Autor: Monika Czerwonka

Dr hab. Monika Czerwonka, prof. SGH w Warszawie, pracownik Instytutu Finansów

Pieniądze szczęścia nie dają

W ekonomii pojęciu szczęścia najbliższa jest koncepcja użyteczności. Zgodnie z nią racjonalny człowiek dąży do maksymalizacji przyjemności lub pożytku z konsumpcji danego towaru czy usługi. Każda jednak kolejna pyszna kawa czy pączek, każdy sukces w pracy, a nawet każde wzbogacenie się, nie podnosi nam poziomu satysfakcji z życia. Czym zatem jest szczęście i od czego zależy? Czy możemy w sposób trwały podnieść nasz poziom szczęśliwości?
Pieniądze szczęścia nie dają

(©Envato)

Badania pokazują, że na nasze samopoczucie wpływają zarówno uwarunkowania genetyczne, jak i czynniki społeczno-demograficzne, ekonomiczne, sytuacyjne, kulturowe, a nawet uwarunkowania religijne czy wpływy polityczne. Warunki materialne i perspektywy na przyszłość to dwa ważne aspekty dla większości ludzi, kiedy pytamy ich o zadowolenie z życia. Osoby bogatsze wykazują wyższą satysfakcję z życia niż osoby biedniejsze. Dodatkowe dochody i bogactwo jednak nie zwiększają subiektywnego poczucia dobrobytu w nieskończoność.

Wiemy o tym na podstawie malejącej krańcowej użyteczności bogactwa. W miarę dodawania do dostępnych zasobów dodatkowych ilości jakiegoś dobra lub usługi, ich użyteczność krańcowa maleje, a każda kolejna konsumowana jednostka dobra jest mniejsza od korzyści krańcowej poprzedniej jednostki dobra. Badania pokazują, że chociaż w ostatnich dekadach dochód na głowę mieszkańca w wielu krajach gwałtownie wzrósł, średni poziom szczęścia pozostał na tym samym poziomie lub nawet spadł. Okazuje się zatem, że szczęścia nie da się po prostu kupić za pieniądze.

Badania pokazują, że chociaż w ostatnich dekadach dochód na głowę mieszkańca w wielu krajach gwałtownie wzrósł, średni poziom szczęścia pozostał na tym samym poziomie lub nawet spadł. Okazuje się zatem, że szczęścia nie da się po prostu kupić za pieniądze.

Dlaczego zatem wzrost dochodu nie ma silniejszego pozytywnego wpływu na satysfakcję z życia? Z odpowiedzią przychodzą m.in. psychologowie oraz ekonomiści behawioralni. Okazuje się, że w życiu nie dokonujemy ocen absolutnych, ale porównujemy się z naszym środowiskiem społecznym, z przeszłością lub z oczekiwaniami na przyszłość. Wyróżnia się dwa procesy psychologiczne, które silnie oddziałują na nasze poczucie szczęścia – porównania społeczne oraz adaptacja hedoniczna.

Zobacz również: 
https://www.dev.obserwatorfinansowy.pl/bez-kategorii/rotator/podstawowe-zalozenia-inwestowania-etycznego/

Punkt odniesienia

Aparat percepcji człowieka jest nastawiony na ocenę zmian lub różnic, nie zaś wielkości absolutnych. Percepcja jest zatem zależna od punktu odniesienia, czyli tzw. punktu referencyjnego, do którego się porównujemy. Kiedy reagujemy na takie czynniki, jak jasność, głośność lub temperatura, przeszły i bieżący ich poziom definiuje nasz punkt odniesienia. Każdy nowo napływający bodziec jest następnie postrzegany i porównywany w relacji do danego poziomu adaptacji. Oznacza to, że temperatura danego przedmiotu może być postrzegana jako wysoka lub niska w zależności od poziomu, do którego przywykliśmy. Ta sama zasada obowiązuje również w innych kwestiach, takich jak zdrowie, prestiż czy bogactwo. Zdaniem Daniela Kahnemana, autora teorii perspektywy, noblisty z ekonomii z 2002 r., ten sam poziom majątku, w zależności od faktycznego stanu posiadania, może oznaczać dla jednych skrajne ubóstwo, a dla innych niezmierzone bogactwo.

Subiektywność w stosunku do wartości absolutnych pokazuje badanie (V.H., Medvec, S.F. Madey, T. Gilovich (2002), When less is more: counterfactual thinking and satisfaction among olympic medalists. W: (red.) T. Gilovich, D. Griffin, D. Kahneman, Heuristics and biases. Cambridge University Press, Cambridge, 625–635), w którym analizowano reakcje brązowych i srebrnych medalistów olimpijskich. Sprawdzano, czy efekty porównań mogą być wystarczająco silne, by sprawić, że osoby znajdujące się w relatywnie gorszej sytuacji będą czuły się lepiej niż ktoś, kogo sytuacja jest relatywnie lepsza. Przeanalizowano sfilmowaną reakcję olimpijczyków, którzy zdobyli brązowy i srebrny medal. Okazało się, że postrzegana radość ze zdobycia brązu była znacznie większa niż ze zdobycia srebra. Powodem było porównywanie się do innych. Zdobywcy brązowych medali wyrażali radość z medalu w ogóle, natomiast srebrni medaliści pomniejszyli swój sukces uczuciem żalu z powodu niezdobycia złota.

Możemy zatem stwierdzić, że z punktu widzenia czysto ekonomicznego powinniśmy się kierować zasadą „im więcej, tym lepiej”, jednak z perspektywy psychologicznej należałoby raczej stosować regułę „im więcej niż inni, tym lepiej dla nas”.

Pułapka bieżni Adaptacja hedoniczna to kolejna zasadzka na naszej drodze do szczęścia. Koncepcja ta odnosi się do ogólnej tendencji ludzi do powrotu do ustalonego poziomu szczęścia pomimo życiowych wzlotów i upadków. Adaptacja hedoniczna jest porównywana do pułapki bieżni, czyli pędzącego w kołowrotku chomika, który pomimo ciągłych prób wzbicia się wyżej, pozostaje w tym samym miejscu. Oznacza to, że nawet nadzwyczajne zdarzenia, tj. np. wysoka podwyżka czy przeprowadzka do wymarzonego kurortu na stałe, wpływają na nasze szczęście przez stosunkowo krótki czas. Schkade i Kahneman (1998) ujawnili, że choć „życie w Kalifornii” jest dla wielu niedoścignionym marzeniem, to w rzeczywistości, w dłuższej perspektywie, nie czyni ludzi szczęśliwszymi (D.A. Schkade & D. Kahneman (1998). Does living in California make people happy? A focusing illusion in judgments of life satisfaction. Psychological science, 9(5), 340–346).

Później powracamy do wyjściowego poziomu szczęścia. Adaptacja hedoniczna może zatem oznaczać również i to, że wszelkie interwencje polityczne rządu mające na celu poprawę subiektywnego poziomu szczęścia populacji są skazane na niepowodzenie, ponieważ ludzie z czasem przestają widzieć zmiany w okolicznościach życiowych.

Ludzie dostosowują się do okoliczności zarówno przyjemnych, jak i nieprzyjemnych. Niestety, nie istnieje w tym przypadku symetria i dostosowanie się do przyjemnych okoliczności występuje szybciej niż dostosowanie się do nieprzyjemnych zmian. Psychologowie tłumaczą adaptację – czy to sensoryczną (np. do nieprzyjemnego zapachu lub dużego ciężaru), czy fizjologiczną (np. do bardzo gorących lub zimnych temperatur), czy hedoniczną (np. na podwyżkę pensji) – jako naszą odpowiedź na bodźce, które są stałe lub powtarzane. Jest to swoisty, wrodzony i uwarunkowany biologicznie mechanizm odpowiedzialny za zarządzanie naszymi emocjami, który chroni nas w pewien sposób przed trwale negatywnym wpływem zmian.

Uwarunkowania genetyczne w 50 proc. wpływają na to, w jakim stopniu czujemy się szczęśliwi. Szczególne znaczenie mają tu takie wrodzone cechy osobowości, jak neurotyczność i ekstrawersja

Szczęście mamy w genach

Jakie czynniki odgrywają główną rolę w poziomie naszego subiektywnego szczęścia? Badania pokazują, że uwarunkowania genetyczne w 50 proc. wpływają na to, w jakim stopniu czujemy się szczęśliwi. Szczególne znaczenie mają tu takie wrodzone cechy osobowości, jak neurotyczność i ekstrawersja. Ich osobnicze natężenie odpowiada za utrzymywanie względnie stałego w czasie (lub brak tej umiejętności) poziomu zmartwień, poczucia winy, zaangażowania społecznego, entuzjazmu i pewności siebie. Są one zakorzenione w neurobiologii, dziedziczone i z reguły zmieniają się tylko nieznacznie w ciągu naszego życia.

Następną grupą czynników decydujących o poczuciu szczęścia są czynniki środowiskowe, które mogą obejmować np. region geograficzny czy kulturowy, w którym mieszkamy. Znaczenie mają także czynniki demograficzne, tj. wiek, płeć czy pochodzenie etniczne oraz inne zmienne dotyczące naszego statusu życiowego, np. stan cywilny, status zawodowy, pewność zatrudnienia, dochody, stan zdrowia i przynależność religijna. Dowody empiryczne pokazują, że ludzie, którzy otrzymują wyższe wynagrodzenie, są szczęśliwsi oraz że klasa średnia jest nieco szczęśliwsza od klasy robotniczej. Osoby pozostające w związku małżeńskim są szczęśliwsze od tych, które są samotne, rozwiedzione lub owdowiałe. Ponadto osoby zaangażowane religijnie są stosunkowo bardziej skłonne do oceniania siebie jako „bardzo szczęśliwe”. Wbrew jednak początkowym oczekiwaniom zakładającym, że czynniki zewnętrzne, tj. dochód czy zdrowie fizyczne, będą silnie związane ze szczęściem, okazuje się, że łącznie odpowiadają one jedynie za 8–15 proc. wariancji w poziomie szczęścia.

Zobacz również:
https://www.dev.obserwatorfinansowy.pl/bez-kategorii/rotator/ekonomia-szczescia-2/

Szczęście jest w naszych rękach

Czy jest zatem nadzieja na to, że możemy zmienić nasz wyjściowy poziom zadowolenia z życia i choć na chwilę wzbić się na wyżyny szczęśliwości? Okazuje się, że aż 40 proc. „mocy” jest w naszych rękach, a dokładniej w celowych, zamierzonych działaniach, jakie możemy podjąć. Sonja Lyubomirsky, jedna z czołowych psycholożek pozytywnych na świecie, wykładająca psychologię na Uniwersytecie Kalifornijskim, podaje kilka sposobów na to, aby podnieść nasz subiektywny poziom szczęścia.

Skrótowo sprowadza się to do działania w pewien określony sposób – rozwijania wdzięczności, pielęgnowania optymistycznego nastawienia do życia, unikania rozmyślania i porównań społecznych, bycia życzliwym i hojnym, pielęgnowania relacji, znajdowania czynności, które pomagają się rozwijać i unikać stresu, cieszenia się szczęśliwymi chwilami w życiu i ich powtarzania, zaangażowania się w realizację własnych celów, opracowania strategii pokonywania trudnych chwil, nauczenia się przebaczania, praktykowania religii i duchowości, dbania o swoje ciało.

Odsuwając na bok zarzuty, że powyższe działania celowe są „zbyt poradnikowe”, skoncentrujmy się raczej na tym, że wymagają pewnego wysiłku oraz że warto ten wysiłek podejmować – niezależnie od sytuacji życiowej, w której się znajdujemy. Istnieją bowiem badania wskazujące, że zamierzona aktywność przekłada się na dobre samopoczucie. Dla przykładu niektóre rodzaje aktywności behawioralnej, takie jak regularne ćwiczenia fizyczne lub staranie się o bycie miłym dla innych, wpływają pozytywnie na poziom naszej szczęśliwości, podobnie jak niektóre rodzaje aktywności poznawczej (zamierzone przeformułowanie sytuacji i przedstawienie jej w bardziej pozytywnym świetle).

Tym, co może przedłużyć poczucie szczęścia, jest m.in. pielęgnowanie wdzięczności. Wdzięczność sprzyja koncentracji na pozytywnych doświadczeniach, pozwala odczuwać większe zadowolenie i przyjemność z danej sytuacji.

Tym, co może przedłużyć poczucie szczęścia, jest m.in. pielęgnowanie wdzięczności. Wdzięczność sprzyja koncentracji na pozytywnych doświadczeniach, pozwala odczuwać większe zadowolenie i przyjemność z danej sytuacji. Chroni także przed negatywnymi stanami oraz łagodzi toksyczne emocje i odczucia, np. zazdrość, chciwość czy wszelkiego rodzaju urazy. Ludzie praktykujący na co dzień wdzięczność są bardziej usatysfakcjonowani tym, co mają, a więc są mniej podatni na takie emocje, jak rozczarowanie, żal i frustracja. Ich odczuwanie siebie (własnej wartości) jest mniej zależne od dóbr materialnych. Dodatkowo ludzie o wysokim nasileniu cechy wdzięczności mają lepsze relacje z innymi, bardziej chronią i dbają o relacje społeczne, są mniej samotni i odizolowani.

Pomóż innym, pomagając sobie

Kolejny ważny element wpływający na nasze poczucie szczęścia to działania charytatywne. Badania pokazują, że osoby, które pomagają innym, wykazują skłonność do zachowań prospołecznych lub altruistycznych, częściej oceniają się jako szczęśliwe. Działania charytatywne mogą sprzyjać życzliwemu postrzeganiu innych i swojej społeczności, zwiększeniu poczucia współpracy oraz świadomości własnego szczęścia. Ponadto ludzie, którzy dokonują aktów dobroci, postrzegają siebie jako osoby bardziej pewne siebie i skuteczne w działaniu. Badania pokazują także, że bezinteresowne pomaganie innym zmniejsza śmiertelność, a wolontariusze mają dużo niższe ryzyko wysokiego poziomu glukozy we krwi czy poważnego stanu zapalnego.

Badania pokazują, że osoby, które pomagają innym, wykazują skłonność do zachowań prospołecznych lub altruistycznych, częściej oceniają się jako szczęśliwe.

Neurobiolodzy dostarczają dowodów na to, że pomaganie innym ma korzystny wpływ na poziom hormonu stresu, czyli kortyzolu. Natura wyposażyła ludzi w wewnętrzne układy, które zachęcają do działań charytatywnych. Dobroczynność jest wbudowana w obszary nagrody w mózgu i uruchamia te same sieci połączeń, które uaktywniają się, kiedy sięgamy po proste przyjemności, takie jak słodycze czy papierosy. Pomaganie innym wpływa korzystnie na nasz organizm, podwyższając nie tylko nasz wyjściowy poziom szczęścia, ale również działając pozytywnie na nasze zdrowie poprzez obniżenie ciśnienia krwi oraz zmniejszając stany zapalne.

Trwałe zmiany w poziomie szczęścia lub zadowolenie z życia można zatem osiągnąć jedynie poprzez stały strumień nowych, pozytywnych bodźców, związany z celowymi, intencjonalnymi działaniami. Praktykowanie wdzięczności, wolontariat, utrzymywanie dobrych i ciepłych relacji z najbliższymi, w tym także z sąsiadami, zadbanie o sferę duchową, a także fizyczną są gwarantem długiego i szczęśliwego życia. Cóż, nawet jeśli życie zgodnie z tymi wskazówkami bywa trudne (czasem niemożliwe), warto próbować.

(©Envato)

Tagi


Artykuły powiązane

Uchodźcy z Ukrainy – zarys portretu

Kategoria: Trendy gospodarcze
W odróżnieniu od fal uchodźców z Syrii czy też wcześniej z Czeczenii, uchodźcy z Ukrainy to przede wszystkim dobrze wykształcone kobiety z dziećmi. Większość z nich deklaruje, że pobyt w Polsce jest jedynie czasowy i wrócą do ojczyzny po ustaniu walk. Cechują się dużą samodzielnością i przedsiębiorczością – zdecydowana większość poszukuje pracy jako źródła utrzymania, a spora część utrzymuje się dzięki środkom własnym.
Uchodźcy z Ukrainy – zarys portretu

Inflacja – zawsze zło czy czasem pozytywny motor?

Kategoria: Trendy gospodarcze
Inflacja to ogólnie wzrastanie. W przeszłości wiązano ją z pojęciem zwiększenia liczby pieniądza, który jest w obrocie ekonomicznym. Dzisiaj częściej jednak kojarzymy inflację ze wzrostem cen ogólnie, bo nie tylko czynniki monetarne wpływają na samą wartość cen produktów i usług – mówi Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.
Inflacja – zawsze zło czy czasem pozytywny motor?

MFW daje pieniądze, ale oczekuje od Ukrainy radykalnych zmian

Kategoria: Trendy gospodarcze
Ukraina z roku na rok w coraz większym stopniu uzależnia się od makroekonomicznego wsparcia płynącego zza granicy. Znaczącą rolę odgrywają tu środki wydzielane przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, jednak organizacja w zamian za nie żąda przebudowy gospodarki – i zdaniem części ekspertów – w większości niekorzystnej dla naszego sąsiada.
MFW daje pieniądze, ale oczekuje od Ukrainy radykalnych zmian