Mateusz Perowicz: Polskie produkty może wskazać aplikacja

Czasami za prawdziwie krajowe zakupy trzeba zapłacić więcej, ale to procentuje bo pieniądze zostają w budżecie na wydatki na nasze wspólne potrzeby – mówi Mateusz Perowicz z Klubu Jagiellońskiego, koordynator aplikacji Pola.

„Obserwator Finansowy”: Czym jest Pola i czemu warto zabrać ją na zakupy?

Mateusz Perowicz: Aplikacja Pola to narzędzie, które pomaga podjąć świadomą decyzję. Dostarcza tylko tych informacji, które są potrzebne, aby stwierdzić, czy dana firma jest polska, czy nie. Każda firma z osobna jest weryfikowana i sprawdzana. Bierzemy pod uwagę pięć kryteriów: czy firma jest zarejestrowana w Polsce, czy produkuje w Polsce, czy prowadzi w Polsce prace badawczo-rozwojowe, czy należy do zagranicznego koncernu i czy ma polski kapitał. Użytkownik skanując kod kreskowy danego produktu dostaje informacje na temat firmy, która to wyprodukowała. To konsument podejmuje decyzję, czy wystarcza mu np. 50 proc. udziału polskiego kapitału, czy szuka produktu, który musi mieć 100 proc. My tylko dostarczamy informacji.

Czyli nawet jeśli mamy jakieś przyzwyczajenia z dawnych czasów, że dana firma była kiedyś polska albo ma kod kreskowy 590, to jednoznacznie nie oznacza, że to produkt ze 100 proc. polskim kapitałem?

Tak. Trzeba pamiętać, że często dochodzi do przejęć oraz wykupów i firmy zmieniają właścicieli. To jednak nie zawsze widać na opakowaniu. Firma, która od 20–30 lat uchodziła za rodzimą markę, z dnia na dzień może stać się w całości brandem zagranicznego koncernu, który może nie płacić w Polsce podatków, który może zlikwidować część produkcji i przenieść zakłady oraz zostawić samą markę jako brand reklamowy. Dlatego trzeba to monitorować na bieżąco, aby szybko dostarczać te informacje.

Jeśli chodzi o kod 590, to jeden z największych mitów, z którym staramy się walczyć i który zapoczątkował prace nad aplikacją Pola. Wiadomo bowiem było, że rodacy chcą kupować polskie produkty i ten trend jest rosnący. W 2015 r., gdy zaczynaliśmy nasze prace, wiadomo było, że Polacy mają problem z rozróżnieniem naszych firm, bo to nie takie proste. Bardzo wiele firm zakładanych przez Polaków została sprzedana zagranicznym koncernom i nie każdy się zorientował, że to nastąpiło. Chcieliśmy, aby konsument dokonał świadomego wyboru. Jeśli ktoś chciałby kupować zagraniczne produkty z zagranicznym kapitałem świadomie, proszę bardzo, ale nie możemy dopuścić do sytuacji, gdy ktoś jest przekonany, że wspiera polską gospodarkę, a tak naprawdę nic z tej wydanej przez niego złotówki w Polsce nie zostaje i dlatego powstała aplikacja Pola.

Czy robiąc zakupy powinniśmy wybierać polskość nawet kosztem ceny albo jakości?

Zdecydowanie nie. Powinniśmy stymulować polskie firmy do rozwoju, udoskonalania produktów i nie powinniśmy wybierać produktów, chociaż są gorsze tylko dlatego, że są polskie. Ale czasami trzeba zapłacić więcej, bo to procentuje, gdyż wydane pieniądze, zostają w kraju i trafiają do budżetu, a z tego są remontowane szkoły i tory kolejowe, kupowany sprzęt medyczny. Im więcej tych pieniędzy, zostanie w budżecie, tym większy zysk dla nas wszystkich, dla lokalnej wspólnoty.

Na stronie Klubu Jagiellońskiego znajdują się badania ICAN Research, z których wynika, że najpopularniejszym motywem zakupu polskich produktów z 61 proc. wskazań, jest to, że „są smaczne”. Czy zatem sami Polacy nie kojarzą naszych produktów z czymś więcej niż z żywnością?

Na to się składa kilka problemów. Po pierwsze, w latach 80. i 90. wiele polskich firm chciało udawać zagraniczne marki, bo wtedy byliśmy wszyscy spragnieni oryginalnych zachodnich brandów, których przez lata nie było. Wiele polskich firm ze stuprocentowo polskim kapitałem przybrało obco brzmiące nazwy i choć do dzisiaj są w stu procentach polskie, to mało kto o tym wie. Po drugie, nie mamy świadomości, że polskie firmy i nasze produkty odnoszą sukcesy nie tylko w kategoriach rolno-spożywczych. Ale faktycznie polskich produktów spożywczych jest zdecydowanie najwięcej, a w innych kategoriach jest ich mniej, jednak bez problemu można je znaleźć.

Wybuch wojny w Ukrainie spowodował wzmożenie akcji, aby nie kupować w firmach, które nie wycofały się z Rosji. Czy ugięły się one pod presją i czy bojkot konsumencki firm jest skuteczny?

Skuteczność bojkotów konsumenckich to trudne zagadnienie, bo wszystko zależy od tego, jaki cel sobie postawimy. Ciężko jednak znaleźć taki bojkot, po którym zupełnie nic się nie wydarzyło. Zawsze firma w jakiś sposób reaguje i podejmuje działania, poprawia standardy, uruchomi jakąś akcję solidarnościową, żeby załagodzić sytuację, więc zawsze jakiś efekt jest. Niekoniecznie jednak to maksimum jest osiągane. Jeśli chodzi o rosyjską inwazję na Ukrainę, to po pierwsze, staraliśmy się zareagować bardzo szybko i wprowadziliśmy w aplikacji Pola oznaczenie, które produkty pochodzą z Rosji i z Białorusi, żeby konsument o tym wiedział. Po drugie, przygotowaliśmy listę rosyjskich biznesów działających w Polsce i to był najlepiej czytany tekst na portalu Klubu Jagiellońskiego w całym roku, absolutny rekord. To pokazywało, jak wielkie jest zainteresowanie, jak duża jest chęć podejmowania świadomej decyzji. Sama aplikacja przeżywała wtedy trzeci w swojej historii pik popularności i najwięcej pobrań.

Czy za sukces można uznać fakt, że 100 tys. ludzi zostało uświadomionych czy dana firma wycofała się z Rosji, czy nie? Różnie można to mierzyć. W naszym przekonaniu odnieśliśmy sukces, choć to nie był stuprocentowy sukces, bo nie wszystkie zachodnie firmy wycofały się z Rosji i do dzisiaj kilka z nich tam funkcjonuje. Ale też wiele ma problemy, tak jak np. w Norwegii wiele firm, które do dzisiaj nie wyszło z Rosji, ma spore kłopoty. Te efekty nie są bowiem natychmiastowe, czasami występują dopiero po roku. Ale jeśli i konsumenci są zdeterminowani, to jakieś działania zostaną podjęte w reakcji na bojkot.

Jakie są statystyki dotyczące pobrań aplikacji Pola?

Liczba pobrań jest śledzona na bieżąco i każde kolejne skanowanie bardzo nas cieszy. Aplikacja Pola powstała za 0 zł i był to wynik pracy wolontariuszy zrzeszonych w Klubie Jagiellońskim. Do dzisiaj jest ona darmowa, bez reklam. Nie pobieramy też żadnych danych o użytkownikach. Warto też wspomnieć, że po rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 r. mieliśmy 12 mln skanowań produktów i ponad trzy tysiące zweryfikowanych firm głównie z branży rolno-spożywczej. To daje nam 70 proc. pokrycia całej oferty produktowej dostępnej w największych sieciach handlowych. Oczywiście każda firma wprowadza nowe produkty i nowe smaki, ale to na bieżąco weryfikujemy. Zweryfikowaliśmy prawie 70 proc. produktów w podstawowej branży FMCG.

– Rozmawiał Marek Pielach

Rozmowa przeprowadzona 14 września 2023 r. podczas Krynica Forum.

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Cyfrowe oblicze wojny na Bliskim Wschodzie

Kategoria: Społeczeństwo
Wojna między Izraelem a Hamasem przypomniała o istnieniu aplikacji ostrzegających o atakach rakietowych. Platformy, które istnieją prawie od dziesięciu lat, korzystają z danych izraelskiego Home Front Command w czasie rzeczywistym. Aplikacje czerwonego alertu po raz pierwszy zyskały popularność podczas wojny w Gazie w 2014 r., która była jedną z najbardziej śmiercionośnych eskalacji konfliktu izraelsko-palestyńskiego od wojny Jom Kippur w 1973 r.
Cyfrowe oblicze wojny na Bliskim Wschodzie

Fenomen ChatGPT i jego skutki

Kategoria: Trendy gospodarcze
Niedawne udostępnienie przez kalifornijski startup OpenAI bota ChatGPT i rozwój tego typu rozwiązań z obszaru sztucznej inteligencji będzie miało wpływ na wiele branż, w tym technologiczno-informatyczną. Zaostrzy to konkurencję rynkową, kreując nowe szanse, ale także generując nie do końca zdefiniowane jeszcze ryzyka.
Fenomen ChatGPT i jego skutki

Gotówka ma wartość

Kategoria: Usługi finansowe
Pandemia COVID-19 oraz wojna rosyjsko-ukraińska wywołały reakcję władz i banków centralnych, od Europy po Stany Zjednoczone, na podejście do usług finansowych oraz płatniczych.
Gotówka ma wartość