Autor: Maksymilian Wysocki

redaktor naczelny „Obserwator Finansowy”

Wait and see, czyli RPP nie zmieniła stóp

Po ostatniej konferencji widać nadal główny cel, jaki przyświeca profesorowi Adamowi Glapińskiemu, prezesowi NBP: lekarstwo nie może być gorsze od choroby.
Wait and see, czyli RPP nie zmieniła stóp

©GettyImages

We wtorek 9 stycznia zakończyło się dwudniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej, na którym Rada zdecydowała się pozostawić stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Główna stopa procentowa NBP, stopa referencyjna, wynosi nadal 5,75 proc., co zbieżne było z konsensusem rynkowym i generalnie większość ekonomistów zakłada, że do marca nic lub niewiele się tu zmieni, ponieważ nadal jest zbyt wiele ważnych zmiennych po stronie polityki fiskalnej obecnego rządu, których los nadal nie jest przesądzony.

Marzec zapowiada bardzo optymistycznie, co podkreślał na środowej konferencji prasowej sam prezes NBP: „Sytuacja gospodarki jest bardzo dobra, wręcz kwitnąca, a sytuacja inflacji bardzo zła, co nas cieszy. Inflacja jest trafiona dokładnie w punkt. Gdyby nie to, że alkoholu w takich miejscach nie pijemy, podałbym szampana. (…) Inflacja 6,1 proc. to jest inflacja umiarkowana. (…) W ciągu ostatnich 10 miesięcy inflacja obniżyła się o 10 pkt. proc. (…) Spodziewamy się w najbliższych miesiącach dalszego spadku inflacji. Inflacja w najbliższych miesiącach może obniżyć się nawet poniżej celu 2,5 proc. To jest bardzo blisko celu wyznaczonego przez NBP. W marcu będziemy w celu albo bardzo blisko niego” – powiedział w środę 10 stycznia prof. Adam Glapiński. „W marcu praktycznie nie będzie inflacji” – dodał. Jak wykazał też, Polska z inflacją radzi sobie najlepiej w regionie.

Jednak co dalej? Polską gospodarkę może czekać kilka ostrych zakrętów. Obecny rząd może w końcu zrezygnować z osłon, choćby z tego względu, że związane są ze znacznie większymi, niż przedstawiane przez rząd Mateusza Morawieckiego we wcześniejszej propozycji budżetu, potrzebami pożyczkowymi. Potrzeby pożyczkowe dla tegorocznego budżetu, mające zaspokoić większe wydatki, mogą obecny rząd jednak przerosnąć. Jak zaznaczył profesor Glapiński, utrzymane zostały regulacje dotyczące energii, gazu i ciepła, jednak zamrożenie to dotyczy tylko pierwszej połowy roku. Uwolnienie samych tych cen da duże przełożenie na wzrost inflacji. Widzi to też prezes NBP. „Może być tak, że w drugiej połowie roku inflacja może przejściowo mocno wzrosnąć. Z góry uprzedzamy” – stwierdził. Jak zaznaczył, gdyby sama stawka VAT powróciła po marcu do poprzedniego poziomu, inflacja może wzrosnąć o 0,9 pkt proc. „Samo odmrożenie cen energii, gdyby było całkowite, a które może nastąpić w drugiej połowie roku, inflacja mogłaby wzrosnąć nawet o 4 proc.” – tak wyliczają analitycy NBP. A większy deficyt, jak wyliczał dalej profesor Glapiński, może przyczynić się do zwiększenia inflacji o 0,1 proc. w roku 2024 i 0,5 proc. w roku 2025  – stwierdził szef NBP, porównując nowe przewidywania z listopadową projekcją. „Aktualne prognozy wskazują, że inflacja po spadku niemal do celu w marcu, może gwałtownie wzrosnąć do poziomu 6, nawet 8 proc. To w dużej mierze zależy od decyzji rządu” – stwierdził Adam Glapiński.

Dlatego pytanie, jakie zadaje sobie rynek dziś, to czy już teraz należy przygotować się na, być może, podniesienie poziomu stop procentowych, jeśli obecny rząd zdecyduje o wstrzymaniu się z ingerowaniem w procesy rynkowe – jak VAT na żywność, dopłaty do cen energii, czy choćby szczegóły dalszych wakacji kredytowych. Wszystko ma wszak swoją cenę. Niedawno rząd Donalda Tuska przedstawił projekt przedłużenia wakacji kredytowych na 2024 r., a według poniedziałkowej opinii Komisji Nadzoru Finansowego kosztowałoby to banki potencjalnie 2,5–3,5 mld zł i – mimo, że to kwota niższa niż ostatnio i nie byłoby bardzo znaczącym czynnikiem proinflacyjnym – miałoby to negatywny wpływ na ich zdolność banków do finansowania gospodarki.

A zatem co dalej? Polityka w zakresie stóp procentowych i reagowania na inflację do tej pory wskazała na jedną zasadę, która przyświeca obecnej RPP, podkreślanej też przez profesora Adama Glapińskiego: lekarstwo nie może być gorsze od choroby. Dlatego, choć już na styczniowej konferencji pojawiły się pytania o być może wcześniejsze, wyprzedzające podwyżki stóp procentowych, przez doświadczenie można jasno stwierdzić, że priorytetem i tym co odróżnia obecną Radę od polityki choćby RPP z czasów kryzysu 2008 roku, jest nie wylewanie dziecka z kąpielą i brak nerwowych ruchów, ponieważ od nerwowych ruchów RPP ludzie tracą miejsca pracy. A zatem dalej w grze jest zasada „wait and see” (obserwujemy i czekamy), która w ciągu ostatnich dwóch lat, jak widać po aktualnych całościowych danych, sprawdziła się znacznie lepiej niż taktyka z czasów poprzedniego kryzysu finansowego wywołanego upadkiem Lehman Brothers. Lokomotywę wszak łatwiej przyhamować, niż wprawić w ruch po jej zatrzymaniu.

Autor wyraża własne opinie a nie oficjalne stanowisko NBP.

©GettyImages

Tagi


Artykuły powiązane

O zdrowy rozsądek w polityce pieniężnej

Kategoria: Analizy
Dziennik „Rzeczpospolita” wyróżnia się regularnym udostępnianiem swych łamów opiniom dotyczącym polityki pieniężnej. W większości autorami tych opinii są byli członkowie Rady Polityki Pieniężnej. Niestety, często zawierają one błędy merytoryczne. Bank centralny poświęcił wiele uwagi ich prostowaniu.
O zdrowy rozsądek w polityce pieniężnej

Ekonomiści pobłądzeni w krytyce NBP

Kategoria: Trendy gospodarcze
Dwaj członkowie pierwszej RPP przystąpili do boju w kampanii przed sejmowym głosowaniem nad kandydatem na stanowisko prezesa NBP i w dwudziestu punktach sformułowali swoją – jakżeby inaczej, sążniście negatywną – opinię o polityce pieniężnej realizowanej przez RPP czwartej kadencji (Bogusław Grabowski i Jerzy Pruski, Bankructwo polityki pieniężnej? Rzeczpospolita 27.04.2022).
Ekonomiści pobłądzeni w krytyce NBP

Zmiany mechanizmów transmisji a „domknięcie” procesu dezinflacji

Kategoria: Trendy gospodarcze
Stopy inflacji w strefie euro i w USA gwałtownie wzrosły w 2022 r., po części w wyniku poważnych szoków wywołanych zwyżką cen energii. Nasz artykuł zawiera analizę transmisji cen energii na inflację bazową w Stanach Zjednoczonych i Niemczech począwszy od lat 70. XX w. Wykazujemy, że siła tej transmisji nie jest stała, ale zmienia się w czasie. Wpływ cen energii na inflację w latach 70. XX w. był silny w Stanach Zjednoczonych – w przeciwieństwie do Niemiec. W obu krajach zaobserwowano silną transmisję cen energii w 2022 r., która jednak osłabiła się w ostatnich kwartałach, co świadczyłoby o przywróceniu bardziej normalnej dynamiki inflacji.
Zmiany mechanizmów transmisji a „domknięcie” procesu dezinflacji