Autor: Bogdan Góralczyk

Profesor Uniwersytetu Warszawskiego, politolog, dyplomata, znawca Azji.

Chiński syndrom w Indiach

Indie i Chiny, dwa najludniejsze państwa świata o porównywalnym potencjale ludnościowym zwróciły większą uwagę na siebie po kryzysie finansowym i gospodarczym z 2008 roku. Wyrosły bowiem jako dwa najpotężniejsze Wschodzące Rynki i od tej pory zaczęły odgrywać coraz większą rolę na arenie międzynarodowej i to nie tylko w ramach grupy BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i RPA) czy  G-20.
Chiński syndrom w Indiach

(©GettyImages)

Oba kolosy się obudziły, są w fazie odrodzenia i na ścieżce szybkiego wzrostu. Co więcej, mają charyzmatycznych i jak dotąd skutecznych liderów. Chinami od końca 2012 r. rządzi, dziś już jednoosobowo, Xi Jinping, a w Indiach w 2014 r. doszedł do władzy były szef Gudżaratau Narendra Modi, który też szybko wyrósł na wyrazistego przywódcę. Obaj najwyraźniej zauroczyli się sobą, zaczęli się nawzajem – z niemałą pompą – odwiedzać, a przy okazji liczyli na to, że utworzą wspólny front, przeciwko zdecydowanie dominującemu Zachodowi, począwszy od USA i że będzie jedna wspólna płaszczyzna światowego Południa.

Do dziś jednak takiej nie ma, a Indie i Chiny, choć nadal pod tymi samymi przywódcami, znajdują się od siebie najdalej, co najmniej od źle pamiętanej na subkontynencie wojny z 1962 r., kiedy to wojska indyjskie poniosły sromotną porażkę.

Brak zaufania

Tamten epizod historii jest doskonale w Indiach pamiętany i stale roztrząsany, jak też stanowi jeden z podstawowych czynników powodujących brak wzajemnego zaufania, podejrzliwość i chwilami wręcz niechęć do partnera. Czemu niedawna niemal kordialna współpraca zamieniła się w  niechęć, a czasami wręcz wrogość?

Temu zagadnieniu przyjrzało się dwóch Indusów o innym doświadczeniu i zapleczu, lecz z wielką wiedzą o Chinach. Shyam Saran był przez wiele lat dyplomatą w Chinach i doszedł nawet do stanowiska szefa dyplomacji. Dość powszechnie jest uważany za jednego z trzech, obok innych wysokich rangą dyplomatów Vijaya Gokhale i Shivshankara Menona, najlepszych znawców Chin w Indiach.

Do tego wąskiego grona należy włączyć też Anantha Krishnana, który spędził w Chinach dekadę (2009-19) jako korespondent prasowy i w roku 2020 wydał, teraz poszerzony i wznowiony, tom „India’s China Challenge” (Chińskie wyzwanie dla Indii). Jest to bodaj najlepszy i najbardziej wnikliwy obraz stosunków Chin i Indii ostatnich dekad – obok omawianego już kiedyś na tych łamach opracowania „India Versus China” – pracującego w Singapurze, ale wywodzącego się z Indii Kanti Bajpai. Jeśli te dwa opracowania zestawimy ze świeżo wydaną (2022) najnowszą pracą Shyam Sarana „How China Sees India?” (Jak Chiny postrzegają Indie?), stanowiącą historyczny przegląd tych relacji na przestrzeni dziejów, to wyłania się nam plastyczny obraz tego, co się działo i aktualnie dzieje w stosunkach między tymi dwoma kolosami.

Indie i Chiny: trudne sąsiedztwo

Praktycznie wszyscy wyżej wymienieni indyjscy autorzy zwracają uwagę na brak zaufania, wzajemny zresztą, w stosunkach z Chinami, co notują też sondaże opinii publicznej po obu stronach Himalajów. Skąd on się bierze? Przede wszystkim z innych wzorców kulturowych oraz systemów politycznych, jak też doświadczeń historycznych. Wśród tych ostatnich po stronie indyjskiej, a ona nas tutaj najbardziej interesuje, jest oczywiście wspomniana przegrana wojna z 1962 r., ścisłe relacje Chin z  Pakistanem, kwestia Tybetu i pobyt Dalajlamy na terenie Indii, a nade wszystko tak naprawdę nigdy nie wytyczona a długa na 3488 km granica, na dodatek  z otwartymi sporami terytorialnymi i wzajemnymi roszczeniami.

Praktycznie wszyscy wyżej wymienieni indyjscy autorzy zwracają uwagę na brak zaufania, wzajemny zresztą, w stosunkach z Chinami, co notują też sondaże opinii publicznej po obu stronach Himalajów.

Indie domagają się zwrotu Aksai Chin (Ladakh) na zachodzie, a Chiny z kolei zajmowanego przez Indie Arunachal Pradesh, które zresztą zwą Południowym Tybetem (Nan Zang). Ten pierwszy to 38 tys. km², ten drugi jest jeszcze większy – 83,7 km². W efekcie, zamiast granicy, mamy tylko „linię aktualnej kontroli” i mimo kilku rund negocjacji na ten temat (najbliżej porozumienia było w 1960 i 2003 r.) na kompromis i porozumienie się nie zanosi, bowiem obie strony nie są skłonne do ustępstw.

Istotę rzeczy uchwycił Shyam Saran, pisząc: „Kiedy Chiny i Indie, po raz pierwszy w historii, stały się bezpośrednimi sąsiadami po chińskiej okupacji Tybetu w 1950 r., praktycznie nic o sobie nawzajem nie wiedziały”. Ten stan rzeczy w dużej mierze utrzymuje się do dziś, chociaż indyjskie elity przełamały niechęć w chwili, gdy dostrzegły sukcesy chińskiej transformacji i reform (przełomowa wizyta Raijiva Gandhiego w ChRL w 1988 r., potem otwarcie i liberalizacja swojej gospodarki w początkach lat 90., właśnie z racji reform w Chinach, które już wtedy przynosiły sukcesy).

Cięcie łańcuchów dostaw

Od tamtej pory wzajemne zainteresowanie trwało latami (w 2019 r. było ok. 35 tys. studentów z Indii w ChRL, w okresie 2000-2019 odnotowano aż 14 dwustronnych spotkań na najwyższym szczeblu), przynosząc bodaj najwyższą fazę współpracy w początkach rządów Xi Jinpinga i Narendry Modiego. A potem wszystko zaczęło się rwać. Z wielu powodów. Pierwszym były ambitne plany Xi Jinpinga i ogłoszenie przez niego w 2013 r. geostrategicznych projektów w ramach Inicjatywy Pasa i Szlaku (Belt and Road Initiative – BRI), która objęła też basen Oceanu Indyjskiego, traktowany w New Delhi jako obszar własnych interesów. Nie podobały się chińskie plany i wielkie inwestycje na terenie Mjanmy/Birmy, w porcie Hambantota na Sri Lance, a nade wszystko port Gwadar i inwestycje w Pakistanie.

Jak naprawić Indie?

W efekcie Indie do projektu BRI nie przystąpiły, podobnie jak potem (w 2019 r.) wycofały się z forsowanych przez Pekin negocjacji na rzecz utworzenia (co nastąpiło w listopadzie 2020 r.) Wszechstronnego Partnerstwa Gospodarczego w regionie Azji i Pacyfiku (RCEP), obejmującego współpracę 15 państw, ale bez USA i Indii. Te ostatnie pokazały tym samym, że mają najwyraźniej dość chińskiej ekspansji gospodarczej i handlowej.

Ta wzajemna podejrzliwość rosła jeszcze wtedy, gdy na mocy spotkań na szczycie Xi i Modiego dwustronna współpraca gospodarcza kwitła. Przed pandemią COVID-19, która okazała się kolejną cezurą i barierą we wzajemnych stosunkach, bowiem jak na dłoni ukazała, jak wiele łańcuchów dostaw do Indii wywodzi się z Chin, wzajemne obroty handlowe sięgnęły rekordowej sumy 93 mld dolarów,  przy ogromnym indyjskim deficycie, przekraczającym 70 mld dol.

Jak się okazało, w 2019 r. Chiny dostarczały Indiom 82 proc. półprzewodników, 81 proc. antybiotyków, 75 proc. farmaceutyków i 73 proc. sprzętu telekomunikacyjnego. Widząc zagrożenie, Indie wprowadziły wtedy antydumpingowe cła na aż 98 kategorii towarowych, a potem wyprzedziły USA i Zachód, nie zezwalając na dalsze inwestycje na terenie swego kraju chińskich gigantów technologicznych, Huawei, Tencent, Baidu i TikToka (ByteDance).

Proces przyspieszył wtedy, gdy na niezadowolenie z rosnącego deficytu handlowego (dwustronne obroty handlowe w 2022 r. zamknęły się sumą prawie 136 mld dolarów, przy niewielkim indyjskim eksporcie rzędu 17,5 mld dol., który jeszcze spadł w wyniku pandemii z 28 mld dol. w roku poprzednim) nałożyły się napięcia, a potem zbrojne starcia na granicy, a przede wszystkim te najgłośniejsze, które zyskały międzynarodowy rozgłos: w Doklam (Donglang) na pograniczu z Bhutanem i Sikkimem w czerwcu 2017 r. oraz w dolinie Galwan na terenie Ladakhu w lecie 2020 r., gdzie po raz pierwszy od dekad kilkakrotnie doszło do wzajemnej wymiany ognia, a po obu stronach zginęli żołnierze (po stronie indyjskiej ok. 40, choć nigdy nie podano dokładnej liczby).

Rosnąca przepaść

W efekcie w sondażach aż 60 proc. badanych w Indiach chciało wziąć udział w walkach na obszarze Galwan, 84 proc. uważało, że prezydent Xi Jinping zdradził w swych obietnicach premiera Modiego, a aż 91 proc. opowiedziało się za dodatkowymi cłami, a nawet sankcjami wymierzonymi w chińskie towary, co też w dużej mierze się stało. Od tamtej chwili stosunki dwustronne oziębiały się, a proces jeszcze przyspieszył podczas pandemii, gdy społeczeństwo subkontynentu uświadomiło sobie, jak bardzo jest uzależnione od chińskich towarów medycznych. Od tej chwili można wręcz mówić o prawdziwym chińskim syndromie na terenie Indii, bowiem zainteresowanie sąsiadem na północy rośnie, ale zdecydowanie w sensie negatywnym.

Indie (na razie) nie aspirują do bycia potęgą w światowym handlu

A to przede wszystkim z tego powodu, że indyjskie elity uświadomiły sobie coś znacznie poważniejszego, a mianowicie fakt, że Chiny Indiom coraz bardziej uciekają, odstają, czy też zostawiają je w tyle. Każdy ze wspomnianych autorów ma tu swoją, zazwyczaj gorzką, ocenę, ale warto zacytować autorów obu omawianych tu, pobieżnie, tomów. Shyam Saran jest szczery aż do bólu i mówi: „Nawet jeśli wzrost gospodarczy Chin wynosiłby zero, a Indie rosły w tempie 10 proc. rocznie, to i tak 20 lat by nie wystarczyło, aby je dogonić… Przepaść pomiędzy nami niestety rośnie”.

A to przede wszystkim indyjskie elity uświadomiły sobie coś znacznie poważniejszego, a mianowicie fakt, że Chiny Indiom coraz bardziej uciekają, odstają, czy też zostawiają je w tyle.

Ananth Krishnan z kolei przedstawia dane statystyczne, które mówią same za siebie. W 1978 r., gdy Chiny Deng Xiaopinga ruszały do reform, dawały niespełna 4 proc. światowego PKB, a w 2018 r. dawały już ponad 15 proc. (obecnie ok., 18 proc.). W tymże 1978 r. dochody na głowę mieszkańca Chin wynosiły zaledwie 156 dolarów i były niższe niż w Indiach – 203 dolary.

Te dane, które oczywiście można by mnożyć, powodują prawdziwą negatywną pasję wobec Chin i ich sukcesów, jak też, co oczywiste, poszukiwanie przyczyn tego gospodarczego odstawania, mimo statystycznych i odczuwalnych sukcesów u siebie. Krishnan szuka przyczyn w skuteczności rządów, przerostach biurokratycznych na terenie własnego kraju, nieprzejrzystości norm i przepisów. Saran jest optymistyczny tylko pod jednym względem; uważa, iż Indie w żadnej mierze nie podporządkują się hierarchicznym porządkom narzucanym przez Chiny, co asertywna administracja Xi Jinpinga próbuje już robić (chodzi mu o Tajwan i Morze Południowochińskie, ale też starcia graniczne z Indiami).

Gospodarka indyjska w drodze na podium

Natomiast premier Modi w ramach aktualnego przewodnictwa Indii w G-20 roztacza wizję „trzeciego mocarstwa” gospodarczego na globie, po USA i Chinach i to jeszcze w tym stuleciu. Licząc po kursie siły nabywczej pieniądza (PPP) poniekąd jest to teza już prawdziwa, bowiem według aktualnych danych MFW pierwsze cztery miejsca (w bilionach dolarów) zajmują: 1. Chiny – 30; 2. USA – 25; 3. Indie – 11,6; 4. Japonia   – 6.1. Czy to się jednak uda Indiom także w sensie nominalnym, to już bardziej wątpliwe (obecnie znajdują się na pozycji piątej, za USA, Chinami, Japonią i Niemcami, ale do dwóch ostatnich im stosunkowo niedaleko).

Wszystko, byle nie Chiny

W efekcie Indie, rozczarowane dotychczasową współpracą z Chinami i obawiające się ich z wielu względów, w chwili obecnej:

  • stawiają na współpracę z Zachodem i nade wszystko z USA, szczególnie w sferze bezpieczeństwa (grupa QUAD);
  • gospodarczo ściśle współpracują z Japonią (to jej kapitały pomogły zbudować rozległą sieć nowoczesnego metra w New Delhi i mają być wykorzystywane przy dalszej rozbudowie infrastruktury);
  • w nowoczesnych technologiach (półprzewodniki) stawiają na współpracę z Tajwanem (planowane są miliardowe inwestycje w tej sferze);
  • mimo rosyjskiej agresji na Ukrainie utrzymują współpracę z Rosją, bo jest intratna jeśli chodzi o dostawy surowców energetycznych (wzrost importu ropy z Rosji w 2022 r. o…40 proc.), pozostając tym samym państwem obrotowym (swing state);
  • chcą pozostać rzecznikiem światowego Południa, ale niekoniecznie z Chinami, z którymi teraz mają coraz bardziej na pieńku.

Dynamika jest duża, podobnie jak na całej światowej scenie. Wiele jednak wskazuje, że przynajmniej w najbliższym czasie Indie i Chiny nie pójdą razem i nie utworzą żadnego wspólnego frontu. Taki jednoznaczny wniosek wynika z rozważań tamtejszych polityków, jak też wybitnych ekspertów, dobrze znających Chiny z autopsji.

(©GettyImages)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Indie (na razie) nie aspirują do bycia potęgą w światowym handlu

Kategoria: Trendy gospodarcze
Indie chociaż dorównały Chinom pod względem liczby ludności, to ich rola w międzynarodowym handlu jest zdecydowanie mniejsza. W 2022 r. wartość indyjskiego eksportu była ośmiokrotnie mniejsza w porównaniu z chińskim eksportem.
Indie (na razie) nie aspirują do bycia potęgą w światowym handlu

Rośnie znaczenie Indii w globalnych łańcuchach dostaw

Kategoria: Trendy gospodarcze
Zerwane w czasie pandemii łańcuchy dostaw wielu towarów, konieczność ich dywersyfikacji z uwagi na narastający konflikt chińsko-amerykański zwiększają szanse Indii w handlu międzynarodowym. Kraj ten przeprowadził wiele reform, które zdynamizowały wzrost gospodarczy i jest coraz lepiej przygotowany do konkurencji o zachodnie rynki, a jego władze dobitnie wyrażają ambicje w tym zakresie.
Rośnie znaczenie Indii w globalnych łańcuchach dostaw

Gospodarka indyjska w drodze na podium

Kategoria: Trendy gospodarcze
Można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że Indie są obecnie jednym z najszybciej rozwijających się krajów świata, zaś indyjska gospodarka jest najdynamiczniej rozwijającą się na świecie – mówi Paweł Woźniak.
Gospodarka indyjska w drodze na podium