mocy energetycznej, co może zająć lata, zważywszy że UE stawia na rozwój zielonych (niskowydajnych) źródeł energii. Energetyczna drożyzna stanowi zagrożenie dla działalności gospodarczej, szczególnie w sektorach bezpośrednio narażonych na wzrost cen. Kryzys energetyczny jest szczególnie dotkliwy w przemysłach: szklarskim, chemicznym, metalowym, nawozowym, celulozowo-papierniczym, ceramicznym i cementowym.

Kryzys konkurencyjności

W obliczu rosnącej rywalizacji gospodarczej zarówno z Chinami, jak i z USA Europie grozi pogorszenie konkurencyjności, bilansu płatniczego, a skrajnie nawet częściowa deindustrializacja. Wysokie ceny energii powodują bowiem, że europejska produkcja staje się niekonkurencyjna: producenci absorbują wyższe koszty energii, podnosząc ceny swoich towarów, a konsumenci wybierają tańsze produkty importowane z krajów o niższych cenach energii. Część przemysłowców wykorzystujących energochłonne procesy produkcyjne przeniesie się poza Europę, a ci mniejsi w ogóle wypadną z rynku.

Zarówno Chiny, jak i USA stosują środki protekcjonistyczne, aby wspierać rodzime przedsiębiorstwa. Subsydiują nową produkcję przemysłową, jak również krajowe łańcuchy dostaw. Natomiast UE pilnuje, aby państwa członkowskie nie naruszały zasad konkurencji poprzez wspieranie swojego przemysłu.

Zarówno Chiny, jak i USA stosują środki protekcjonistyczne, aby wspierać rodzime przedsiębiorstwa. Subsydiują nową produkcję przemysłową, jak również krajowe łańcuchy dostaw. Natomiast UE pilnuje, aby państwa członkowskie nie naruszały zasad konkurencji poprzez wspieranie swojego przemysłu.

W dążeniu do zachowania konkurencyjności Europa może starać się przekonać kraje rozwijające się, gdzie energia jest tania i dokąd uciekają europejscy producenci, aby wprowadziły systemy wzorowane na unijnym ETS. To jednak nierealne. Może też podnieść cła, co pozwoliłyby wyrównać ceny między droższymi towarami europejskimi a tańszymi zagranicznymi, a tym samym wesprzeć europejską produkcję. Tyle że to prosta droga do wojny handlowej, takiej jaką Donald Trump wydał Chinom. Poza tym pozbawiłoby to Europejczyków tańszych towarów z importu. Najprościej złagodzić surowe unijne zasady pomocy publicznej.

Wyzwaniem jest złapanie wielkiej szansy

Ale brukselskie młyny mielą wolno. Dlatego poszczególne rządy biorą sprawy w swoje ręce na tyle, na ile pozwala im indywidualna przestrzeń fiskalna. Niemcy przeznaczyły 200 mld euro na ochronę gospodarstw domowych i przedsiębiorstw przed wysokimi cenami energii oraz na wsparcie firm energetycznych. Francja przyjęła ustawę mającą na celu przyciąganie z zagranicy zielonych gałęzi przemysłu. Nie wszyscy jednak mogą sobie pozwolić na wyasygnowanie dodatkowych środków. Stąd obawa, że bez poważnej interwencji na szczeblu UE dojdzie do kryzysu przemysłowego. Jest ona tym potrzebniejsza, że „wyścig o dotacje” może doprowadzić do pęknięcia Jednolitego Rynku.

Niemcy, które wdrożyły hojną tarczę ochronną dla swojego przemysłu, znalazły się z tego powodu na celowniku Margarethe Vestager, unijnej komisarz ds. konkurencji. Z jednej strony, Europa nie może ryzykować załamania niemieckiego przemysłu. Z drugiej strony, Jednolity Rynek jest kluczem do europejskiej konkurencyjności. Jeśli konkurujemy indywidualnie jako państwa członkowskie, to przegrywamy jako całość, w tym także w starciu z dwiema najpotężniejszymi gospodarkami świata.

Wsłuchując się w głos państw członkowskich, Komisja Europejska postanowiła w końcu o złagodzeniu i uproszczenie zasad udzielania pomocy publicznej, ale nie jest to decyzja na miarę sytuacji, z jaką mamy do czynienia. Nawet zgoda na dotowanie inwestycji generujących nowe moce produkcyjne jest tylko tymczasowa i ukierunkowana na przeciwdziałanie skutkom amerykańskiego protekcjonizmu.

Europie potrzebny jest impuls inwestycyjny na rozbudowę infrastruktury energetycznej i dorównanie amerykańskim subsydiom na zieloną energię.

Europie potrzebny jest impuls inwestycyjny na rozbudowę infrastruktury energetycznej i dorównanie amerykańskim subsydiom na zieloną energię. Ale potrzebny jej też instrument ustanawiający wspólny punkt odniesienia dla cen gazu i energii. Unia energetyczna – projekt wciąż nieukończony – pozwoliłaby uniknąć konkurencji między krajami UE względem dostawców, bowiem ci byliby zmuszeni do negocjowania długoterminowych kontraktów po niższych cenach. UE musi zacząć myśleć w kategoriach strategicznej autonomii – zapewnienia przyszłych dostaw energii oraz zabezpieczenia surowców i półproduktów kluczowych dla suwerenności technologicznej i militarnej.

Czy dekarbonizacja nie spowoduje deindustrializacji w Polsce?

Polska, jak żadne inne państwo Europy, poznała smak deindustrializacji wskutek transformacji gospodarczej rozpoczętej w 1989 r. Dzisiaj przemysł rozwija się tam, gdzie są surowce i niskie koszty pracy. Dlatego krótko- i średniookresowo nie grozi nam utrata konkurencyjności. Nasz przemysł korzysta z zamówień producentów zachodnioeuropejskich, od lat pełniąc funkcję zaplecza produkcyjnego głównie dla Niemiec. W dłuższej perspektywie Polskę czeka jednak potężne wyzwanie transformacji energetycznej. Nawet jeśli nie odejdziemy całkowicie od węgla, to ogólnoświatowy trend i unijne ustawodawstwo zmusza nas do radykalnego zmniejszenia jego udziału w miksie energetycznym, obecnie sięgającego 77 proc.

Energetyka stanowi fundament rozwoju

Ambitnym celem jest zakładana przez rząd redukcja tego wskaźnika o 20 punktów procentowych w perspektywie roku 2030. Zakłócenia społeczno-gospodarcze związane z dekarbonizacją dotkną nie tylko regiony wydobywcze, ale także całe sektory korzystające z paliw kopalnych. Kluczowy dla ich zamortyzowania będzie – sam w sobie energochłonny – sprawny rozwój infrastruktury niskoemisyjnej. Środki z unijnego Mechanizmu Sprawiedliwej Transformacji są jednak dalece niewystarczające, nie mówiąc o tym, że połowa z przyznanych nam 3,5 mld euro zostanie obcięta, ponieważ nie jesteśmy w stanie zadeklarować neutralności klimatycznej do roku 2050, zgodnie z wymogami Europejskiego Zielonego Ładu.

Dekarbonizacja, której istotnym elementem jest polski program rozwoju energetyki jądrowej, będzie poważnym obciążeniem dla budżetu państwa.

Dekarbonizacja, której istotnym elementem jest polski program rozwoju energetyki jądrowej, będzie poważnym obciążeniem dla budżetu państwa. Trzeba będzie jednak te koszty ponieść. Tak samo trzeba będzie łożyć na rozwój tzw. wysokich technologii, bo to one w dużej mierze złagodzą negatywne dla przemysłu skutki transformacji energetycznej. Poza tym, że same w sobie staną się motorem wzrostu PKB, to też dzięki nim będzie możliwe unowocześnienie tradycyjnych gałęzi przemysłu. W ten sposób producenci będą mogli zaliczać kolejne ogniwa łańcuchów wartości, przyczyniając się do zmiany modelu konkurowania w przemyśle z arbitrażu kosztów pracy w kierunku wysokiej jakości.

Skąd przedsiębiorcy mają brać środki na ekspansję w warunkach wysokich cen energii? Eurokraci co rusz mówią o konkurencyjności. Równie często słyszymy, że UE ma ambicję być liderem transformacji ekologicznej i cyfrowej. Bez kompleksowej, ogólnounijnej strategii „made in Europe”, połączonej z unią energetyczną, nie będziemy jednak w stanie zatrzymać na kontynencie mocy produkcyjnych, ani tworzyć nowych. A bez nich bezpieczeństwo dostaw, potencjał eksportowy i miejsca pracy w Europie będą zagrożone.

(©Envato)

Tagi


Artykuły powiązane

Kryzys na rynku gazu ziemnego i prognozy na przyszłość

Kategoria: Trendy gospodarcze
Agresja Rosji na Ukrainę i kolejno nakładane pakiety sankcji gospodarczych na Rosję przez kraje UE oraz narastający w Europie kryzys energetyczny i gazowy 2022 r. zmusiły wiele europejskich państw do podjęcia działań na rzecz dywersyfikacji dostaw i rozwoju infrastruktury do importu LNG. Unia Europejska stanęła więc przed wyzwaniem luki podażowej powstałej po rezygnacji z dostaw gazu z Rosji.
Kryzys na rynku gazu ziemnego i prognozy na przyszłość

Sytuacja w europejskim sektorze gazowym

Kategoria: Trendy gospodarcze
Po kryzysie gazowym w 2022 r. państwa UE są obecnie zdecydowanie lepiej przygotowane do sezonu grzewczego. Czynnikami, które mogą wpłynąć na ponowny wzrost cen gazu są warunki pogodowe, ograniczenia w dostawach gazu LNG oraz nieplanowane przestoje produkcyjne.
Sytuacja w europejskim sektorze gazowym

Jak kryzys energetyczny wpływa na gospodarki światowe

Kategoria: Trendy gospodarcze
Ostatnie wydarzenia dobitnie pokazują, że utrzymanie bezpieczeństwa energetycznego jest istotnym wyzwaniem zarówno dla UE, jak i krajów członkowskich NATO. Pozostaje ono kluczowym czynnikiem strategicznym dla administracji rządowej, sektora wojskowego i prywatnego.
Jak kryzys energetyczny wpływa na gospodarki światowe