Autor: Jacek Strzelecki

Juan hybrydowy – chiński pomysł na międzynarodową walutę

Od trzech lat chiński rząd świadomie realizuje stonowany program internacjonalizacji juana. Początkowo u ekspertów wzbudzało to drwiący uśmiech. Dziś rodzi coraz większe zainteresowanie.  Przełom nastąpi w maju tego roku, gdy prawdopodobnie powstanie w Europie pierwsze bankowe centrum rozliczeń i płatności w juanie.
Juan hybrydowy - chiński pomysł na międzynarodową walutę

(CC By cbcastro)

Kiedy 10 lat temu chiński rząd zlecił swoim ekspertom szczegółową analizę systemów pieniężnych wysokorozwiniętych gospodarek, nikt na światowych rynkach nie brał poważnie pod uwagę możliwości wprowadzenia juana do transakcji międzynarodowych. Uzyskanie przez chińską walutę stopnia operacyjności równej dolarowi, euro czy jenowi wydawało się mrzonką smoka.

Zachodni ekonomiści – owszem – rozważali taką sytuację, ale w prognozach wskazywali datę odległą o dziesiątki lat. Gdy ktoś perspektywę skracał był przedmiotem krytyki, a nawet kpin. Eksperci twierdzili wtedy, że choć chińska gospodarka dynamicznie się rozwija, to nie ma niezbędnej bazy, a sama góra pieniędzy do wykreowania juana nie wystarczy.

Tymczasem Pekin systematycznie pracował nad stworzeniem takiego rozwiązania, które połączyłoby kontrolę państwa z mechanizmami wolnej gospodarki. Z jednej strony bazowałoby na chińskim modelu gospodarczym i pozostało pod całkowitą kontrolą rządu, a z drugiej – fundamenty systemu uzyskałyby oparcie w mocnych wskaźnikach ekonomicznych. Całość zaś miała odpowiadać na naturalne potrzeby rynku.

Słabości wasze, słabości nasze

W 2005 r. chiński rząd zdecydował o podniesieniu kursu juana o 2,1 proc. i zrezygnował ze sztywnego powiązania juana z dolarem. Ten ruch był dla świata zaskoczeniem. Ale uznano, że jest to wyłącznie efekt skutecznych nacisków politycznych Stanów Zjednoczonych na Chiny, których towary eksportowe zalewały amerykański rynek.

W chwili uwolnienia juan umocnił się wobec dolara o 20 proc. Kurs USD spadł z 8,27 RMB (oficjalna nazwa juana to renminbi) do 7,61 RMB.  Od tamtego czasu ma miejsce systematyczne dowartościowywanie chińskiej waluty, choć wahania dzienne są ograniczone do 0,5 proc. wobec kursu ustalanego przez Ludowy Bank Chin (bank centralny). Sytuacja zmieniła się kilka dni temu, gdy Ludowy Bank Chin przesunął widełki kursowe z 0,5 pkt proc. do 1, 0 proc. Obecnie jeden dolar amerykański kosztuje 6,36 juanów.

Jak wytłumaczyć taką politykę Pekinu? Otóż według profesora Roberta Mundella, laureata Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, Chiny powinny utrzymać stały kurs wymiany juana do chwili, gdy ich gospodarka, o modelu eksportowym, będzie posiadać zdolność wzrostu bez szkody dla równowagi całego systemu.

Innymi słowy, jeśli rosnącej sprzedaży towarów lub usług za granicę nie towarzyszy rozwój rynku krajowego, to powstają napięcia w bilansie płatniczym i konieczna jest rewaluacja waluty. Zdaniem Mundella wzrost oficjalnej ceny waluty krajowej względem obcej jest zaś najmniej dokuczliwy dla obywateli tylko w sytuacji gdy PKB obu krajów jest porównywalne. W przeciwnym razie na interwencji rządu i podwyżce ceny pieniądza krajowego (juana) potencjalny beneficjent (Chiny) straci, a reszta zyska.

Właśnie te badania Mundella są dla chińskich władz przeciwwskazaniem do rewaluacji juana. Przed walutowym ruchem powstrzymuje je nierównomierny rozwój gospodarczy zachodnich rejonów Państwa  Środka, zamieszkanych przez 800 mln ludzi, którzy ciągle nie korzystają z dobrodziejstw postępu ekonomicznego. Rząd ma również świadomość, że Chiny poziomem technologicznym  odbiegają od krajów rozwiniętych.

Nie ma natomiast przeszkód w regionalnej internacjonalizacji juana. Azjatyckie gospodarki poza kilkoma (Japonia, Korea Południowa, Singapur, Australia, Nowa Zelandia) albo są na podobnym poziomie rozwoju co Chiny, albo niżej. Dlatego też Pekin uznał, że skoro nie może własnej waluty zrewaluować, to może być ona wyeksportowana, a oceniane na 3,3 bln dol. rezerwy walutowe doskonale się do tego nadają. Są jednocześnie gwarancją powodzenia całej operacji.

Z takim podejściem zgadza się profesor Zhang Jun, z Fudan University w Szanghaju. Podkreśla, że presja na rewaluację juana nie wynika z rzeczywistych potrzeb chińskiej gospodarki. Jej prawdziwym powodem jest brak równowagi w gospodarce USA, co przejawia się ogromnym i chronicznym deficytem handlowym. Chiny aby osiągnąć poziom zbliżony do tego, jaki miała Japonia w momencie wyrażenia zgody na podwyższenie kursu jena, potrzebują długiego okresu szybkiego wzrostu gospodarczego.

W ocenie profesora Edwarda K.Y. Chena, z Hong Kong University, autora koncepcji o hiperwzroście w Azji, ostatni kryzys finansowy uświadomił władzy chińskiej, że musi zdywersyfikować swoją politykę inwestycyjną wobec rynków międzynarodowych, zwłaszcza w regionie. Zróżnicować politykę także wobec własnej waluty.

– Chiny muszą tak uczynić, bowiem właśnie wkraczają na wyższy poziom rozwoju ekonomicznego – podkreśla profesor Chen.

Blitzkrieg kuajing

Ekonomiści i finansiści nie mają wątpliwości co do tego, że ostatni kryzys finansowy przyspieszył internacjonalizację juana. Chiny poniosły wymierne straty na amerykańskich obligacjach, oceniły je na 400 mld dolarów. Strach przed głębszą katastrofą finansową zmusił Pekin do działania.

W 2008 r., w pierwszym dniu świąt Bożego Narodzenia, premier Wen Jiabao oznajmił światu, że rząd od pewnego czasu  prowadzi prace nad pilotażowym programem transgranicznych (przygranicznych) rozliczeń w juanie. Nazwano go kuajing maoyi renminbi jiesuan (czyt: kła dzing mao i żen min bi dzie słan), po angielsku  renminbi cross-border settlement.

Szef rządu podkreślił, że to narzędzie jest zarezerwowane wyłącznie do takich transakcji, w których jedną ze stron będzie chińska firma, a drugą zagraniczna, mająca swoją siedzibę w sąsiednim kraju. Pośrednikiem i wykonawcą operacji będzie zaś chiński bank. Na pierwsze centra rozliczeniowe wyznaczono Szanghaj i Hongkong, które – jak podkreślił wtedy Wen Jiabao – miały być też jedynymi.

www.dev.obserwatorfinansowy.pl (opr. DG /CC BY-NC-SA by Peter Fuchs)

www.dev.obserwatorfinansowy.pl (opr. DG /CC BY-NC-SA by Peter Fuchs)


Od tego momentu cały proces przebiegał już gładko. W kwietniu 2009 r. chiński premier oświadczył, że trwają ostatnie prace legislacyjne, a już w czerwcu tego samego roku Bank of China przeprowadził pierwszą w historii operację kuajing maoyi renminbi jiesuan o wartości 13,66 mln juanów (2 mln dol.).

Początek jednak nie był dobry. Okazało się bowiem, że procedury są skomplikowane, a koszty wcale nie mniejsze niż przy operacjach w tradycyjnych walutach. Szybko dokonano jednak zmian w prawie i liczba operacji kuajing gwałtownie się zwiększyła. W ubiegłym roku wartość rozliczeń w juanie sięgała już 1 bln 630 mld juanów (256 mld dol.), a od wprowadzenia operacji w 2009 r. przekroczyła 2 bln 580 mld juanów (408 mld dol.).

Aby podkreślić znaczenie operacji kuajing dla gospodarki Chin, wpisano je do 12 Planu Pięcioletniego, na lata 2011 – 2015, jako strategiczny cel działań chińskiego rządu. Według banku HSBC, w 2012 r. od 40 do 50 proc. wszystkich transakcji handlowych między Chinami a krajami Azji będzie przeprowadzone tylko w juanie.

www.dev.obserwatorfinansowy.pl (opr. DG /CC BY-NC by SpecialKRB)

www.dev.obserwatorfinansowy.pl (opr. DG /CC BY-NC by SpecialKRB)

Dzielenie tortu

Chińczycy, po doświadczeniach z amerykańskimi papierami wartościowymi, uznali, że w kontekście umiędzynarodawiania juana nie opłaca im się inwestowanie w ratowanie strefy euro. Inwestycja w wysokości 100 mld euro to zbyt wysoki koszt wejścia juana w kręg europejski.

Stosownie do teorii profesora Roberta Mundella, jedynym beneficjentem tej transakcji, z uwagi na nierówny poziom rozwoju, będzie euroland. Chiny, nawet przy tak szybko rozwijającej się gospodarce, dostaną jedynie balast, z którym w przyszłości nie będzie wiadomo, co zrobić.

Dlatego Pekin  woli pozostać na pewnym gruncie, czyli w Azji Południowo – Wschodniej, gdzie popularność juana rośnie w szybkim tempie. Wskazują na to wyraźnie  badania, przeprowadzone w ubiegłym roku przez bank HSBC, wśród małych oraz średnich przedsiębiorstw w Azji Południowo – Wschodniej. Aż 69 proc. azjatyckich MŚP oczekuje od swoich banków posiadania w ofercie obsługi transakcji wyrażonych w juanie.

Takie wyniki nie są zaskoczeniem dla profesora Edwarda K.Y. Chena. Jego zdaniem kryzys uświadomił bowiem wszystkim, że rozwiązanie współczesnych problemów nie tkwi obecnie w globalizacji.

– Siła i potencjał jest w regionalnych, lokalnych rynkach i ich oddziaływaniu w globalnej skali. Konstrukcja takiego rynku jest prosta i opiera się na prawdziwych więzach, a nie na rozwiązaniach przeszczepianych z innych miejsc – tłumaczy profesor Chen. – Często te obszary łączy historia, kultura, system polityczny i prawny, czasem język. Właśnie tam trzeba ułatwiać przepływ kapitału, ludzi, środków produkcji. Nie oznacza to, że należy zrezygnować z eksportu – dodaje ekspert.

Taką ocenę sytuacji potwierdza liczba umów typu swap, jakie Chiny podpisały z państwami w Azji. Do tego grona dołączają także kraje spoza kręgu azjatyckiego, jak Argentyna. Ostatnie zaś porozumienie krajów BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i RPA), zawarte w końcu marca na szczycie w New Delhi, szeroko otwiera drogę walutowym rozliczeniom w juanie.

Przełomowy krok w procesie umiędzynarodowienia renminbi wykonała Japonia. Pod koniec grudnia ubiegłego roku Pekin porozumiał się z Tokio, co do bezpośredniego wykorzystywania juana i jena we wzajemnych transakcjach. Jednocześnie japoński rząd zobowiązał się do zainwestowania do 10 mld dolarów ze swoich rezerw walutowych w juana. Pod względem wielkości i wartości transakcji, oferta Japonii jest śladowa. O jej znaczeniu przesądza fakt, że grupie państw G8 jest pierwszą w aktywa juana.

W wydanym komunikacie chiński rząd podkreślił, że celem tej umowy jest „zredukowanie ryzyka zmiany kursu i kosztów transakcji”. W ocenie ekspertów jest to jasny sygnał, że Pekin dąży zdecydowanie do uczynienia z juana realnej waluty alternatywnej dla dolara czy euro.

Wielki ruch wokół juana nie umknął uwadze globalnej finansjery. Ci, których w przeszłości z Azją, a ściślej z Chinami łączyły bliskie więzy, zareagowali natychmiast.

O juana mocno zabiega Londyn. Kanclerz skarbu w brytyjskim rządzie, George Osborne, powiedział w wywiadzie dla chińskich mediów, że stolica Wielkiej Brytanii jest idealną bramą do Europy i pomostem do Stanów Zjednoczonych dla chińskiej – oraz szerzej – azjatyckiej bankowości inwestycyjnej. Ministerstwo Skarbu Wielkiej Brytanii oraz hongkoński bank, Hong Kong Monetary Authority (HKMA), powołały, na razie, nieformalne forum prywatnego sektora finansowego które ma być centrum rozliczeń, płatności, przepływu kapitału i być miejscem rozwoju produktów finansowych denominowanych w juanie.

Swój udział w tym przedsięwzięciu zgłosiły banki: HSBC, Standard Chartered, Bank of China, Deutsche Bank i Barclays. W maju tego roku w Hongkongu odbędzie się pierwsze oficjalne spotkanie tego forum, na którym według zapowiedzi ma nastąpić jego zinstytucjonalizowanie. Gdy to się uda powstanie pierwsze w Europie centrum, tzw. hub offshore, dla chińskiej waluty i operacji denominowanych w juanie.

Dwa światy, jeden cel

Krytycy jednak nie odpuszczają i podnoszą zarzut, że internacjonalizacja RMB, jak nazywają to Chińczycy, nie ma nic wspólnego z wolnym rynkiem.

Wskazują, że ustalanie kursu juana przebiega nie zgodnie z powszechnie stosowanymi mechanizmami, ale według chińskiego pomysłu. Głównym i jedynym aktorem procesu jest Ludowy Bank Chin, który zezwala tylko na odchylenie notowań do 0,5 proc. dziennie w stosunku do kursu podstawowego, który zresztą sam codziennie ustala. Ponadto kontroli państwowej podlegają przepływy kapitału, co całkowicie wyłącza wolny rynek.

Krytycy podkreślają, że na globalny rynek finansowo – kapitałowy wprowadzany jest hybrydowy model waluty światowej. Chiny dążą do umiędzynarodowienia juana, przy jednoczesnym zachowaniu kontroli państwa nad kapitałem.

Ale w ocenie profesora  Edwarda K.Y. Chena obawy oponentów są przesadzone. Podkreśla, że dolar jeszcze długo będzie jedyną międzynarodową walutą, a juan nie chce go zastępować.

– Powody są dwa. Po pierwsze Chiny są krajem o stosunkowo krótkiej historii wzrostu gospodarczego. A drugi powód to taki, że juan byłby bardzo podatny na spekulacje – uzasadnia profesor.

Hybrydowość juana wzbudza ciekawość coraz większej liczby ekonomistów, bankierów, polityków. Jak każda nowość przyciąga uwagę. Ale fakt, iż dwie z największych gospodarek świata, Wielka Brytania i Japonia, angażują się w rozwój operacji denominowanych w juanie, należy odczytywać jako początek długookresowego trendu. Nie ma już od niego odwrotu – raczej prędzej niż później podejmowane obecnie zabiegi pozwolą ewoluować juanowi do rangi  światowej waluty rezerwowej.

Autor jest dziennikarzem Gazety Bankowej.

(CC By cbcastro)
www.dev.obserwatorfinansowy.pl (opr. DG /CC BY-NC-SA by Peter Fuchs)
Schemat-rozliczeń-kuajing-jiesuan
www.dev.obserwatorfinansowy.pl (opr. DG /CC BY-NC by SpecialKRB)
Operacje-kuajing-maoyi-renminbi-jiesuan-w-liczbach

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Czy juan ma szansę zastąpić dolara

Kategoria: Analizy
Czy juan ma szansę zastąpić dolara

Jak rozwijał się kryzys 2007-2009 - infografika, kalendarium

Kategoria: Polityka pieniężna
Jak rozwijał się kryzys 2007-2009 - infografika, kalendarium

Trudna internacjonalizacja chińskiego juana

Kategoria: Makroekonomia
Trudna internacjonalizacja chińskiego juana

Popularne artykuły

Gdzie będzie polska gospodarka za lat 5, 10

Kategoria:
Gdzie będzie polska gospodarka za lat 5, 10

Finanse publiczne: Brak długofalowego myślenia

Kategoria: Rynki kapitałowe
Finanse publiczne: Brak długofalowego myślenia

Bankowość pod okiem Allaha

Kategoria: Rynek bankowy
Bankowość pod okiem Allaha

Jak rozwijał się kryzys 2007-2009 - infografika, kalendarium

Kategoria: Polityka pieniężna
Jak rozwijał się kryzys 2007-2009 - infografika, kalendarium

Łosoś nie zastąpi ropy. Norwegia w kryzysie

Kategoria: Wskaźniki ekonomiczne
Łosoś nie zastąpi ropy. Norwegia w kryzysie

Pracownicy widmo, czyli jak komputery wynajmują ludzi do prostych prac

Kategoria: Trendy gospodarcze
Pracownicy widmo, czyli jak komputery wynajmują ludzi do prostych prac