Autor: Anna Wittenberg

Dziennikarka Dziennika Gazety Prawnej specjalizująca się w tematyce społecznej i edukacyjnej

Czy Elon Musk zarobi na Twitterze?

Mieć, czy nie mieć – zdaje się pytać najbogatszy człowiek na świecie. Jeszcze niedawno ogłaszał, że chce kupić Twittera. Dziś próbuje wykpić się z interesu. Jest w końcu biznesmenem, a Twitter to wprawdzie firma wpływowa, ale trudno tę wpływowość przekuć w sukces finansowy.
Czy Elon Musk zarobi na Twitterze?

(©PAP)

Zapowiedź wykupienia Twittera to jeden z najważniejszych tematów technologicznych w ostatnim czasie. Elon Musk najpierw objął w firmie ponad 9 proc. udziałów i stał się największym posiadaczem akcji, a później ogłosił, że zamierza przejąć spółkę w całości. Zaproponował 54,2 dol. za udział, co łącznie dawało 44 mld dol. Zarząd firmy przyjął ofertę, a Musk zaczął liczyć pieniądze. Z własnej kieszeni chce wypłacić 21 mld dol., część uzyskał już ze sprzedaży akcji swojej najważniejszej spółki – Tesli. Część natomiast zaczął zbierać od zewnętrznych inwestorów, m.in. katarskiego funduszu Qatar Investment Authority. 13 mld dol. ma pochodzić z pożyczki, której zabezpieczeniem będzie sama spółka.

Bot czy człowiek?

Choć przygotowania do przejęcia Twittera wydają się mocno zaawansowane, w połowie maja miliarder ogłosił nagle, że wstrzymuje operację. Poszło o fałszywe konta. Na początku maja Twitter poinformował oficjalnie, że nieautentyczne profile stanowiły jedynie 5 proc. aktywnych w pierwszym kwartale 2022 r. Musk odpowiedział w swoim stylu – opublikował na Twitterze sondę, w której zapytał użytkowników, czy ich doświadczenie może potwierdzić te liczby. Opcje do wyboru były dwie – emotikon śmiejący się do łez lub rysunek robota, pytającego „kto, ja?”. Później właściciel Tesli odpowiedział też na wiadomości przesłane przez dyrektora generalnego Twittera. Parag Agrawal próbował wyjaśnić politykę spółki dotyczącą spamu. Musk wysłał mu na to emotikonkę z uśmiechniętą… kupą. W social mediach tłumaczył też, że jego wątpliwości dotyczą interesu reklamodawców. „Skąd mają wiedzieć, co dostają za wydane pieniądze? To fundamentalne dla zdrowia finansowego Twittera” – napisał.

Social media pod dyktando

Dopóki kwestia fałszywych kont nie zostanie wyjaśniona, albo wyjaśnienie nie usatysfakcjonuje Muska, do finalizacji umowy nie dojdzie. Zdaniem prawników i komentatorów, to może kosztować właściciela Tesli miliard dolarów kary.

Bez reklam?

Obojętnie, jakie będą losy umowy, w jednym Musk ma rację – sytuacja finansowa spółki nie jest satysfakcjonująca. Od 2014 r. tylko przez dwa kwartały Twitter zarobił powyżej pół miliona dolarów. Nie pomaga nawet zwiększenie przychodów (w 2021 r. wzrosły one o 36,6 proc.), bo w tym samym czasie spółka odnotowała stratę 221 mln dol. W 2020 r. strata wyniosła 1,1 mld dol.

Obojętnie, jakie będą losy umowy, w jednym Musk ma rację – sytuacja finansowa spółki nie jest satysfakcjonująca.

Czy sytuację da się poprawić? To zależy. Model biznesowy Twittera zakłada dwa główne źródła przychodów. Po pierwsze są to usługi reklamowe (stanowią 89 proc. wpływów). Na Twitterze można wykupić promowanie konkretnych kont lub wpisów, a także hasztagów, które można wprowadzić do menu najpopularniejszych, widzianego przez wszystkich użytkowników. Ta ostatnia opcja pozwala zyskać wiele organicznego ruchu – korzystają z tego właśnie zwalczane przez Muska spamboty. Jeśli odpowiednia liczba kont będzie wchodzić w interakcje z wiadomością zawierającą hasztag, znajdzie się on wśród tych uwidocznionych na liście. Intencją jest, by ruch był generowany przez autentycznych użytkowników,  a w tzw. trendach pojawiały się tematy, o których po prostu rozmawiają ludzie.

Jednak popularne hasztagi łatwo przejąć siatkom fałszywych kont. Sukces takich operacji udowodnili m.in. badacze z brytyjskiego think thanku Demos. Według ich analizy taka operacja powiodła się w przypadku prorosyjskiego hasztagu #istandwithrussia, który stał się popularny w pierwszych dniach inwazji na Ukrainę. A jeśli coś można osiągnąć przy pomocy botów, dlaczego ktoś miałby za to płacić?

Musk w swoich publicznych wypowiedziach krytykuje algorytm reklamowy Tiwttera, sugeruje też że należałoby go zmienić, a nawet udostępnić do publicznej wiadomości na zasadzie open source. W jednym ze swoich wpisów w portalu przekonywał też, że platforma powinna w ogóle być wolna od reklam. „Korporacje silniej wpływają na politykę, gdy Twitter potrzebuje reklam, by przetrwać” – pisał. Później usunął jednak wiadomość. Tak jak wiele innych – w ostatnich tygodniach właściciel Tesli często deklaruje coś na Twitterze tylko po to, by później to usuwać.

Bezcenne dane

Drugą nogą przychodów Twittera jest licencjonowanie danych. Twitter sprzedaje dane na temat użytkowników i popularnych tematów w serwisie. Pozyskane w ten sposób informacje mogą być dla firm cenną bazą np. do opracowania kampanii reklamowych. Według raportów spółki Twittera codziennie używa 229 mln osób, a wszystkich kont jest ponad 465 mln. Firma chwali się, że może uzyskać zasięg 7,5 proc. populacji w wieku 13+.

Być może dla Muska to właśnie dostęp do informacji, które posiada Twitter jest kluczowy i to on mógłby stać się sposobem na monetyzację platformy. Ilość danych, do których Elon Musk miałby dostęp, gdyby sprywatyzował Twittera, byłaby bezprecedensowa. „Dyrektor generalny Tesli miałby prawie pełną kontrolę nad ilością danych użytkownika niemożliwą do porównania z niczym, co kiedykolwiek istniało. Pozawalałaby ona na ingerencję w indywidualne i zbiorowe zachowania” – mówiła „The Washington Post” Shoshana Zuboff, autorka książki „Wiek kapitalizmu inwigilacji”.

Zarabianie na sprzedaży danych to popularny model biznesnowy wśród Big Techów. Najbogatszym z tych, które się na nim opierają jest Alphabet, do którego należy Google.

Zarabianie na sprzedaży danych to popularny model biznesnowy wśród Big Techów. Najbogatszym z tych, które się na nim opierają jest Alphabet, do którego należy Google. Choć firma oferuje bezpłatne dla użytkownika usługi, tak naprawdę każdy kto się do nich zapisuje, płaci swoimi danymi. W IV kwartale 2021 r. Alphabet wygenerował przychody w wysokości 75,3 mld dol. „Czwarty kwartał przyniósł silny wzrost w naszej działalności reklamowej, która pomogła milionom przedsiębiorców prosperować i znaleźć nowych klientów” – chwalił się Sundar Pichai, dyrektor generalny spółki.

Regulacja wielkich firm technologicznych: unijny Akt o rynkach cyfrowych

Na danych zarabia też Facebook – w oparciu o nie sprzedaje reklamy dopasowane do użytkowników. To zresztą budzi wiele kontrowersji, bo firma Marka Zuckerberga śledzi swoich subskrybentów nie tylko tam, gdzie oni tego chcą, ale także w prywatnych rozmowach na komunikatorze Messenger. Baza danych Facebooka jest prawdopodobnie największym tego typu zbiorem na świecie. Nic dziwnego, serwis ma 2,93 mld aktywnych użytkowników.

Także chiński TikTok w oparciu o dane użytkowników targetuje reklamy. Aplikacja ma jednak dodatkowe funkcjonalności: oferty e-commerce i prowizje z wymiany TikTok Coins. To wirtualna waluta, którą za prawdziwe pieniądze kupują użytkownicy aplikacji. Następnie mogą oni używać ich do nagradzania ulubionych twórców w trakcie prowadzonych przez nich transmisji na żywo. TikTok Coins można wymienić na prawdziwą walutę, a wtedy spółka pobiera od operacji prowizję.

W sieci pojawiały się sugestie, że Elon Musk zamierza wprowadzić opłaty za korzystanie z Twittera. To ciekawa koncepcja, zwłaszcza że jednocześnie szef Tesli zapowiada utworzenie z platformy „wolnej agory” i nieustannie podkreśla rolę wolności słowa. Jej niedostatki to oficjalnie jeden z powodów, dla których szef Tesli zainteresował się przejęciem spółki. „Wolność słowa jest podstawą funkcjonującej demokracji, a Twitter jest cyfrowym rynkiem miejskim, na którym dyskutuje się o sprawach istotnych dla przyszłości ludzkości” – napisał, obwieszczając próbę przejęcia medium.

Opłata za użytkowanie nie wróżyłaby dobrze powiększaniu bazy użytkowników platformy. Rynek nie jest z gumy, a dynamika wzrostu maleje z roku na rok. Według prognoz opublikowanych przez firmę Statista, do 2025 r. na Twitterze będzie 497 mln kont.

 

Anna Wittenberg – dziennikarka Dziennika Gazety Prawnej specjalizująca się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Wcześniej pracowała m.in. w Życiu Warszawy i Polskim Radiu.

(©PAP)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Elektryzujący Elon Musk

Kategoria: Analizy
Tesla to na razie luksusowa marka z niewielkim wpływem na wyniki całego sektora motoryzacyjnego. Sposób, w jaki założyciel firmy Elon Musk walczy o swój biznes, przykuwa jednak uwagę, a jego inwestycje mogą stworzyć w USA 100 tys. miejsc pracy. To już będzie miało wpływ na gospodarkę.
Elektryzujący Elon Musk

Koniec rozwoju czy początek drugiej ery maszyn

Kategoria: Analizy
Wzrost gospodarczy będzie coraz niższy, ponieważ nowe technologie nie dają już człowiekowi tyle dodatkowej produktywności, co elektryczność lub silnik spalinowy przed stu laty. Tak twierdzą pesymiści z Robertem Gordonem na czele. Optymiści uważają, że jest wręcz przeciwnie – że wkraczamy w nową erę szybkiego postępu technologicznego. Ci drudzy mogą mieć trochę więcej racji.
Koniec rozwoju czy początek drugiej ery maszyn

Rynek mocy pod kontrolą Unii Europejskiej

Kategoria: Analizy
Ministerstwo Energetyki zamierza utworzyć w Polsce rynek mocy. Ma on zapewniać bezpieczeństwo dostaw energii elektrycznej do odbiorców końcowych w dłuższym okresie.
Rynek mocy pod kontrolą Unii Europejskiej