Autor: Tomasz Świderek

Dziennikarz specjalizujący się w tematach szeroko rozumianej branży telekomunikacyjnej i nowych technologii.

więcej publikacji autora Tomasz Świderek

Rok z jednym rekordem

2014 rok był na światowym rynku pierwszych publicznych ofert najlepszy od roku 2010. 25 mld dol. w IPO chińskiego Alibaby to najwyższa oferta w historii. W ocenie bankierów inwestycyjnych 2015 rok może przynieść wzrost liczby transakcji, ale ich łączna wartość raczej nie przebije ubiegłorocznej. W Polsce bez OFE jest słabo.
Rok z jednym rekordem

Oczekiwany jest wzrost liczby IPO w USA, gdzie do wejścia na giełdę szykuje się ponad 200 firm technologicznych.

Według danych zabranych przez firmę Dealogic na całym świecie przeprowadzono łącznie 1235 IPO, których wartość wyniosła 263,3 mld dol. Thomson Reuters doliczył się 1205 IPO wartych łącznie 249 mld dol. Wartość podliczonych przez Dealogic transakcji zwiększyła się o 52 proc. r./r. Firma szacuje, w 2014 roku prowizje banków inwestycyjnych związane z organizacją pierwszych publicznych ofert wyniosły 7,7 mld dol. i były o 35 proc. wyższe rok wcześniej. Były też najwyższe od 2007 roku, gdy wyniosły 9,6 mld dol.

Azja wzrosła najbardziej

Na amerykańskich giełdach zadebiutowało w sumie 278 spółek, które w pierwszych publicznych ofertach sprzedały akcje warte 95,7 mld dol. Dla New York Stock Exchange był to najlepszy rok w historii, zaś dla Nasdaq najlepszy od początku XXI w. Łączna wartość i liczba transakcji w USA była największa od 2000 roku.

W regionie Azji i Pacyfiku (bez Japonii) doszło do 479 IPO wartych w sumie niemal 83 mld dol. Rok wcześniej było tam 319 transakcji o łącznej wartości nieco ponad 37 mld dol. Bardzo dobrze wypadła też Europa, gdzie pierwsze publiczne oferty miały wartość ponad 68 mld dol., co oznacza wzrost o 87 proc. r./r.

Zwiększaniu liczby i wartości ofert na świecie sprzyjały rosnące ceny akcji na giełdach w USA, Japonii i Chinach, a także wynikający z niskich stóp procentowych i spadającej rentowności papierów dłużnych napływ pieniędzy na rynek akcji. Jak zauważają eksperci, na niektórych rynkach – np. w Wielkiej Brytanii – po bardzo dobrych pierwszych miesiącach 2014 r. koniunktura na rynku IPO zamarła, a powodem były spadki cen akcji niedawnych debiutantów, a także pogorszenie nastrojów inwestorów operujących na europejskich giełdach.

Co ważne, popyt spotkał się z podażą. Na rynek wchodziły spółki z portfeli funduszy private equity, a także firmy, których dużymi inwestorami były fundusze veture capital. Oferowano również akcje spółek, które powstały w wyniku podziału firm.

Prognozy na rok 2015 też są optymistyczne. Oczekiwany jest wzrost liczby IPO w USA, gdzie według bankierów inwestycyjnych do wejścia na giełdę w tym roku lub następnych latach szykuje się m.in. ponad 200 firm technologicznych. Eksperci są zdania, że tania ropa skłoni konsumentów do zwiększenia wydatków, a to będzie sprzyjało większej liczbie publicznych ofert firm zajmujących się produkcją i sprzedażą dóbr konsumpcyjnych.

Według bankierów z londyńskiego Citi ze względu na majowe wybory w Wielkiej Brytanii wielu ofert można oczekiwać już w I kwartale. Następna fala spodziewana jest w II połowie roku. Firma doradcza PricewaterhouseCoopers szacuje, że do końca marca może się odbyć nawet 40 ofert wartych łącznie 5 mld funtów. Całoroczną wartość IPO w Wielkiej Brytanii prognozuje się nawet na 20 mld funtów.

Dostawcą spółek na rynek pierwotny, a tym samy prowizji dla banków oferujących akcje, powinna być także Azja, w tym Chiny.

W Polsce bez OFE jest słabo

Światowy trend nie potwierdza się w Polsce. Na naszym rynku spółki i ich właściciele w 14 IPO sprzedali akcje warte nieco ponad 1,2 mld zł. Pod względem liczby IPO 2014 rok nie odbiegał od praktyki warszawskiej giełdy w ostatnich pięciu latach. Pod względem był wartości najsłabszy od 10 lat.

Ofertom w Polsce nie sprzyjała koniunktura giełdowa, która sprawiała, że niektóre spółki – jak Grodno – przekładały ofertę, a inne (np. Multimedia czy chiński Pexim International), nie znajdując na rynku oczekiwanej wyceny, w ogóle rezygnowały z wejścia na giełdę. Za niską łączną wartość ofert odpowiedzialny jest także zanik prywatyzacji firm Skarbu Państwa.

Na popyt na akcje wpływ ma drastyczne ograniczenia przez państwo dopływu nowych pieniędzy do Otwartych Funduszy Emerytalnych. W 2014 roku ZUS przekazał do OFE 8,2 mld zł ze składek emerytalnych (rok wcześniej było to niemal 10,5 mld zł, a w szczytowym 2010 roku 22,4 mld zł). W tym samym czasie ZUS – pomijając wartą 153 mld zł operację przejęcia od OFE obligacji Skarbu Państwa – wytransferował z funduszy w związku z tzw. suwakiem (przekazywanie aktywów osób, którym do emerytury brakuje nie więcej niż 10 lat) prawie 3,7 mld zł. W tym roku wpływy do OFE ze składek emerytalnych szacowane są na około 2,7 mld zł. Izba Gospodarcza Towarzystw Emerytalnych szacuje, że „suwak” przyniesie ZUS nawet 4,4 mld zł.

Mimo niewielkich oczekiwań wobec siły nabywczej OFE, które przez lata zaspokajały popyt na akcje oferowane w IPO, po stronie biur maklerskich oferujących akcje panuje spory optymizm. Liczą one, że liczba notowanych na warszawskiej giełdzie spółek przekroczy 500 (w końcu 2014 roku było ich 471), a spora część nowych firm zadebiutuje po IPO.

Ewentualny wzrost liczby ofert nie musi oznaczać większej ich łącznej wartości. Jak twierdzą maklerzy zajmujący się IPO, zainteresowanie jest głównie ze strony małych i średnich firm. To, czy pojawią się większe spółki, zależeć będzie przede wszystkim od giełdowe koniunktury. Jeśli warszawskie indeksy będą rosły, to nie można wykluczyć, że na ofertę zdecyduje się np. Wirtualna Polska, której udziałowcy wstępnie planowali giełdowy debiut spółki na lata 2016–2017.

Chiny – rynek niespełnionych oczekiwań

Chińskie IPO nie spełniły w 2014 r. nadziei. Liczono, że pierwsze publiczne oferty przeprowadzi ponad 200 tamtejszych spółek. Tymczasem ofert było 125, z czego 43 spółki zadebiutowały w Szanghaju, a pozostałe na dwóch rynkach w Shenzhen. W rekordowym jak do tej pory 2012 roku w Państwie Środka odbyły się 154 IPO.

Liczba ubiegłorocznych debiutów na chińskich giełdach była mniejsza od prognozowana m.in. dlatego, że wbrew wcześniejszym planom chiński regulator rynku giełdowego pierwsze spółki dopuścił do obrotu dopiero w maju, a nie – jak oczekiwano – w styczniu. Przerwa w pierwszych publicznych ofertach na chińskich rynkach trwała więc 18 miesięcy.

Spółki debiutujące na chińskich rynkach akcji w IPO pozyskały niemal 13 mld dol. Trzeba jednak pamiętać, że największe z nich odbywają się zagranicą. W 2014 roku po wartych w sumie 29,1 mld dol. IPO na giełdach w USA pojawiło się 15 firm z Chin. Poza tym dużym rynkiem był Hongkong, gdzie oferty spółek z Chin osiągnęły wartość niemal 25 mld dol.

Tegoroczne oczekiwania są wprawdzie skromniejsze, ale i tak imponujące. Według firmy doradczej PricewaterhouseCoopers można liczyć na około 200 IPO chińskich spółek, a ich wartość sięgnie 21 mld dol. PwC ocenia, że około 60 firm trafi na giełdę w Szanghaju, a reszta na przeznaczone dla małych i średnich firm oraz startupów rynki w Shenzhen. Według firmy doradczej Deloitte China na zgodę na IPO czeka ponad 600 chińskich firm.

Czy te oczekiwania uda się zrealizować, nie wiadomo. W końcu 2014 roku regulator chińskiego rynku giełdowego sygnalizował, że zamierza dopuszczać do obrotu po około 10 spółek miesięcznie. W pierwszych dniach stycznia dopuścił 20 spółek, z czego połowę na rynek w Szanghaju, a resztę w Shenzhen. Były to z reguły małe firmy, których oferty nie będą miały negatywnego wpływu na płynność chińskich rynków akcji.

Bankierzy inwestycyjni zwracają uwagę, że apetyt inwestorów na prowadzone poza Chinami IPO tamtejszych firm się zmniejszył. Wynika to m.in. z faktu, że cały czas utrzymują się wątpliwości co do jakości raportowania przez chińskie spółki. W przypadku firm notowanych zagranicą istnieje też problem własności, który dał o sobie znać m.in. podczas oferty Alibaby. Akcje sprzedawała nie chińska firma, tylko specjalnie stworzony zagraniczny wehikuł inwestycyjny. Taką konstrukcję zastosowano, by spełnić wymogi chińskiego prawa. Trzecią barierą może być wycena akcji w IPO – w IV kwartale 2014 r. chiński indeks CSI300 zyskał 44 proc., co podniosło oczekiwania spółek.

Z tych powodów głównym zagranicznym rynkiem dla IPO chińskich firm pozostanie Hongkong, gdzie w 2014 roku debiutowały 122 spółki, które ze sprzedaży akcji pozyskały ponad 29 mld dol. W 2015 roku PwC oczekuje na tym rynku łącznie ponad 100 IPO, których wartość szacowana jest na około 26 mld dol. Spodziewane są m.in. publiczne oferty instytucji finansowych – China Huarong Asset Management, CICC Investment Bank i Bank of Beijing. Także Xiaomi, czwarty co do wielkości światowy producent smartfonów, rozważa Hongkong jako miejsce IPO i debiutu, ale nie wiadomo, czy dojdzie do niego w tym roku.

W Wielkiej Brytanii IPO i debiut na rynku AIM planuje Aquatic Foods Group.

Niepewne megaoferty

Z danych firmy Dealogic wynika, w 2014 roku na całym świecie było 49 IPO wartych nie mniej niż 1 mld dol. każda. To najlepszy wynik od 2007 roku, gdy takich IPO było 56. W porównaniu z 2013 rokiem liczba megaofert wzrosła o 29 proc.

Największe IPO miały łączną wartość niemal 120 mld dol., najwyższą od 2010 roku.

Aż 25 mld dol. przypadało na największą w historii ofertę – chińskiej firmy Alibaba, której akcje we wrześniu zadebiutowały na New York Stock Exchange. Drugą co do wielkości IPO 2014 r. przeprowadził saudyjski National Commercial Bank of Saudi Arabia (6 mld dol.), który zadebiutował na giełdzie w Rijadzie. Trzecią pozycję zajęła warta 4,92 mld dol. oferta Medibank Private of Australia, którego akcje są notowane w Sydney.

W pierwszej dziesiątce największych ubiegłorocznych IPO poza Alibabą były jeszcze dwie firmy z Chin – zajmująca się nieruchomościami Dalian Wanda Commercial Properties (wartość oferty 3,72 mld dol.) i firma energetyczna CGN Power (3,16 mld dol.). Obie zadebiutowały w Hongkongu, tak jak działająca w tej byłej brytyjskiej kolonii firma energetyczna HK Electric Investments (oferta warta 3,11 mld dol.).

W Stanach Zjednoczonych drugie co do wielkości ubiegłoroczne IPO przeprowadził Citizens Financial (3,46 mld dol.), a trzecie Synchrony Financial (2,96 mld dol.). Akcje obu spółek notowane są na NYSE.

W ocenie ekspertów w 2015 roku liczba megaemisji może spaść. Wśród typowanych do wejścia na rynek giełdowy amerykańskich firm, których wartość IPO ma szansę przekroczyć 1 mld dol., wymieniane są Square, Cloudera, AirBnB i Actifio, czyli spółki z Doliny Krzemowej, których akcjonariuszami są fundusze venture capital. Ponadto w ocenie ekspertów taką wartość mogą mieć ewentualne IPO Univision Communications i First Data. 1 mld dol. mogą przekroczyć także niektóre chińskie IPO prowadzone w Hongkongu. Spośród ewentualnych tegorocznych potencjalnie dużych europejskich IPO eksperci wymieniają sprzedaż akcji przez zajmującą się parkami rozrywki firmę Center Parcs. O tym, czy do tych ofert w ogóle dojdzie, zdecyduje koniunktura giełdowa.

 

Oczekiwany jest wzrost liczby IPO w USA, gdzie do wejścia na giełdę szykuje się ponad 200 firm technologicznych.

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

OFE, czyli całe ryzyko na plecach podatnika

Kategoria: Analizy
OFE, czyli całe ryzyko na plecach podatnika

Tani pieniądz odmroził rynki IPO

Kategoria: Analizy
Tani pieniądz odmroził rynki IPO

Kapitał nie będzie szukać, trzeba go samemu znaleźć

Kategoria: Analizy
Kapitał nie będzie szukać, trzeba go samemu znaleźć

Popularne artykuły

Gdzie będzie polska gospodarka za lat 5, 10

Kategoria:
Gdzie będzie polska gospodarka za lat 5, 10

Finanse publiczne: Brak długofalowego myślenia

Kategoria: Rynki kapitałowe
Finanse publiczne: Brak długofalowego myślenia

Bankowość pod okiem Allaha

Kategoria: Rynek bankowy
Bankowość pod okiem Allaha

Jak rozwijał się kryzys 2007-2009 - infografika, kalendarium

Kategoria: Polityka pieniężna
Jak rozwijał się kryzys 2007-2009 - infografika, kalendarium

Łosoś nie zastąpi ropy. Norwegia w kryzysie

Kategoria: Wskaźniki ekonomiczne
Łosoś nie zastąpi ropy. Norwegia w kryzysie

Pracownicy widmo, czyli jak komputery wynajmują ludzi do prostych prac

Kategoria: Trendy gospodarcze
Pracownicy widmo, czyli jak komputery wynajmują ludzi do prostych prac