Autor: Marek Pielach

Dziennikarz Obserwatora Finansowego, specjalizuje się w obszarach makroekonomii i finansów publicznych.

więcej publikacji autora Marek Pielach

Euro jest tylko dla orłów, więc mamy dużo do zrobienia

Niższy deficyt, zachowanie niezależności nadzoru finansowego, wyższy rating i niższe bezrobocie – dodatkowych warunków jakie Polska powinna spełnić przed przyjęciem euro uczestnicy debaty „Euro: jak i kiedy” wymienili mnóstwo. Nic dziwnego, że padały różne daty przystąpienia do unii walutowej - od 2019 do 2025 roku.
Euro jest tylko dla orłów, więc mamy dużo do zrobienia

Andrzej Wojtyna, Janusz Piechociński, Jacek Rostowski, Marek Belka (fot. PAP)

Z racji funkcji najważniejsze były warunki, które wymienił wicepremier i minister finansów Jacek Rostowski.  – Może powinniśmy sobie wewnętrznie powiedzieć, że aby być gotowym, to np. chcemy osiągnąć jakiś poziom w porównaniu z ratingiem przeciętnym w strefie euro (…) Powinniśmy się zastanowić, czy nie powiedzieć, że aby przystąpić do strefy euro, to jest potrzebna jakaś niższa od obecnej relacja długu do PKB. (…) Może powinniśmy sobie powiedzieć, że będziemy uważali, iż jesteśmy gotowi wejść do strefy euro, jeżeli przez jakiś czas stopa bezrobocia – mierzona metodologią unijną – byłaby o 2-3 pkt proc. niższa niż w strefie euro – zastanawiał się.

I choć zastrzegał, że to tylko rozważania, to nie da się ukryć, że kryteria ratingu i stopy bezrobocia pojawiły się w kontekście przygotowań do euro po raz pierwszy, na pewno zaś po raz pierwszy z ust wicepremiera.

Dodatkowe kryteria są jednak zrozumiałe biorąc pod uwagę, że na sali najczęściej używanym określeniem był „boom kredytowy”. Nieustannie wracano do przykładu Hiszpanii, w której niskie stopy procentowe, który przyszły wraz z euro, przyczyniły się do zadłużenia prywatnego w wysokości 200 proc. PKB,  i było to w dodatku kredyty nieefektywnie wydawane.

Jeszcze ostrzejsze kryterium od wicepremiera Rostowskiego zaproponował dr Andrzej Bratkowski, członek Rady Polityki Pieniężnej.

– Jeżeli chcemy w miarę bezpiecznie wejść do strefy euro, to w momencie wejścia nasz dług publiczny powinien być poniżej 40 proc. PKB. Niewątpliwie przy znacznie niższym długu zyskujemy większe pole manewru dla polityki fiskalnej, jako substytutu polityki monetarnej – mówił.

Jego zdaniem przyjęcie bardziej restrykcyjnych norm niż wynikających z kryteriów konwergencji powinno być odpowiedzią na niepewność co do zachowania Polski w przypadku wystąpienia szoku w unii monetarnej. Same składki na Europejski Mechanizm Stabilizacyjny (ESM), które musielibyśmy wpłacać mogłyby stanowić równowartość nawet 10 proc. naszego PKB.

Oczywiście lepsze przygotowanie wymagałoby też więcej czasu.

– Gdybyśmy pozostali przy standardowej polityce utrzymywania deficytu na poziomie celu strukturalnego, to wygląda na to, żebyśmy byli gotowi wejść do strefy euro między rokiem 2022 a 2025. Chyba, że tutaj wzmocnimy te działania – uważa Bratkowski.

Kryteria z Maastricht nie wystarczą, aby gospodarka była stabilna przebywając w strefie euro – zgodził się prof. Cezary Wójcik, były szef Biura ds. Integracji ze strefą euro w NBP. Jego autorskich kryteriów jest sześć. Po pierwsze zapewniana przez EBC stopa procentowa powinna być na poziomie naturalnym dla polskiej gospodarki, po drugie inflacja, po przyjęciu euro nie może doprowadzić do utraty konkurencyjności, po trzecie finanse publiczne powinny być silne, po czwarte kurs walutowy powinien być utrzymany na poziomie zapewniającym konkurencyjność gospodarki, po piąte musimy mieć instrumenty skutecznego nadzoru mikro i makroostrożnościowego, po szóste jeśli ogłosimy już datę przyjęcia euro to musi być ona wiarygodna.

Cezary Wójcik był współautorem najobszerniejszego raportu z 2009 roku o kosztach i korzyściach z przyjęcia wspólnej waluty. Wszyscy podkreślali jednak, że ten bilans trzeba sporządzić od nowa. Najmocniej Mateusz Morawiecki, prezes BZ WBK

– Brak ryzyka kursowego pokazywany wcześniej w raportach dzisiaj znacznie osłabł,  jego wpływ na handel międzynarodowy jest coraz mniejszy. Argument o braku kosztów transakcyjnych też słabnie, bo marże banków bardzo mocno spadają w tym zakresie, ze względu na rozwój technologiczny i elektroniczne platformy, które się pojawiają (…) Niskie stopy procentowe mogą prowadzić do wyższych inwestycji, ale jednocześnie mogą prowadzić do inwestycji nieefektywnych, tak jak choćby w Hiszpanii w nieruchomościach (…) Dziś wiemy już też, że niskie stopy procentowe nie muszą prowadzić do niższych kosztów obsługi długu państwowego, nastąpiła taka fragmentacja rynku, że kraje posiadające euro wcale nie muszą mieć niskich kosztów obsługi długu – wymieniał Morawiecki.

– Ja jako szef banku centralnego tak naprawdę wszystko sprowadziłbym do jednego kryterium: jak to jest możliwe, żeby mieć niską inflację i jednocześnie niskie stopy procentowe? Jest to możliwe? Tak, jest to możliwe. Myślę, że my nie doceniamy polskiej gospodarki, jeśli chodzi o jej dojrzałość – podsumował Marek Belka, prezes NBP, nawiązując wprost do kryteriów konwergencji.

On także przypomniał  jednak tytuł jednego z raportów o strefie euro – „Euro for the Eagle” czyli „Euro dla Orłów”. Ta waluta jest faktycznie tylko dla silnych gospodarek. Co zrobić aby nasza odpowiednio się wzmocniła? Zdaniem prezesa NBP odpowiedzią na to pytanie nie może być w pierwszej kolejności jeszcze bardziej elastyczny rynek pracy, bo od lat płace w Polsce rosną wolniej niż wydajność. Większym problemem jest zwiększenie aktywności zawodowej obywateli, polityka imigracyjna i zbudowanie takiego rynku finansowego, który pozwala przekształcać długoterminowe oszczędności na niezbędne inwestycje.

W dyskusji o euro siłą rzeczy musiał także powrócić temat kursu walutowego. Zdaniem Stefana Kawalca płynny kurs to doskonały mechanizm dostosowawczy, który jednak posiada tylko kraj z własną walutą.

– Miedzy jesienią 2008 roku, a wiosną 2009 roku polski złoty osłabił się około 30 proc. dzięki temu saldo polskiego handlu zagranicznego w 2009 roku poprawiło się o około 3 punkty proc. PKB, co było prawdopodobnie najistotniejszym pojedynczym czynnikiem, który doprowadził do tego, że w 2009 roku Polska była jedynym krajem w Europie, w którym gospodarka rosła, podczas kiedy pozostałe kraje były pogrążone w recesji – tłumaczył.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek odpowiadała, że konkurencyjność  nie może być budowana na kursie walutowym, ale na reformach strukturalnych w gospodarce. – Dewaluacja nie jest metodą na konkurencyjność, ale jest kupieniem sobie czasu – dodawał prof. Jerzy Osiatyński.

Swoją listę dodatkowych warunków przedstawił też Jerzy Pruski doradca Prezydenta RP ds. ekonomicznych. Jego zdaniem należy szybko skończyć pracę z obszaru makroostrożnościowego, a także ustalić ramy uporządkowanej likwidacji banków, tak aby ewentualne szoki z sektora finansowego nie popsuły żmudnego procesu spełniania warunków konwergencji, które zresztą wypełnimy z bardzo niewielką nawiązką. Warunkiem akcesji powinno być także niższe bezrobocie.

Z tym ostatnim nie zgodził się prof. Stanisław Gomułka. – Jeżeli w Polsce stopa bezrobocia jest wyższa niż w strefie euro to może to być pewnym argumentem na rzecz przystąpienia do euro – zauważył. Co więcej spowolnienie wzrostu i rosnące bezrobocie stwarzać będą dobre warunki do spełnienia kryteriów konwergencji w latach 2016-2019. Bezrobocie będzie bowiem jeszcze na tyle duże, aby ułatwić spełnienie kryterium inflacji i stóp procentowych, a jednocześnie wzrost gospodarczy, który zacznie przyśpieszać pozwoli łatwiej spełniać kryteria fiskalne.

Jak widać ilu ekonomistów tyle poglądów. Chyba miał więc rację prof. Andrzej Wojtyna, który ocenił, że przy obecnym stopniu niepewności dotyczącej przyszłego kształtu instytucjonalnego strefy euro to korzyści polityczne z przystąpienia byłyby ważniejsze niż ekonomiczne.

– Traktujemy wszystko w czasie t-0. Natomiast uważam, że musimy brać pod uwagę nie koszty wynikające z byłej czy obecnej architektury instytucjonalnej strefy euro, tylko takiej, w jakiej ona może być za siedem-osiem lat, które są realistycznym terminem naszego przystąpienia” – mówił.

To samo miał pewnie na myśli wicepremier Rostowski, który na zakończenie przyznał, że „w tym tkwi zasadniczy problem czy można pozostać znaczącym członkiem Unii Europejskiej, jeżeli się założy, że będzie się w nieskończoność poza strefą euro” .

Debata „Euro: jak i kiedy?” odbyła się 1 marca w Ministerstwie Finansów.

Andrzej Wojtyna, Janusz Piechociński, Jacek Rostowski, Marek Belka (fot. PAP)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Dobre przygotowanie do euro zwiększy listę korzyści

Kategoria: Makroekonomia
Dobre przygotowanie do euro zwiększy listę korzyści

Do mariażu ani strefa euro, ani Polska nie są gotowe

Kategoria: Makroekonomia
Do mariażu ani strefa euro, ani Polska nie są gotowe

Euro możemy mieć najwcześniej w 2019 roku

Kategoria: Analizy
Euro możemy mieć najwcześniej w 2019 roku

Popularne artykuły

Gdzie będzie polska gospodarka za lat 5, 10

Kategoria:
Gdzie będzie polska gospodarka za lat 5, 10

Finanse publiczne: Brak długofalowego myślenia

Kategoria: Rynki kapitałowe
Finanse publiczne: Brak długofalowego myślenia

Bankowość pod okiem Allaha

Kategoria: Rynek bankowy
Bankowość pod okiem Allaha

Jak rozwijał się kryzys 2007-2009 - infografika, kalendarium

Kategoria: Polityka pieniężna
Jak rozwijał się kryzys 2007-2009 - infografika, kalendarium

Łosoś nie zastąpi ropy. Norwegia w kryzysie

Kategoria: Wskaźniki ekonomiczne
Łosoś nie zastąpi ropy. Norwegia w kryzysie

Pracownicy widmo, czyli jak komputery wynajmują ludzi do prostych prac

Kategoria: Trendy gospodarcze
Pracownicy widmo, czyli jak komputery wynajmują ludzi do prostych prac