Autor: Maciej Jaszczuk

Dziennikarz Obserwatora Finansowego, śledzi trendy na polskim rynku finansowym.

więcej publikacji autora Maciej Jaszczuk

Duże emisje długu korporacyjnego w cenie

Poszukiwanie stóp zwrotu (search for yield) w pokryzysowym świecie niskich stóp proc. skłoniło inwestorów do zainteresowania się bardziej ryzykownymi instrumentami. Jednym z efektów tego trendu był wzrost udziału dużych emisji długu przez firmy z rynków wschodzących.
Duże emisje długu korporacyjnego w cenie

Analitycy amerykańskiego think tanku The National Bureau of Economic Research (NBER) zauważyli, że po 2008 r. na rynkach wschodzących mocno wzrósł udział dużych emisji obligacji korporacyjnych. Dużych, czyli takich, których wartość przekracza 500 mln dolarów. Takie zjawisko nie wystąpiło zaś na rynkach rozwiniętych. Przed kryzysem obligacje pochodzące z dużych emisji stanowiły jedną trzecią łącznej wartości korporacyjnych papierów dłużnych na rynku. Po 2008 r. udział ten wzrósł prawie dwukrotnie.

W parze ze zwiększeniem podaży dużych ofert obligacji poszedł wzrost wycen tych instrumentów. I tu, ponownie, efekt wystąpił głównie na rynkach wschodzących. Przed kryzysem kryterium wielkości emisji nie było istotne z punktu widzenia rentowności ani na rynkach wschodzących, ani na rozwiniętych. Po 2008 r. pojawiła się jednak znacząca, sięgająca ponad 100 pb (czyli 1 pkt. proc.) premia dla firm gotowych plasować na rynku większe pakiety długu.

Inwestycje w obligacje korporacyjne wiążą się, co oczywiste, z większym ryzykiem niż w papiery skarbowe. Jednak pokryzysowy świat ultraluźnej polityki pieniężnej, historycznie niskich stóp procentowych i ujemnych rentowności rządowego długu zmusił inwestorów do poszukiwania stóp zwrotu w bardziej ryzykownych aktywach, takich jak obligacje firm z rynków wschodzących. Jednak międzynarodowy kapitał stawiał pewne wymagania – szukał emisji denominowanych w amerykańskim dolarze i o odpowiedniej wartości, która pozwalałaby na uwzględnienie tych instrumentów w indeksach. Na przykład do J.P.Morgan CEMBI Narrow Diversified Index, jednego z najważniejszych wskaźników rynku obligacji korporacyjnych, włączane są emisje o wartości co najmniej 500 mln USD. A obecność instrumentu w indeksie poprawia jego płynność.

Autorzy badania zwrócili uwagę, że tak ukierunkowany popyt wpłynął na strategie firm. Niższa rentowność obligacji oznacza niższe koszty finansowania dla przedsiębiorstwa, które musi się jednak dostosować do wymogów inwestorów. Większe firmy, które i tak potrzebowały tak dużego finansowania, korzystały na tej sytuacji „automatycznie”. Natomiast mniejsze podmioty widząc okazję na pozyskanie tańszego kapitału często „dociągały” swoje oferty do wymaganego minimum, a pozyskane nadwyżki utrzymywały w gotówce na okoliczność pojawienia się w przyszłości potrzeb inwestycyjnych. W efekcie, po 2008 r. niemal co piąta emisja obligacji na rynkach wschodzących miała wartość dokładnie 500 mln dolarów.

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Jak rozwijał się kryzys 2007-2009 - infografika, kalendarium

Kategoria: Polityka pieniężna
Jak rozwijał się kryzys 2007-2009 - infografika, kalendarium

Unia Europejska testuje nową formułę inwestowania

Kategoria: Analizy
Unia Europejska testuje nową formułę inwestowania

Kredyt i obligacje mogą iść ręka w rękę

Kategoria: Analizy
Kredyt i obligacje mogą iść ręka w rękę

Popularne artykuły

Gdzie będzie polska gospodarka za lat 5, 10

Kategoria:
Gdzie będzie polska gospodarka za lat 5, 10

Finanse publiczne: Brak długofalowego myślenia

Kategoria: Rynki kapitałowe
Finanse publiczne: Brak długofalowego myślenia

Bankowość pod okiem Allaha

Kategoria: Rynek bankowy
Bankowość pod okiem Allaha

Jak rozwijał się kryzys 2007-2009 - infografika, kalendarium

Kategoria: Polityka pieniężna
Jak rozwijał się kryzys 2007-2009 - infografika, kalendarium

Łosoś nie zastąpi ropy. Norwegia w kryzysie

Kategoria: Wskaźniki ekonomiczne
Łosoś nie zastąpi ropy. Norwegia w kryzysie

Pracownicy widmo, czyli jak komputery wynajmują ludzi do prostych prac

Kategoria: Trendy gospodarcze
Pracownicy widmo, czyli jak komputery wynajmują ludzi do prostych prac