Publiczna pomoc za prywatne pieniądze

Pomoc publiczna pochłania w ciągu roku 40 mld zł z kieszeni podatników. Ile dokładnie? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba połączyć dane z kilku dokumentów. Ale jedno jest pewne – nie ma regularnych, profesjonalnych ocen, czy pomoc publiczna ma sens. Istnieją zaś  dowody jednostkowe, że są to wyrzucone pieniądze.
Publiczna pomoc za prywatne pieniądze

Firmy PKP od lat są beneficjentem pomocy publicznej. Foto: ah&am (CC BY-NC 2.0)

Niemal codziennie dochodzą do nas informacje związane z tematem pomocy publicznej.  21 sierpnia Reuters podał, że Kompania Węglowa rozważa zwrócenie się o pomoc do Agencji Rozwoju Przemysłu (rzecznik KW zaprzeczył). LOT regularnie dopomina się o kolejne 400 mln zł pomocy, co oznacza, że oczekuje, iż podatnicy dopłacą do każdego pasażera nie 100, lecz 200 złotych.

Co kilka dni nadchodzą na zmianę informacje, jak rząd chciałby wspomóc krajowego giganta energetycznego w budowie elektrowni węglowej, albo jak będzie wspierał firmy zajmujące się produkcją energii odnawialnej. Ministrowie kombinują też, jak pomóc lotnisku w Modlinie przymuszając inną państwową firmę – PPL – do połączenia z nim, finansowego rzecz jasna, nie lotniczego. To doniesienia z kilku dni zaledwie. Już nawet na pierwszy rzut oka widać jednak, że dotyczą firm państwowych. Ciągle one wymagają pomocy lub po prostu zarabiają na wsparciu publicznym.

Najważniejszym dokumentem na temat pomocy publicznej  jest coroczny raport Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Nie obejmuje on jednak rolnictwa, ani pomocy de minimis. Pomoc taka to wsparcie państwa udzielane przedsiębiorcom, która nie wymaga notyfikacji Komisji Europejskiej, gdyż zgodnie z zasadą prawa rzymskiego de minimis non curat lex prawo nie troszczy się o drobiazgi, pomoc o niewielkich rozmiarach nie powoduje bowiem naruszenia konkurencji na rynku.

Raport o pomocy publicznej w rolnictwie przygotowuje minister rolnictwa i gospodarki żywnościowej. Opisuje on głównie dotacje do kredytów dla rolników, nie ujmuje natomiast wypłacanych rolnikom dotacji bezpośrednich – ani unijnych, ani krajowych. Aby się czegoś o tym dowiedzieć trzeba sięgnąć do danych Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

W przeciwieństwie do dotacji bezpośrednich, kwoty podawane w obu raportach nie są żywą gotówką, lecz Ekwiwalentami Dotacji Brutto (EDB), czyli korzyściami, jakie z pomocy odnoszą przedsiębiorcy i rolnicy (definicje pomocy publicznej można znaleźć m.in. tutaj). W praktyce to pieniądze zbliżone wartościowo do gotówki, ale nie identyczne. Jak się je liczy? Precyzuje to rozporządzenie rządu z 2004 roku upstrzone potężnymi wzorami. W przypadku wypłat w gotówce dotacje są przeliczane na EDB w relacji jeden do jednego. Ulgi i zwolnienia podatkowe podobnie, dla kredytów preferencyjnych liczy się korzyści wynikające z niższego oprocentowania (niższych płatności odsetkowych) itd.

Aktualnie dostępne raporty UOKiK i ministra rolnictwa opisują pomoc udzieloną w 2011 roku (raport na temat pomocy w 2012 roku opublikowany zostanie w IV kwartale br.). Sejm jeszcze ich nie rozpatrzył. Komisja Gospodarki w lipcu wydała jedynie krótki komunikat, że   zapoznała się z raportem UOKiK i rekomenduje by Wysoki Sejm raczył go przyjąć.

Ciekawe czy Wysoki Sejm w czasie dyskusji raczy ocenić, jak zostały wydane pieniądze publiczne – z sensem, czy nie. Słabość raportów polega na tym bowiem, że są jedynie statystycznym podsumowaniem, a nie oceną pomocy publicznej pod względem jej ekonomicznych skutków, kosztów i efektywności. Analiza cost – benefit praktycznie nie istnieje.

Raport UOKiK – w regionach, sektorach i dla każdego

Chodzi tymczasem o ogromne kwoty. W 2011 roku udzielono pomocy publicznej poza rolnictwem wartej 21 469 mln zł, czyli 1,41 proc., PKB, w tym 4002 mln zł w sektorze transportowym, który jest oddzielnie opisywany w dokumencie UOKiK. Tu ciekawostka finansowo-organizacyjna – w zestawieniu nie ma wynagrodzeń dla Gdańsk Transport Company, zarządzającej fragmentem autostrady A1, bo Komisja Europejska… nie określiła jaka część tych wynagrodzeń jest pomocą publiczną.

Z raportu wynika, że pomocy publicznej udzielało 831 podmiotów, od ministerstw i różnych instytucji państwowych do setek samorządów. Beneficjentów było 81 tysięcy. Średnio na jednego beneficjenta przypadało 3,5 przypadku pomocy i 265 tys. zł. W historii rekordowy był rok 2003, kiedy pomoc publiczna doszła do 28,6 mld złotych,  czyli do aż 3,5 proc. PKB. Po wejściu do Unii bardzo zmalała, ale od 2007 roku wartość pomocy publicznej znowu wzrosła 3,5-krotnie. W samym 2011 roku zmalała, gdyż mniej pomocy publicznej udzielono w ramach regionalnej pomocy inwestycyjnej współfinansowanej ze środków unijnych.

Lista głównych programów pomocowych dołączona do raportu UOKiK jako załącznik liczy 30 stron i opisuje 144 programy. Nawet bez rolnictwa mamy do czynienia z przemysłem pomocy publicznej, zatrudniającym tysiące ludzi i obracającym wielomiliardowymi kwotami wyciągniętymi najpierw od podatników.

Pomoc-publiczna-w-Polsce-w-kolejnych-latach.

Infografika: DG

Dalej raport UOKiK zawiera liczne, bardzo pouczające, statystyki. Nie obejmują one jednak transportu, który jest ujmowany oddzielnie, dotyczą zatem ok. 17,5 mld zł pomocy publicznej.

Pierwsza statystyka pokazuje formy pomocy. Istnieje kilka grup oznakowanych literami, ale praktycznie niemal cała pomoc  (17 mld zł) mieści się w grupie A i ma formę dotacji (w tym dopłat do oprocentowania kredytów bankowych bezpośrednio dla przedsiębiorców) oraz ulg (zwolnienia podatkowe, umorzenia itd.). Pozostałe grupy – subsydia kapitałowo -inwestycyjne, miękkie kredytowanie (pożyczki i kredyty preferencyjne, dopłaty do oprocentowania kredytów bankowych dla banków, odroczenia i rozłożenie spłat odsetek na raty), poręczenia i gwarancje składają się na zaledwie 0,5 mld zł.

Druga statystyka dzieli pomoc publiczną na bezpośrednie wydatki (głównie dotacje) i pozostałe formy (głównie uszczuplenia wpływów do budżetu). Otóż bezpośrednie wydatki – de facto gotówka – od lat stanowiły minimum dwie trzecie pomocy publicznej, ale w ciągu ostatnich lat ich udział doszedł już do 86 procent całości.

Trzeci podział pokazuje, jaka część pomocy publicznej jest horyzontalna, jaka sektorowa, a jaka regionalna oraz na rekompensatę za wykonywanie zadań publicznych. Kategorie te różnią się stopniem szkodliwości wobec konkurencji. To ważne kryterium, bo według definicji Komisji Europejskiej, jak piszą Marcin Kowalczyk i Benedykt Puczkowski z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie pomoc publiczna polega na udzieleniu wsparcia podmiotom gospodarczym w postaci takiej, która narusza konkurencję przez uprzywilejowanie niektórych przedsiębiorstw lub wpływa negatywnie na wymianę handlową między państwami członkowskimi.

Pomoc horyzontalna jest zdaniem ekspertów mniej szkodliwa niż sektorowa (w Polsce stanowiła niespełna 20 procent całości), czy na ratowanie i restrukturyzację (w 2011 stanowiła zaledwie 1 procent).

Pomoc-publiczna-ze-względu-na-przeznaczenie-

Infografika: DG

W pomocy horyzontalnej najważniejsza jest pomoc dotycząca zatrudnienia (znakomita większość to wsparcie przedsiębiorstw zatrudniających osoby niepełnosprawne), związana z ochroną środowiska, szkoleniami i badaniami. Ciekawostka: okazuje się, że w pomocy horyzontalnej związanej z ochroną środowiska największy udział ma zwolnienie…  z akcyzy od biopaliw (558 mln zł).  A na przykład w dziale szkolenia największym beneficjentem są Ochotnicze Hufce Pracy (377 mln zł).

Z pomocy sektorowej najwięcej korzysta energetyka. Są to głównie rozliczenie tzw. KDT, czyli kontraktów długoterminowych oraz budowa połączenia energetycznego z Litwą.  Do tego dochodzą 4 miliardy zł dla transportu, co sprawia, że faktycznie pomoc sektorowa stanowi największą grupę wspomagania publicznego.

Pomoc regionalna wyniosła w sumie 6,4 mld zł. Jest ona udzielana głównie w celu wspierania inwestycji. Znaczna jej część to ulgi podatkowe w specjalnych strefach ekonomicznych.

Ostatnia pozycja w tym zestawieniu to pomoc stanowiąca rekompensatę dla przedsiębiorcy z tytułu realizacji zadań publicznych (prawie 2 mld zł). Trzy czwarte z tych środków przypadło przedsiębiorstwom zajmującym się gospodarką odpadami. Chodzi tu o dotacje do spalarni śmieci, ale sporo – prawie pół miliarda zł – wzięła telewizja i radio publiczne.

W praktyce państwowe instytucje dotują państwowych gigantów

Kto trzyma klucz do tej kasy? Prezes PFRON, prezes NFOŚiGW, dyrektorzy izb skarbowych, naczelnicy urzędów skarbowych i celnych, minister gospodarki, prezes Urzędu Regulacji Energetyki, PARP, marszałkowie województw oraz dyrektor Instytutu Nafty i Gazu. Każdy z tych organów/instytucji udzielił  pomocy na 1 do 3 mld zł. Ciekawe, że Dyrektor Narodowego Centrum Nauki dysponował zaledwie 0,1 mln zł, a dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju 7,2 mln zł. System jest tak skonstruowany, że programy innowacyjne ze środków publicznych wspiera głównie PARP. Z kolei minister kultury udzielił pomocy na niespełna 7 mln złotych, dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej już na 146 mln, a szef Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji na 470 mln zł.

O tym kto otrzymuje pomoc publiczną mówią kolejne statystyki. Znakomita większość  kierowana jest do dużych przedsiębiorstw. Bez transportu i bez pomocy de minimis duże przedsiębiorstwa otrzymały prawie 62 procent pomocy. Ich udział maleje do 52 procent, jeżeli uwzględnić 3,4 mld zł pomocy de minimis, kierowanej w 85 procentach do przedsiębiorstw mikro i małych. Ponownie jednak wzrośnie do 60 procent, jeżeli dodamy ok. 4 mld zł  pomocy w sektorze transportu.

Raport podaje także, że 61,9 proc. pomocy zostało skierowanej do przedsiębiorstw prywatnych. Jednak jeśli uwzględnić transport odsetek ten spadnie do ok. 50 procent. Oznacza to, że połowa pomocy kierowana jest do firm publicznych – państwowych i samorządowych. Dzieje się tak mimo, że ich udział w gospodarce jest znacznie mniejszy.

Potwierdza to lista największych beneficjentów. Otóż wszystkie z 13 największych przedsiębiorstw-beneficjentów, które łącznie otrzymały 6,6 mld zł pomocy wszystkie to firmy publiczne lub pod kontrolą państwa. W gronie tym są m.in.: PGE, Tauron, Orlen, Polskie LNG, TVP, PSE i trzy firmy komunalne zajmujące się unieszkodliwianiem odpadów. PGE dostało 1,2 mld zł, dwie firmy kolejowe też powyżej miliarda każda: PKP Intercity – 1249 mln zł i Przewozy Regionalne 1037 mln zł. Pozostałe z czołówki dostały od 440 mln (Polskie LNG)  do 205 mln (TVP SA). Porty Lotnicze Lublin, Wrocław i Rzeszów otrzymały po ponad 100 mln zł każdy, a MPK w Poznaniu 157 mln zł.

Warto dostrzec, że już w 2008 roku najwięksi beneficjenci wywodzili się z tej samej grupy. Z pomocy korzystały: Orlen, PGE, Lotos, Kompania Węglowa, Państwowy Instytut Sztuki Filmowej, firmy kolejowe. Część firm i instytucji państwowych ma po prostu w ten sposób stałe źródło dochodów.

Na końcu raportu UOKiK znajduje się podsumowanie. Powtarza najważniejsze informacje liczbowe, po czym trafnie zwraca uwagę, że choć ingerencje państwa w gospodarkę rynkową mogą być niezbędne, to należy zawsze sprawdzać, czy dana ingerencja osiągnęła zakładany cel przy możliwie najmniejszym naruszeniu zasad konkurencji na rynku. Ponieważ większość pomocy publicznej w Polsce, podobnie jak w całej Unii, miała formę pomocy horyzontalnej i regionalnej, jej wpływ na konkurencję był – zdaniem UOKiK mniej istotny.

>>zobacz video: Pomagając firmom, szkodzimy rynkowi

Podobnie optymistycznie ocenia UOKiK pomoc dla największych beneficjentów – nie miała ona zdaniem urzędu negatywnego wpływu na konkurencję. Tylko jeśli chodzi o transport, jak piszą  autorzy raportu, ingerencja władz może być bardzo destrukcyjna dla konkurencji. „Nawet niewielka pomoc udzielona przewoźnikowi na rynku lokalnym spowodować może wykluczenie innych podmiotów z rynku lub też zapobiec ich wejściu na rynek”. Ale po tych ogólnych uwagach nie ma ani słowa o tym, jak konkretnie oceniono pomoc publiczną w Polsce, zwłaszcza w transporcie kolejowym.

Pomoc dla rolników i dla Lasów Państwowych

Drugie istotne sprawozdanie o pomocy publicznej  – w sektorze rybołówstwa i rolnictwa  -także liczone jest w Ekwiwalencie Dotacji Brutto. W 2011 roku w sektorze rolnictwa udzielono pomocy w wysokości 2,2 mld zł w postaci dotacji i 558 mln zł w postaci   zwolnienia od podatku od nieruchomości  (zwolnienia udzielają samorządy).

Jeśli chodzi o dotacje, to były to dotacje na dofinansowanie kosztów postępu biologicznego, zwalczanie chorób zakaźnych, do ubezpieczeń upraw i zwierząt, ale przede wszystkim związane z liniami kredytowymi dla rolników na zakup ziemi i inwestycje. 200 mln zł otrzymały Lasy Państwowe w postaci pomocy indywidualnej na rekultywację terenów zdegradowanych i retencję terenów górskich i nizinnych. 635 mln zł kosztował zwrot akcyzy zawartej w cenie oleju napędowego wykorzystywanego w produkcji rolnej. Nadto pomoc de minimis w sektorze rolnictwa wyniosła 25,8 mln euro (ponad 100 mln zł). W rozdziale „Ocena udzielonej pomocy w sferze konkurencji”  tej oceny w ogóle nie ma, jest tylko klasyfikacja najważniejszych programów.

Jeśli chodzi o  płatności bezpośrednie, z danych ARIMR wynika, że za 2012 rok wyniosły 13,7 mld zł  (stan na 15.7.2013). Płatności ONW (wsparcie gospodarowania na terenach niekorzystnych i górskich) wyniosły 1363 mln zł,  a rolnośrodowiskowe 1411 mln zł.  Z danych wynika, że tak zwana kampania 2012 r. właśnie się kończy, a kwoty ostateczne mogą być tylko minimalnie większe. Słowem razem 16,5 mld złotych gotówką.

Oczywiście w przypadku gospodarstw nietowarowych płatności bezpośrednie są jedynie formą wsparcia socjalnego. Przyjmując jednak, że dwie trzecie gruntów rolnych (68 proc.) znajduje się w gospodarstwach o powierzchni powyżej 10 hektarów można założyć, że w nich jest to pomoc publiczna o charakterze gospodarczym, a gospodarstwa te są firmami  rolniczymi produkującymi towary na rynek.

Czy to, aby na pewno wszystko?

Podsumujmy zatem szybko:

21,5 mld zł – pomocy publicznej (bez de minimis),

2,8 mld zł – pomoc publiczna w rolnictwie,

3,5 mld zł – pomoc de minimis (w tym ok. 100 mln zł w rolnictwie)

ok. 10-11 mld zł – różne formy dopłat bezpośrednich w gospodarstwach powyżej 10 hektarów.

W sumie 38-39 mld zł. W praktyce pomoc może być nawet wyższa. Trzy kategorie finansów publicznych są szczególnie podejrzane.

Po pierwsze, preferencje podatkowe zgodnie z raportem Ministerstwa Finansów kosztowały w 2011 roku 79,1 mld zł (PIT, CIT, VAT akcyza, podatki lokalne). Jednak do pomocy publicznej zaliczono, jak się wydaje, tylko niewielką część tej kwoty. Zapewne zgodnie z definicjami i regułami, natomiast niekoniecznie w zgodzie z odczuciami. W końcu obniżona stawka VAT zaburza konkurencję między producentami różnych towarów starających się o te same złotówki z portfeli konsumentów.

Po drugie, potencjalne zobowiązania z tytułu poręczeń i gwarancji  wynoszą już prawie 100 mld zł (97,4 mld według stanu na koniec 2012 roku). Jednak ze sprawozdań  wynika, że jako pomoc publiczną policzono zaledwie 0,5 procenta, choć z pewnością różnice oprocentowania między kredytami gwarantowanymi i niegwarantowanymi przez państwo są ogromne.

Po trzecie, należności podatkowe Skarbu Państwa to 69,8 miliarda złotych (stan na koniec 2012 roku), w tym prawie 39 mld zł należności podatkowych. Część jest zaliczana do pomocy publicznej (to ulgi i odroczenia płatności, rozkładanie na raty etc.). Ale czy z tych należności analizowano szczegółowo wszystkie? Wszak jeśli ktoś od lat bezkarnie nie płaci podatków lub z ogromnym opóźnieniem, to też jakby otrzymywał pomoc publiczną, tyle, że nieformalnie.

Nawet jednak jeśli podejrzenia są niesłuszne, nie ma wątpliwości, że chodzi o gigantyczne pieniądze.

W porównaniu z innymi

Może jednak w porównaniu z innymi państwami to wcale nie jest dużo? Niestety, jest i to bardzo. Najlepiej byłoby odpowiedzieć na to pytanie korzystając z danych dla innych krajów Unii Europejskiej. Niestety statystyka unijna ujmuje tylko część pomocy publicznej – widać to po kwotach w tabelach Eurostatu. Na przykład pomoc publiczną w 2011 roku Eurostat wylicza w Polsce w sumie na 2,8 mld euro (bez kolei).

Wyliczenia Eurostatu mają jednak tę zaletę, że metodologia jest wspólna dla wszystkich krajów Unii.  Z porównania wynika, że jeśli chodzi o pomoc publiczną w rolnictwie w 2011 roku wyniosła w Polsce  0,69 miliarda euro i było to 0,19 procent PKB, co plasuje nas na 11 miejscu w Unii, ex aequo z Rumunią. Jest to znacznie wyższy odsetek niż średnio w Unii (0,07 proc. PKB). Największa jest pomoc dla rolników w Finlandii i na Łotwie (ponad 0,6 proc. PKB). Kwotowo jesteśmy na 7 miejscu za Francją, Finlandią, Niemcami, Włochami, Hiszpanią i Holandią, ale przed Wielka Brytanią (bez dopłat bezpośrednich).

Niekryzysowa pomoc dla przemysłu i usług wyniosła według Eurostatu w Polsce  2,13 mld euro, czyli mniej niż 10 miliardów złotych, co odpowiada 0,58 procenta PKB. To więcej niż średnio w Unii (0,42 proc.) i w relacji do PKB. Wskaźnik ten plasuje nas na 8 miejscu, podobnie jak w wartościach bezwzględnych.

Wydaje się zatem, że pomoc publiczna jest w Polsce stosunkowo duża i kosztowna. Największy problem jest jednak nie w tym,  gdzie ona jest kierowana, ale z jakim efektem

Nie bardzo wiadomo, czy w ogóle nam się ona opłaca.

Kilka publikacji na temat efektywności pomocy publicznej dotyczy specjalnych stref ekonomicznych. Z pracy Jarosława Nazarczuka (Uniwersytet Warmińsko Mazurski) wynika, że łączna wielkość zwolnienia od podatku dochodowym w latach 1998-2011 wyniosła prawie 9 mld zł przy inwestycjach 73,2 mld zł. Ponieważ powstało 241,6 tys. miejsc pracy, jedno miejsce pracy wymagało 37 tys. zł zwolnienia. Z wyliczeń Jarosława Nazarczuka wynika też, że jeżeli nie uwzględniać transferów związanych z VAT, z 1 zł pomocy w latach 2006-2010 mieliśmy 1,2 zł efektów bezpośrednich i 4,2 zł bezpośrednich i pośrednich łącznie. Efekty bezpośrednie to podatki płacone przez przedsiębiorstwa (akcyzowy, nieruchomości, rolny, opłaty notarialne i inne). Natomiast pośrednie to składki na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne płacone przez pracodawców i pracowników oraz podatek dochodowy pracowników.

Po uwzględnieniu VAT (VAT do zapłaty jest w firmach działających w strefach niższy niż VAT do zwrotu) odpowiednie kwoty wynoszą 10 groszy i ok. 3 złotych.  A zatem po uwzględnieniu VAT efekty bezpośrednie były 10-krotnie mniejsze niż udzielona pomoc.

Autor uważa jednak, że per saldo strefy nam się opłacają. Pisze: „Trzykrotnie wyższe wpływy do budżetu państwa względem wartości pomocy publicznej i niepublicznej udzielonej przedsiębiorcom działającym na terenie SSE pozwalają korzystnie ocenić skuteczność tego instrumentu z punktu widzenia budżetu państwa”.

Najwyższa Izba Kontroli kilkakrotnie kontrolowała istnienie  specjalnych stref ekonomicznych. W dokumencie pokontrolnym dotyczącym funkcjonowania stref w latach 2006-2008 i opublikowanym na początku 2010 roku napisano : „NIK ocenia negatywnie brak w Ministerstwie Gospodarki pogłębionych analiz i ocen efektywności funkcjonowania specjalnych stref ekonomicznych, mimo upływu ponad 10 lat od czasu ich utworzenia, jak też brak długofalowej szczegółowej koncepcji działania tych stref. Nie zbilansowano osiągniętych przez państwo korzyści z poniesionymi kosztami, które w całości nie są znane.

Podjęcie przez Radę Ministrów decyzji o wydłużeniu okresu funkcjonowania stref do 31.12.2020 r.  nie było zatem poprzedzone oceną zasadności utrzymywania tej formy stymulowania rozwoju gospodarki”. Z kolei  w dokumencie poświęconym funkcjonowaniu stref w latach 2006 -2010 i opublikowanym w 2012 roku NIK wyliczył, że w tych latach pomoc publiczna na stworzenie jednego miejsca pracy wynosiła w strefach już ok. 80 tys. zł .

W tym dokumencie pokontrolnym NIK stwierdziła także, że „Minister Gospodarki nie dysponował danymi umożliwiającymi ocenę efektywności pomocy publicznej udzielanej zarządzającym strefami i przedsiębiorcom strefowym”.

Czyli nic się nie zmieniło, ministerstwo gospodarki nadal nie wiedziało, czy pomoc publiczna w strefach ma sens ekonomiczny. Mimo to Najwyższa Izba Kontroli… pozytywnie oceniła działalność stref.   Ten pogląd podtrzymał  rząd i  przedłużył po raz kolejny ich istnienie – teraz do roku 2026.

Problem polega też na tym, że  w analizach dotyczących SSE nie próbuje się oszacować, ile inwestycji zostałoby zlokalizowanych w Polsce nawet bez ich istnienia i bez systemu wsparcia. Połowa, jedna trzecia, żadna czy może prawie wszystkie? I jakie wówczas byłyby wpływy do budżetu, ile by powstało miejsc pracy etc.

Tyle o strefach. A jak wygląda pomoc sektorowa?  Miłosz Stanisławski (Wyższa Szkoła Ekonomiczno-Informatyczna w Warszawie) w miesięczniku Bank i Kredyt  (rocznik  41 (6), 2010, 85–104)  w artykule „Ocena efektywności restrukturyzacji wybranego sektora gospodarki w Polsce z wykorzystaniem taksonomicznego miernika rozwoju społeczno-gospodarczego” tak podsumowuje swoje badanie efektywności restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego: „Na podstawie przeprowadzonych analiz nie można określić wyraźnej korelacji pomiędzy wielkością udzielonej pomocy publicznej, a efektami restrukturyzacji w badanych podmiotach. Wydaje się jednak, że zwiększenie pomocy publicznej nie będzie prowadzić automatycznie do zwiększenia efektywności restrukturyzacji. Można nawet sformułować tezę, że przyznanie mniejszej pomocy publicznej będzie się wiązało z osiągnięciem lepszych rezultatów dostosowań przez badane podmioty z branży górniczej”.

Warto zatem przypomnieć, że tylko w latach 1998-2003 górnictwo otrzymało ponad 30 mld zł pomocy publicznej. Było to tuż przed wejściem Polski do Unii, kiedy wiadomo było, że potem takiej pomocy nie można już będzie udzielić. Problemy niskiej efektywności górnictwa pozostały nie rozwiązane do dziś.

Z kolei trzy stocznie w Szczecinie Gdyni i Gdańsku w latach 2004-2008 otrzymały 8,5 mld zł (dane z pracy Marcina Kowalczyka i Benedykta Puczkowskiego. Dwie z nich nie istnieją, trzecia boryka się z tymi samymi problemami co wcześniej.  Nic w tym zresztą nadzwyczajnego nie ma. Śmiertelność firm, które otrzymały pomoc  na ratowanie w Unii Europejskiej w latach 1995-2003 wynosiła 50 proc., według badań Chindooroya, Mullera i Notaro, opublikowanych w artykule „Company survival following rescue and restructuring State aid”.

To znaczy, że co druga ratowana firma i tak upadła. W przypadku restrukturyzacji co piąta. Z innych badań wynika, że w Polsce subsydia dla przemysłu obniżyły konkurencyjność na rynku krajowym.  W Słowenii sprawdzono, że pomoc na ratowanie i restrukturyzację oraz pomoc sektorowa były nieefektywne. Nawet pomoc na badania i rozwój jest czasami nieefektywna (Norwegia). Wszystkie te przykłady wyników badań podaje Magdalena Kąkol z Wydziału Ekonomicznego UMCS w Lublinie w prezentacji „Efektywność pomocy publicznej w Unii Europejskiej” dostępnej na stronie UOKiK.

Pomoc polityczna, a nie publiczna

W sumie pomoc publiczna udzielana w Polsce jest relatywnie wysoka, a jej efektywność badana słabo, lub w ogóle. Charakteryzuje się ogromną liczbą programów i dysponentów, co podwyższa jej koszty. Preferuje ona wielkie firmy z sektora państwowego i komunalnego. Z danych epizodycznych wynika, że w wielu przypadkach są to wyrzucone pieniądze. W wypowiedziach publicznych oficjeli unijnych częściej pojawia się kwestia kontroli udzielania pomocy publicznej, niż samej pomocy, a zwłaszcza jej efektywności.

Schemat intelektualny jest taki: pomoc narusza konkurencję, potencjalnie jest ekonomicznie szkodliwa, trzeba patrzeć komu i jak jest udzielana, prowadzi do suboptymalnych nakładów itd. itp. Po czym pojawia się wytłumaczenie, że jest niezbędna ze względu na „porażki rynku” – „market failures”.

Oczywiście np. w przypadku pomocy dla LOT czy górnictwa, od których zaczęliśmy, nie ma tu żadnej „market failure” – jest wyłącznie dominacja czynnika politycznego nad ekonomicznym oraz nieudolność i koniunkturalizm państwowego właściciela kopalni i linii lotniczych oraz  kolejnych mianowanych przez niego prezesów. Nic oczywiście nie zmusza rządu do dotowania LOT – ani transport lotniczy ani miejsca pracy w Polsce nie znikną po bankructwie LOT. Tak jak bankructwo najbardziej nieefektywnych kopalni nie zlikwiduje górnictwa i energetyki w Polsce. Motywem podtrzymywania ich istnienia jest wyłącznie interes polityczny grupy trzymającej w danej chwili władzę.

Firmy PKP od lat są beneficjentem pomocy publicznej. Foto: ah&am (CC BY-NC 2.0)
Pomoc-publiczna-w-Polsce-w-kolejnych-latach.
Pomoc-publiczna-w-Polsce-w-kolejnych-latach.
Pomoc-publiczna-ze-względu-na-przeznaczenie-
Pomoc-publiczna-ze-względu-na-przeznaczenie-

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Jak rozwijał się kryzys 2007-2009 - infografika, kalendarium

Kategoria: Polityka pieniężna
Jak rozwijał się kryzys 2007-2009 - infografika, kalendarium

Strefy ekonomiczne czeka lifting

Kategoria: Analizy
Strefy ekonomiczne czeka lifting

Specjalne strefy ekonomiczne czeka renesans

Kategoria: Analizy
Specjalne strefy ekonomiczne czeka renesans

Popularne artykuły

Gdzie będzie polska gospodarka za lat 5, 10

Kategoria:
Gdzie będzie polska gospodarka za lat 5, 10

Finanse publiczne: Brak długofalowego myślenia

Kategoria: Rynki kapitałowe
Finanse publiczne: Brak długofalowego myślenia

Bankowość pod okiem Allaha

Kategoria: Rynek bankowy
Bankowość pod okiem Allaha

Jak rozwijał się kryzys 2007-2009 - infografika, kalendarium

Kategoria: Polityka pieniężna
Jak rozwijał się kryzys 2007-2009 - infografika, kalendarium

Łosoś nie zastąpi ropy. Norwegia w kryzysie

Kategoria: Wskaźniki ekonomiczne
Łosoś nie zastąpi ropy. Norwegia w kryzysie

Pracownicy widmo, czyli jak komputery wynajmują ludzi do prostych prac

Kategoria: Trendy gospodarcze
Pracownicy widmo, czyli jak komputery wynajmują ludzi do prostych prac